Kulturalne narzekanie na rzeczywistość! Uwaga - zawiera offtopy!
Strona 831 / 2920
Pewnie, że pamiętam który to salon. Będziemy musieli tam podjechać. Dzięki 💛
A pamiętasz gdzie był kupowany pierścionek? Miałam tak raz w swoim zaręczynowym i Krzysiek napisał do nich, naprawili pierścionek - bez kamyczka I to jeszcze za darmo! Może u Ciebie też jest nadzieja.
To prawda! Ludzie uczący się sami często wiedza więcej niż ci, którzy uczyli się na studiach.
Jak ja się dzisiaj fatalnie czuję... Nie pamiętam, kiedy tak fatalnie czułam się podczas okresu 😩😩😩
To też prawda... 😢
Jeszcze w temacie tej grafiki @Marudziara to poznałam kilka osób pracujących po różnych drukarniach, i pytałam ich o wykształcenie (bo sama chodziłam w tym czasie na studia) to żadna nie chodziła na studia graficzne 🙃 jakieś zarządzanie czy stosunki międzynarodowe to może... Ale jakie mieli kompetencje do tej pracy? 🤔 To brzmiało podejrzanie 🤪
W liceum też pamiętam, że się składaliśmy na papier dla nauczycielki - co prawda nie wiem po co jej był bo wszystkie sprawdziany pisaliśmy na kartkach z zeszytu 🤔
Też wydaje mi się, że to powinno być zorganizowane przez instytucje - szkołę czy przedszkole. Nawet jakby nauczyciele się musieli tłumaczyć ile potrzebują i na co to idzie. Ale zazwyczaj papieru brak 🤪 cały chyba idzie do sekretariatu...
Nie dość, że reklamy mnie bombardują z każdej strony to jeszcze komentarze się zepsuły 😐
To jest najbardziej denerwujące. Człowiek się uczy tyle lat,robi magistrat, licencyjny i nadal jest za mało by pracować w swoim ulubionym zawodzie a wystarczy znajomość by zająć miejsce osobie która mogłaby być szczęśliwym
Ja kilka lat temu też przez całe technikum składałam się na papier i na semestr to były chore kwoty, bo nauczyciele wpisywali różne kserówki na różne klasy, nawet nie te, co trzeba... i u nas było mało kserowania, rozliczał to sekretariat, a mieliśmy największy dług za papier. To było chore.
U nas to normalne, a szkoły dzieli prawie 70 km...
Teraz w szkole założyli szafkę na szuflady w ksero, dlatego że papier znikał. Nauczyciele tak biedni, ze zabierają papier... To nie była różnica 50 sztuk. Widać, ile papieru przeszlo przez maszynę i dyrektorka zapisywała, ile papieru zostało włożone. To była różnica w tysiącach, mimo że dużo nauczycieli korzysta ze swojego papieru. Zamknięcie pomogło, bo papier zdecydowanie na dłużej wystarcza.
Serio trzeba się w szkole składać na papier?! U nas zawsze było kupowane wszystko przez szkołe, w końcu dostają kasę od gminy
U nas się dzieciaki na papier składają. Problem jest zarówno z papierem xero, jak i z papierem toaletowym. Ciągle mało Tak z drukarkami jest, jak kupuje się tanią drukarkę to tusze są drogie i na odwrót. W szkole tez nie ma lekko, nauczyciele nie umieją obsłużyć kserokopiarki, zdarza im się grzebać widelcem po rolce... koszmar.
Z dokładaniem to najpierw było tak, że sama ten papier kupowała ale szło tego bardzo dużo 🤔 głównie na te plany miesięczne...
Później te dzieciaki się zaczęły składać na papier, więc to odeszło 🤪 ale też jakby za mało im drukowała to by prawdopodobnie od rodziców były pretensje, że wzięła papier a nie drukuje...
Same tusze do drukarki bardzo drogie były 🙈, bardzo eko, że drukarka jak nie miała wszystkich kolorów, a chciała wydrukować coś na czarno to też się nie dało 🤪
No i ciągle te drukarki w domu zajeżdżała, że średnio na półtorej roku była drukarka 🙈 albo się złośliwie psuła, albo nagle się okazywało, że tusze przestawali produkować i się bardzo drogie robiły...
Ostatnia którą miała już była w miarę i później ja ją odziedziczyłam i jestem z niej póki co zadowolona (odpukuje w niemalowane).
W pracy jej się zdarzało coś kserować, ale głównie drukowała w domu 🤔
Trochę lipa. Źle że nie spislaliscie oświadczenia i nie porobiłaś zdjęć zaraz po kolizji (gość chyba pomylił pojęcia bo wypadek jest wtedy gdy są poszkodowani). I dziwne ze miał Twój adres. Od policji na pewno nie dostał, obstawiam że mógł jechać za Tobą.
No i co jak co, ale wina była prawdopodobnie Twoja, bo nie zachowałaś ostrożności przy cofaniu. Jednak tak jak mówi Twój brat, nie ma się co martwić. Gość nie ma żadnych dowodów że mu zniszczyłaś auto. A już z tym wgniecionym bokiem to całkiem popłynął. Wcześniej nie zauważył? 😁 Nie martw się, będzie dobrze. 🤗
A nie prościej samemu uprażyć? Ja nawet nie wiedziałam że można kupić gotowy prażony 🙈 Zawsze jak potrzebuje prażony słonecznik to wrzucam na kilka min na patelnie i gotowe. A jak pięknie pachnie. 😊
Ach, tak, rady pedagogiczne to moja zmora, bo daleko dojeżdzam do pracy, zajmuje mi droga godzinę z minutami i jak jadę na 8, to z domu zimą wychodziłam o 6, a z rady wychodziłam przed jej końcem około 20 i do domu powrót na 21... Dramat. Do tego spotkania zespołów wychowawczych, spotkania zespołów dla dzieci z niepełnosprawnościami, bo i takich dwóch mam rodzynków
Ja nie piszę planów, plus technikum i zawodowych przedmiotów jest taki, że celem jest zdanie egzaminu... Każdy robi co chce, nad czym ubolewam... Ja przynajmniej te same egzaminy zdałam w przeciwienstwie do niektórych moich kolegów... Jedna pajacuje i robi z dziećmi jakieś łatwe grafiki, wrzucają do gotowych mock-up'ów ściągniętych z internetu i robi z tego wystawki na fejsa. mam jedną 2 klasę i oni są w stanie takim, jak pierwszaki po miesiącu korzystania z programów. Ale jak mi dzieci czasem mówią, że bardzo mnie lubią, i że jestem najlepsza, to trochę mi lepiej, choć tym rachunków nie zapłacę
No nie, nie jest to szanowany zawód. Teraz siedzę sobie w ferie w domu, no fajnie, ale urlop czy ferie zawsze w najdrozszych terminach...
Tak się składa, że na uczelni też pracuję... pół etatu, no ale jednak. I jako asystent mam 1750 zł brutto za pół etatu, więc generalnie jest bieda, na wyższe wynagrodzenie trzeba sobie zrobić doktorat. Podobno lepiej na prywatnych uczelniach i uczyć w weekendy - ciocia pracuje na WUM i na niestacjonarnych płacą jej lepiej niż na dziennych by płacili... Ja mam teraz 75h łącznie w semestrze letnim, teraz sobie w lutym posiedziałam w domu trochę, bo sesja, a ja nie miałam egzaminów na szczęście przede mną trochę lżejszy czas, ale hajs ciągle ten sam, no i potem trzy miesiące "wakacji" od uczelni, urlopu mam mniej niż te trzy miesiące, bo sobie mogą zażyczyć przyjechania do pracy w każdej chwili w zasadzie, ale nikt nie jest chamem i nikt mnie tym nie straszy. Masz rację, byłoby fajnie - 8h w pracce i nara. Mój partner tak ma, a raczej mieć powinien, bo jest na stanowisku kierowniczym i często przynosi emocje i pracę do domu... w głowie. Wchodzi na maila częściej niż ja na dziennik szkolny
Edit: a co do dokładania... ja kupiłam najtanszy papier, czasem klasówki drukuję w domu i w szkole kseruję więcej sztuk. Bardzo się staramy wszyscy, zeby korzystać tylko z tego, co szkoła nam daje. To oczywiście jest bieda, bo choćby ryza papieru jest 4 razy droższy niz kilka lat temu.
I jeszcze a propos zarobków: mój etat w szkole to 3424 brutto, więc woźna zarabia więcej ode mnie z minimalną krajową. Dalej nie mam wyrównania do minimalnej krajowej i ciągle to przeciągają.