Kulturalne narzekanie na rzeczywistość! Uwaga - zawiera offtopy!
Strona 953 / 2920
Okazało się, że mam 12 dni urlopu z tego roku, a na przyszły rok nie może mi przejść więcej niż 5 dni.
Nie planowałam teraz wolnego, ale chyba będę musiała wziąć chociaż kilka dni dla świętego spokój.
W końcu się udało załatwić lekarza, który do nas przyjechał ale tylko dla dziecka, no i skończyło się antybiotykiem i kolejne 2tyg w domu, ehh
To mamy niezłe szczęście Kiedyś też podobna sytuacja spotkała mnie, kiedy szłam z siostrą wieczorem. Jakieś dziecko szło z kolegą (na oko mieli po 13 lat) i jak przechodziło obok mnie to zaczęło wydawać jakieś dziwne dźwięki jak małpa Ten niższy chłopak złapał mnie za ramię i chciał mnie popchnąć, ale przeliczył się ze swoją i moją siłą, bo nawet z miejsca mnie "nie ruszył" i też podobnymi epitetami zaczął mnie wyzywać. Albo babka koło 70-tki, kilka lat temu jak jeszcze chodziłam do wakacyjnej pracy i często nosiłam spodnie z dziurami nazwała mnie prostytutką, bo tak według niej one ubierają się i jak jej coś odpowiedziałam to zaczęła krzyczeć coś niezrozumiale, aż słychać ją było do końca długiej ścieżki. Takie święte są te starsze osoby, a przy kościele takich brzydkich słów używają.. Nie ładnie Ale pierwszy raz zdarzyło mi się, że ktoś na początku był miły, a później taki zwrot akcji. Nie dziwię Ci się, że później to przeżywasz, bo to kompletne wytrącenie z równowagi, kiedy przyklei się do Ciebie jakiś odklejeniec. Tym bardziej, jeśli nic mu się nie zrobiło. Im dłużej się o tym myśli, tym bardziej chore to się wydaje. Teraz jednak coraz mniej mnie to rusza z każdą taką większą lub mniejszą sytuacją. Jakby mi się to przytrafiało w gimnazjum, kiedy byłam nieśmiała i dosłownie wszystkim przejmowałam się to nie wychodziłabym pewnie z domu przez co najmniej kilkanaście dni.
Jezu jakiś chory człowiek. Wiem co czujesz bo ja ciągle przyciągam do siebie takich odklejeńców a potem przeżywam i nie mogę dojść do siebie przez miesiąc.
Wczoraj oko mi zachodziło mgłą, a dzisiaj obudziłam się z zaropiałym, czerwonym i spuchniętym okiem... Do tego mam najprawdopodobniej anginę albo zapalenie krtani.. Dziecko również chore.. 4x odmówili nam przyjazdu na wizytę domową, w miejscowym ośrodku jest 4 lekarzy i nikt nas nie przyjmie w tym tygodniu bo mają za dużo pacjentów, w mieście obok również nas nie przyjmą bo nie mają miejsc... Cudownie...
Współczuję ludziom i jednocześnie liczba niezrównoważonych psychicznie ludzi mnie przeraża. Byłam na spacerze z Hewim. Ma ubrane ubranko jak miliony innych psów, które chodzą po osiedlu. Jedne potrzebują, drugie może niekoniecznie. Mój od razu kaszle, trzęsie się i leci mu z nosa po powrocie do domu, kiedy go nie ma założonego, a kiedy jest śnieg szybko marzną mu łapki, staje i podnosi zawsze jedną, nie da rady dalej iść. Pomimo, że ma bardzo dużo włosów. Ale do sedna - byłam z nim na spacerze. Gostek podszedł z psem, pomijam fakt, że nie miał go na smyczy, a czarne psy zazwyczaj atakują Hewiego. Mówi: "po co pani ubiera pieska, szkoda ubierać". To ja mu mówię kulturalnie, że jest przeziębiony, tym bardziej po kroplówce itp. i weterynarz tak zaleciła i powiedziałam: "proszę sobie przeczytać też na internecie". A ten, że nie będzie nic czytał i zamiast iść dalej to się przykleił i zaczyna, że psy się nie przeziębiają, a ja mówię, że owszem, tak samo jak i ludziom, może im się to zdarzyć. Pokazuje mi na klapki swoje (zimą) i mówi, że on przez cały rok w nich lata i nie jest chory, to ja na to, że: "ma pan dobrą odporność" A ten zaczął się śmiać i mówi dosłownie, że mnie po****. Zatkało mnie. Powiedziałam mu: "proszę iść dalej, nie będę z panem dyskutować, to jest mój pies i mój weterynarz i ja wiem lepiej czego potrzebuje". I się zaczęło... Niepotrzebnie w ogóle zaczynałam z nim rozmowę, ale to nigdy nie wiadomo na kogo się trafi... Zaczął drzeć się na całe osiedle: idź do przedszkola dziecko, a nie chodzisz po polu; zamknij r** j**** sz***. Ludzie przerażeni, bo facet jeszcze idzie w moją stroną. To ja krzyczę już (bo też pierwszy raz taka sytuacja mnie spotkała): proszę mnie nie obrażać i mówię, że na policję zadzwonię jak nie przestanie. Mówił to se dzwoń i zaczyna drzeć się już tak niewyraźnie, jakby oszalał, wzięłam szybko Hewiego i uciekłam. Wszystko się strasznie szybko działo i może niepotrzebnie dalej reagowałam, ale tak... Ludzie dziwią się, że wolę zwierzęta niż ludzi. Jeszcze wcześniej zdenerwowała mnie sąsiadka, która wyszła z windy. Nie przytrzymała mi w ogóle drzwi, puściła je, a drzwi od windy są ciężkie, jak tak właśnie na ciebie lecą, jakiś młody chłopak, który w windzie stał za mną, pomógł mi je otworzyć, bo jeszcze Hewiego smycz miałam w jednej ręce i później mnie przepuścił w dwóch drzwiach do wyjścia z klatki 😄
Zawsze sobie wtedy właczam to https://www.youtube.com/watch?v=OwABO_wB2fw
Zostaje dzisiaj na nadgodzinę w pracy niby się zgodziłam ale mi się nie chce 😅
Ja całe szczęście zaliczenia jakiekolwiek mam po nowym roku. Mam nadzieje ze do tego czasu ogarnę tą prace na spokojnie żeby skoncentrować się trochę na nauce 😝 Powodzenia w zaliczeniach ❤️
Ojejku najgorzej jak tak wszystko na raz, ja w listopadzie skończyłam staż i teraz zaczynam pracę jako pomoc na dwóch kompletnie innych stanowiskach, wszystko się miesza a po godzinach jeszcze nauka na zaliczenia studenckie..