Kulturalne narzekanie na rzeczywistość! Uwaga - zawiera offtopy!
Strona 385 / 2920
Mój mąż zachorował a ja nic, do czasu, po ponad tygodniu zaczęło mnie boleć gardło, ale tylko 1 dzień, jednam mam cały nos zapchany...
Rozkłada mnie potężne przeziębienie... Z nosa leje się jak z kranu, boli mnie gardło i czuję się jak pijana 😰😢
Od 2 miesięcy czekam na wizytę do dentysty, termin jest już za 4 dni a ja czuję, że zaczynam się rozchorowywać
Mialam zatkane zatoki, już z zatokami ok, ale przeszło mi wszystko na gardło i od kilku dni nie mogę się odezwać 😭
Właśnie pożegnałam się z mężem i zostaje sama na tydzień Poleciał na targi z pracy do Miami… a mi się kończy L4, cieszyłam się że jest lepiej ale nie przechodzi. Głos dalej tragedia, katar… czemu to się tak ciągnie
Wróciłam do pracy po chorobie. Dwa dni i już boli mnie gardło i mam katar 🤡🤡🤡
Znów wynajęłam Kirppu. Tym razem wykupiłam stoisko do końca sierpnia.
Styczeń na początku dość dużo rzeczy się sprzedało, chociaż ostatecznie miesiąc się nie zwrócił. Luty jest straszna lipa 😅.
Dołączam się Popołudnie po powrocie z pracy wydaje mi się być zdecydowanie za krótkie na cokolwiek
Ja w takich sytuacjach zgłaszałam przemoc. No baba ryczała, darła się jakby ją ze skóry obdzierali. Tupanie na ich 30 metrach jakby stado słoni regularnie biegało, przy mojej wrażliwości to doprowadzało mnie do płaczu. Wyprowadzili się po ponad pół roku jakoś. Ja wzywałam policję chyba dwa razy. I to nie był pierwszy raz, okazało się patologią, kobita zabrane prawa rodzicielskie, a mieszkała z tymi dziećmi i konkubentem. Ba, miała nawet zakaz zbliżania się do dzieci.
jak słyszę, że się tłuką i wyzywają to dzwonię, nie certolę się. Obawiam się tylko, że przestaną przyjeżdżać z czasem
W moim przypadku policja też nic nie pomogła. Sąsiedzi dalej zachowują się jak patologia, a mi tak jak Tobie marzy się wyprowadzka. Jeszcze sobie psa kupili...
Tylko u mnie niestety przez kolejne parę lat raczej nie ma o tym mowy.
Zmokłam i zmarzłam. Parasola nie brałam, bo przy tym wietrze to samobójstwo, więc oczywiście jak na złość po chwili musiało się rozpadać.
Mam w sumie podobną sytuację. Pracuję w domu a nade mną mieszka poj*bany bachor w wielu szkolnym. Ciagle biega, skacze, tupie, czymś rzuca. Gadanie z jego matką nie ma sensu, to jak zwracasz 2 lata babie uwagę to ona uważa, że to my mamy coś z głową i mamy jej dać spokój, a nie że z jej bachorem jest coś nie tak.
Ok, czasem ma fazy i jest cicho 2 dni, a potem znów.
Nasze mieszkanie jest wystawione na sprzedaż, ale taki czas, że chętnych nie ma. Jak się nie uda to mamy w planach wyciszyć (spoko kosztuje).
Dzwoń na policję. My też to robiliśmy, ale to dziecko, to dziecko. Co zrobisz? Nic nie zrobisz. W sumie nie wiem jak jest z chorymi psychicznie (o ile serio jest chory), ale jak ktoś dorosły, to jakaś odpowiedzialność jest. I nie ma czegoś takiego jak cisz nocna jakby co. Jak Ci zakłóca spokój to może być to nawet o 10.
W sklepie Lewiatan widzieliśmy z lodówki produkt, na którym była cena 4,99 zł. Na paragonie 5,99 zł. To mówię do kasjerki, że inna cena inna tu. Ona na to, że sprawdzi i po chwili - taka jest cena i zerwała cenę z opakowania… Ani przepraszam, ani nic. No cena jest 4,99 zł - taką nakleili naklejkę na produkcie.
Od razu powiedziałam, że naklejają te ceny na dacie ważności. To dotyczy np. surówek. Te produkty mają krótki termin. Co trzeba mieć w głowie, żeby zakleić datę. A widziałam tam np. Surówkę 4 dni po terminie - akurat data była widoczna.
W sumie też tak mam często. Pracuję do 17, jak wczoraj poszłam na godzinę na siłkę na 19, to po powrocie to już w ogóle czas pędzi. Chwila i trzeba iść spać.