Kulturalne narzekanie na rzeczywistość! Uwaga - zawiera offtopy!
Strona 827 / 2920
Ja mam psa i od ponad roku jeździmy po weterynarzach i nikt nie potrafi poradzić sobie z czymś co wygląda jak alergia... wszyscy leczą objawy i nie są w stanie znaleźć przyczyny. Na leczenie poszło już ponad 5 tys zł i za każdym razem jak skończy antybiotyk lub sterydy to po dwóch tygodniach jest kolejny nawrót choroby
Wczoraj dosłownie na 2 minuty wyszłam na pole bez szalika a dziś już mnie gardło boli i mam katar.
Odechciewa mi się żyć 🙃 nic nie idzie tak jak bym chciała... Wszystko jakoś tak opornie, z problemami i na odwrót.
Współczuję 😢💔
To prawda tych weterynarzy od egzotyków jest okropnie mało - w takim Gdańsku który jest no dużym miastem, szukałam gdzieś w miarę blisko siebie to nic nie było... Wszędzie dookoła tylko dla psów i kotów.
W naszym kraju jest nadal tak mało wetów specjalizujących się w gryzoniach i egzotykach nasz myszoskoczek dostał agonii po godzinie 21, jechaliśmy ponad sto km do jedynego nocnego dyżuru dla takich maleństw. Zdecydowaliśmy się na eutanazje, bo było tylko 5% szans na przeżycie, a zwierzątko cierpiało. Dopiero weszliśmy do domu. W całej mojej okolicy nie ma weterynarza specjalizującego się w czymś innym niż psy i koty, a przecież tak bardzo popularne są teraz w domach świnki morskie, różnego rodzaju myszowate gryzonie, szynszyle czy gekony... I o ile planowane wizyty organizujemy tak, by mieć czas dojechać do Wrocławia do naszego weterynarza o tyle w takich nagłych przypadkach, kiedy czas jest kluczowy jesteśmy bezsilni.
Ogólnie to tak zawsze miałam w szkole. Za każdym razem kiedy było takie coś z pierwszą pomocą moja klasa była omijana i czekaliśmy praktycznie na nic
Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, bo akurat moi teściowie to tacy ludzie, którym nie chce się jeździć tak często i odwiedzać, moi rodzice tak samo. I nie wyobrażam sobie takich sytuacji, że co chwilę mam niezapowiedziane wizyty... Ja bym chyba zwariowała, albo udawała, że nie ma mnie w domu.
Mam dość ludzi... jeszcze jednen debilny wniosek i chyba zadzwonię zapytam o ch*j Ci człowieku chodzi... nasłucha się jeden z drugim jakiś głupot w telewizji i leci piweszy wniosek złożyć.
Do dziś zrobiłam już 22 nadgodziny, ale nie mam już totalnie siły pisać tych odmów.