Kulturalne narzekanie na rzeczywistość! Uwaga - zawiera offtopy!
Strona 954 / 2920
Mam prawdziwy armagedon w domu 🙄 Narzeczony na antybiotyku ledwo żyje, synek też chory😞 W dodatku w pracy przejmuje obowiązki na samodzielnym stanowisku wcześniej niż myślałam i mam już doooosc!
Jestem od 4 30 na nogach, dopiero wyszłam z pracy i do tego muszę jeszcze jechać na Szczecin...
Znowu dopadła mnie weryfikacja tożsamości na vinted, ale na szczęście znów udało się uniknąć wysyłania wszystkich danych z dowodu
Jadę właśnie na koncert do Gliwic i okazało się, że zespół, dla którego w ogóle ten koncert rozważałam, jednak nie zagra 😭 jest jeszcze druga główna gwiazda, ale ich nie znam prawie wcale. Za dużo zainwestowałam w ten wyjazd, żeby się teraz wracać. Dawno nie byłam tak zawiedziona 😭
Takie sobie właśnie nie dadzą powiedzieć.. właśnie miałam pisać, że te matki które dają chore dzieci do przedszkola to później zganiają winę na kogoś innego 🤦
No właśnie, jak zaczęłam pracę to cały czas byłam chora najlepsze że kiedyś usłyszałam że to ja pozarażałam dzieci.. co z tego że ta mama przyprowadzała dziecko na antybiotyku z zapaleniem oskrzeli
No dokładnie. Ja sama jak widzę że dziecko źle się czuje to dzwonię po rodzica ale np moja koleżanka z pracy się boi szkoda gadać
To prawda, w trakcie pandemii jakoś rodzice bardziej na to patrzyli, ale i nauczycielki również... U nas nie można było do przedszkola przyprowadzić dziecka z jakimkolwiek objawem przeziębienia. Były od razu telefony, nie jeden, a kilka. Trzeba było zabrać od razu dziecka, nie było dyskusji nawet. A teraz...
Jelitówka najgorsza jakby nie patrzeć, bo dziecko przyniesie do domu i każdy w domu się zarazi. A przeziębienie czy coś to nie koniecznie 🙊.
Ale i tak dla mnie jest to chore, że jeden rodzic będzie patrzył na dobro dziecka i innych i zostawi dziecko w domu jak jest chore, a drugi ma gdzieś... A to przecież nie chodzi tylko o jedno dziecko, tak. Nawet nauczyciel może się zarazić 😱.
Poprawiło się trochę w trakcie pandemii, rodzicie się bardziej bali. Teraz znowu zaczęło się puszczanie chorych dzieci. Ja już się trochę uodporniłam, ale jelitówkę każdą przechodzę
Nikogo to nie interesuje
Oglądałam ostatnio ciekawy reportaż w Uwadze właśnie o podobnej sytuacji. Tylko kobitka musi codziennie bardzo daleko iść do dwóch domów, a jeździ autobusem, na każdy czeka itd.
https://uwaga.tvn.pl/reportaze,2671,n/sieradz-nauczycielka-pieszo-chodzi-do-niepelnosprawnych-uczniow,352412.html
Tragedia 😱 ręce opadają... A z jelitówką to też był u nas problem, bo dziecko przyszło a potem pół przedszkola wyzarażane 🤦.
Moja córka 2 lata temu przez pół roku nie chodziła wgl do przedszkola bo miała katar alergiczny i się nauczycielki burzyły, że mam nie przyprowadzać jej jak ma katar, a tu widzę dzieci z gorączką chodzą, biegunką i jest dobrze 🤦🤦.
Wiem coś o tym ale od strony osoby pracującej w przedszkolu.. Rano mama ładuje w dziecko leki, a po 2/3 godzinach zaczyna wszystko wyłazić. Gorączka, jelitówka.. tyle się naoglądałam że już mnie nic nie zdziwi. Najgorzej że najczęściej zdarzało się to w przypadku gdzie mama nie pracuje. I wielki problem oczywiście żeby po dziecko przyjść bo rano wszystko było ok, a może dziecko symuluje.. ręce opadają. A dziecko i tak nam opowiada że np mama rano dała syropek albo byli wczoraj u lekarza albo że całą noc nie spało bo wymiotowało
Co roku są podwyżki ale tych pierwszy raz się boje. Wczoraj w Dino za jajka, suchą karmę dla kota, parówki i ser zapłaciłam 90 😳
A kogo to interesuje? Autobusem...
@wenkka z kim nie rozmawiam, to nikt za to kasy nie dostawal, a niejednokrotnie jest to kilkanaście kilometrów. Zeby rozmawiać z dyrekcją, muszę zostać po pracy i wyczekać godzinę, żeby mnie przyjęła i nie mam gwarancji, że coś osiągnę Nikt się nie burzy póki co, może dlatego, że dziewczynka blisko szkoły mieszka. Dla mnie to i tak nie jest fajne, bo już miałam 25 h lekcji, teraz będę mieć 27... plus darmowe 60 minut godziny czarnkowej, a mój etat w umowie to 19 godzin
I ja też pewnie o ten 1 kilometr kłócić się nie będę, bo cała ta praca to i tak cyrk na kółkach, wyniki egzaminów marne... Ja chodzilam do szkoły, w której zdawali egzaminy prawie wszyscy w klasie i to na 100% lub 90%. Mało kto zdawał "ledwo co". A tutaj głównie jest "ledwo co"
Moja szkoła nauczanie indywidualne rozwiązywała na dwa sposoby - przed pandemią: albo nauczyciel jeździł do ucznia, albo uczeń przyjeżdżał do szkoły i miał te lekcje np. w bibliotece.
Jak o tym usłyszalam, że będzie wnioskować o indywidualne, to się niezbyt przejęłam, bo do tej pory wszyscy dostali indywidualne zdalnie... A tu domowe, pewnie dlatego, że blisko szkoły. Uczennica nie chce chodzić do szkoły, leży w łóżku i co, mam się z nią położyć i uczyć ją praktycznych rzeczy na komputerze w łóżku? Pls...
Jestem w szoku... Naprawdę... Ja też syna trzymam w domu nawet z samym katarem. A tu biedny dzieciaczki cały dzień z gorączką...