Kulturalne narzekanie na rzeczywistość! Uwaga - zawiera offtopy!

Strona 657 / 2920

kpoperka
kpoperka
3.96k•3 lata temu

chciałam sobie dziś porobić multum zdjęc do chmurek,ale u nas od wczoraj pada,jak na złośc jak człowiek ma wolne to jest szaro i bez słonńca,a przez kolejne 20 dni robie przez 10 h non stop

sailor
sailor
10.72k•3 lata temu

Wykończy mnie ta pogoda. Wyszłam z domu o 7.15 ubrana na cebulkę, w kurtce. Teraz wyszłam chwilę na pole w samej marynarce a tam już ciepło. Świeci słońce, ale prognozy pokazują że 2 razy w ciągu dnia może padać.

ania173
ania173
7.31k•3 lata temu
ania173 • 3 lata temu
Mam dość mojego kataru, (od niedzieli zużyłam 9 opakowań chusteczek tych po 10 sztuk).. zmęczenia, bólu głowy.. osłabienia, zaczynam się zastanawiać czy znów żelazo mi gwałtownie nie spadło po tym co mi doktorka kazała przed kolonoskopią odstawić, bo co chwile kręci mi się w głowie. 🥵 Poszłam się umyć, ściągnęłam okulary… i wyszłam na paczkomat bez.. niby nie mam wielkiej wady, ale czułam się strasznie dziwnie idąc bez nich, wsadziłam paczkę do paczkomatu na wymianę i miałam odebrać paczuszkę od z konkursu. Wiecie co? Już prawie pod domem zorientowałam się że nie odebrałam paczki. 🙄🙄🙄🫣🫣🤦🏽‍♀️🤦🏽‍♀️🤦🏽‍♀️ Wracałam się i na szczęście odebrałam bo jutro by już wróciła, weszłam jeszcze do sklepu i wzięłam jednego fileta, kilka pieczarek i serek wiejski, nie mam zielonego pojęcia co jutro ugotuje bo dziś na szybko zrobiłam makaron z truskawkami, wczoraj odgrzewane gołąbki z niedzieli bo nawet nie mam siły stać w kuchni, jak odcinałam szypułki to aż musiałam sobie usiąść.. najchętniej to bym przespała najbliższe dni, nawet nie wiem jakie brać leki na to przeziębienie żeby mi nie zaostrzało choroby jelit… 🫣 Niby zwykle przeziębienie i jeszcze rok temu przy takim bym normalnie funkcjonowała, a teraz czuje się strasznie i najmniejsze „przeszkody” powodują że mam ochotę się rozpłakać, ale chyba nawet na to nie mam siły..

NowWhat • 3 lata temu
Masz już coś zdiagnozowane w związku z jelitami, czy wciąż się badasz?

Mam, wycinki histopatologiczne potwierdziły to co już lekarz stwierdził podczas badania, jednak nadal czekam na prywatna wizytę u gastrolog bo na NFZ dowiaduje się tylko tyle co mi pielęgniarka i rejestratorka medyczna powiedzą, a raczej rejestratorka przeczyta to co napisał lekarz, bo nawet z nim nie rozmawiałam.

Ageczii
Nieznany profil
3.21k•3 lata temu
Janettt • 3 lata temu
Strasznie tą pogoda na mnie działa. W nocy nad ranem zasypiałam, nogi i kolana mnie bolały. Już na stojąco drzemałam, na szczęście koleżanka mnie postawiła na nogi. 🙈 Wróciłam rano do domu, nawet nie poszłam na zakupy, bo nie miałam siły, mówię wstanę później to pójdę, ale to też na siłę poszłam i nie miałam kompletnie pomysłu co na kanapki kupić. A. Jest rozbity totalnie, ciągle mi płacze, był dziś na rozmowie o pracę i ciągle marudzi, że źle wypadł i w ogóle- jego pewność siebie spadła tak nisko, gorzej niż moja jak się poznaliśmy. Ciągle mi dziękuje że ja się trzymam, ale już nie daje powoli rady i nie wiem czy lepiej żeby poszedł do pracy, czy zawieźć go na leczenie do szpitala jak polecała psychiatra w październiku jak wtedy przechodził załamanie. On się boi, że jak pójdzie do pracy to znów trafi na gnidy, które będą mu robić pod górę a to może go już całkiem załamać. Nie wiem co będzie lepsze dla niego - szpital, czy praca. Ciągle mi dziękuje i przepraszam, bo w końcu widzi moje starania przez te lata, ale tym przecież nie wyżyjemy. Byliśmy na długi weekend pod namiot, ale on ciągle się martwił o wszystko i czy na pewno cieszę się z tego wyjazdu. Poza tym że kręgosłup mnie bolał niemiłosiernie od spania na twardym to było naprawdę fajnie, no ale on niedowierza. Mimo że mam dość tego związku to naprawdę ciężko mi patrzeć na to w jakim jest stanie i nie potrafię o z tym zostawić samego. On się boi że w szpitalu dadzą mu żółte papiery, a też na siłę nie chce go tam prowadzić, a może powinnam. 😪

maya15 • 3 lata temu
Nie brzmi to wszystko dobrze ☹️ trochę to wyglada jakbyście nawzajem ciągnęli się w dół, czasem tak jest ze ludzie się kochają ale bycie razem im nie służy. Tak trochę ze swoje doświadczenia powiem ze pomagać można do pewnego momentu ale przychodzi moment gdzie trzeba oddać pałeczkę specjaliście, bo się można zamęczyć.

Janettt • 3 lata temu
No właśnie wiem, że razem ciągniemy się w dół. I to jest straszne. Mam nadzieję, że jeśli pójdzie na to leczenie to w końcu zacznie się układać bez względu na to czy razem czy osobno.

maya15 • 3 lata temu
Wiem ze łatwo się doradza jak sytuacja nie dotyczy nas, ale nie czujesz ze marnujesz najlepsze lata na coś na co może nie warto? Ze może takie kurczowe trzymanie się tego sprawi ze przegapisz coś innego, coś co byłoby dla ciebie dobre i odmieniło twoje życie?

Janettt • 3 lata temu
Chwilami mam takie prześwity. No ale tak czy inaczej nawet jeśli definitywnie to skończę to w październiku dopiero będzie mnie stać, żeby stanąć na własne nogi.

Syll • 3 lata temu
Odejdź od niego i to jak najszybciej. Przez dwa lata próbowałam uratować człowieka, który zniszczył mnie fizycznie i psychicznie. Odeszłam, pokochałam siebie i teraz jestem szczęśliwa z mam nadzieję miłością mojego życia :) Na przestrzeni czasu widzę, że to nie był mój problem i szkoda czasu na pomoc tym, którzy jej nie chcą albo nie potrafią również postarać się.

Janettt • 3 lata temu
Chce spróbować mu pomóc. Jak się ogarnie to dobrze i mam nadzieję rozejść się w zgodzie wiedząc, że oboje jakoś ułożymy sobie życie.

Syll • 3 lata temu
To jest ten sam facet o którym od samego początku pisałaś, że mu pomagasz?

Janettt • 3 lata temu
Tak, to już będzie 10 lat. I nie wiem na ile jest szczery, ale widzi swój błąd i znosi to bardzo ciężko. 😕

sailor • 3 lata temu
10 lat? Nie uważasz, że to trochę za długo? Nie wiem czy Cię to interesuje, ale skoro tutaj opisujesz swoją sytuację, ja opiszę jak to z mojej strony wygląda. Nie wiem ile gość ma lat, zakładam że spokojnie jest po 30, ale jest totalnie nieogarnięty życiowo. I nie można tu wszystkiego zwalać na potencjalną chorobę. Bo jeśli się jest chorym to się leczy. Nieważne czy to choroba fizyczna, czy jak piszesz - psychiczna. Jest problem, to się idzie do lekarza po diagnozę i jeśli trzeba to się bierze leki. I nie pisz, że to nie jest proste bo to jest proste. Znam to z własnego doświadczenia, jak i z obserwacji znajomych. Gość, jak by mu zależało na sobie, Tobie, na Was, już dawno by się ogarnął i poszedł się leczyć. A wtedy z pracą byłoby łatwiej, o wiele łatwiej. Nie wiem czy on kiedyś pracował legalnie, o ile dobrze pamiętam to sprzedawał jakieś części od czegoś tam, ale nie pamiętam czy miał swój biznes czy to było na czarno. I teraz piszesz, że płacze bo nie może znaleźć pracy. Wybacz, ale coś mi tu nie gra. Zdrowy (fizycznie), młody chłop nie może znaleźć pracy? Przecież jest mnóstwo ofert, jakby chciał to by poszedł na jakiś magazyn, na kasę, na kierowcę, do maka. Ale jemu jest tak wygodnie. Ty pracujesz, Ty zakupy zrobisz, Ty ugotujesz. No a on Cię za to zabierze na wycieczkę na rower albo pod namiot. Fantastyczny układ, prawda? Co z tego, że boli Cię kręgosłup po spaniu na twardym, przecież partner zabrał Cię na wypad za miasto na weekend. Jemu po prostu to pasuje. Mam wrażenie że zgrywa ofiarę, Ty litujesz się nad nim a on jest totalnym pasożytem. Jesteście ze sobą 10 lat. Nie sądzisz że to wystarczający czas by się jakoś ustatkować, dorobić czegoś? A Wy jesteście w tym samym miejscu, w którym byliście 10 lat temu. Już chyba kilka razy pisałaś że zastanawiasz się nad rozstaniem. Jeśli ma się tyle razy wątpliwości to znaczy że jednak coś jest nie tak. Żaneta Ty się zastanów lepiej czy chcesz takiego życia. Na wynajmowanym mieszkaniu, z ciągłymi huśtawkami nastrojów i brakiem stabilizacji. Zastanów się czy chcesz zacząć nowy rozdział w życiu, ale nie w październiku bo coś tam, tylko teraz czy może dalej wolisz tkwić w tym bajzlu i narzekać. Bo z tego co czytam w Twoich wypowiedziach, to nie jest relacja partnerka+partner tylko matka+rozpieszczony syn. Bardzo Cię przepraszam, że tak ostro, ale jakoś nie potrafiłam łagodniej. W żadnym wypadku nie chciałam Cię urazić, bo jesteś naprawdę super dziewczyną, tylko dużo problemów Ci się nawarstwiło. Życzę powodzenia i rozwiązania tej sytuacji.

Janettt • 3 lata temu
Na pewno Ty i dziewczyny macie trochę racji w tym co piszecie. Tak, pracował, wiele lat po wyjściu z bidula, aż w końcu musiał się zwolnić i od tamtej pory raz poszedł do pracy na miesiąc, ale tak go na targach przeorali gdy targali kilkutonowe maszyny. Ja w tamtym momencie byłam na podobnym etapie co on. Czułam się jak g0wno, nie nadającą się do niczego, nie umiejąca znaleźć pracy i w niczym nie czującą się dobrze (i nie to że to jego wina, ja tak miałam zawsze). On teraz widzę czuje się podobnie jak nie gorzej. Mi wyjście z tego stanu zajęło lata, choć teraz wiedząc, że zakład w którym pracuje i się odnalazłam, zamykają, zaczynam znów się bać, że nigdzie się nie nadam i nie będą mnie nigdzie chcieli - tam wkręciła mnie matka. Teraz będę musiała sobie radzić sama, a w zeszłym roku już miałam jedną rozmowę do innej firmy i poszło mi tragicznie. 😔

Szeptucha • 3 lata temu
Według mnie jesteś silna psychicznie i sobie dasz radę 🤪 10 lat wytrzymać to trzeba na prawdę mieć anielską cierpliwość Tylko, żeby później nie było jak w tym kawale 🤷🏻‍♀️ "Gdybym zabiła go 25 lat temu, to dziś bym wychodziła".

Janettt • 3 lata temu
Może tak źle nie będzie. 😅

wenkka • 3 lata temu
On Cię ciągnie cały czas w dół niestety. A przecież możesz latać, każda z nas może. Pewnie łatwo się mówi, ale zastanów się, czy chcesz być w tym miejscu za 10, 15 lat. Czy chcesz mieć koło siebie kogoś, na kogo nie możesz liczyć, kto Cię ogranicza, kto nie potrafi zadbać o siebie, a co dopiero o kogoś innego? On ma ciągle wymówki. Nie podejmie leczenia, bo się boi wymyślonych rzeczy - żółtych papierów, że go nie przyjmą do pracy (której i tak nie ma), bo nie. A Ty się czujesz winna i zamiast się rozwijać to tkwisz w tym bagnie i zlepiają Ci się skrzydełka. Pamiętaj, najpierw ratuje się siebie, potem innych.

W punkt 👌 podpisuje się pod tym jako psycholog ale też przede wszystkim jako kobieta.

wenkka
wenkka
8.73k•3 lata temu
Janettt • 3 lata temu
Strasznie tą pogoda na mnie działa. W nocy nad ranem zasypiałam, nogi i kolana mnie bolały. Już na stojąco drzemałam, na szczęście koleżanka mnie postawiła na nogi. 🙈 Wróciłam rano do domu, nawet nie poszłam na zakupy, bo nie miałam siły, mówię wstanę później to pójdę, ale to też na siłę poszłam i nie miałam kompletnie pomysłu co na kanapki kupić. A. Jest rozbity totalnie, ciągle mi płacze, był dziś na rozmowie o pracę i ciągle marudzi, że źle wypadł i w ogóle- jego pewność siebie spadła tak nisko, gorzej niż moja jak się poznaliśmy. Ciągle mi dziękuje że ja się trzymam, ale już nie daje powoli rady i nie wiem czy lepiej żeby poszedł do pracy, czy zawieźć go na leczenie do szpitala jak polecała psychiatra w październiku jak wtedy przechodził załamanie. On się boi, że jak pójdzie do pracy to znów trafi na gnidy, które będą mu robić pod górę a to może go już całkiem załamać. Nie wiem co będzie lepsze dla niego - szpital, czy praca. Ciągle mi dziękuje i przepraszam, bo w końcu widzi moje starania przez te lata, ale tym przecież nie wyżyjemy. Byliśmy na długi weekend pod namiot, ale on ciągle się martwił o wszystko i czy na pewno cieszę się z tego wyjazdu. Poza tym że kręgosłup mnie bolał niemiłosiernie od spania na twardym to było naprawdę fajnie, no ale on niedowierza. Mimo że mam dość tego związku to naprawdę ciężko mi patrzeć na to w jakim jest stanie i nie potrafię o z tym zostawić samego. On się boi że w szpitalu dadzą mu żółte papiery, a też na siłę nie chce go tam prowadzić, a może powinnam. 😪

maya15 • 3 lata temu
Nie brzmi to wszystko dobrze ☹️ trochę to wyglada jakbyście nawzajem ciągnęli się w dół, czasem tak jest ze ludzie się kochają ale bycie razem im nie służy. Tak trochę ze swoje doświadczenia powiem ze pomagać można do pewnego momentu ale przychodzi moment gdzie trzeba oddać pałeczkę specjaliście, bo się można zamęczyć.

Janettt • 3 lata temu
No właśnie wiem, że razem ciągniemy się w dół. I to jest straszne. Mam nadzieję, że jeśli pójdzie na to leczenie to w końcu zacznie się układać bez względu na to czy razem czy osobno.

maya15 • 3 lata temu
Wiem ze łatwo się doradza jak sytuacja nie dotyczy nas, ale nie czujesz ze marnujesz najlepsze lata na coś na co może nie warto? Ze może takie kurczowe trzymanie się tego sprawi ze przegapisz coś innego, coś co byłoby dla ciebie dobre i odmieniło twoje życie?

Janettt • 3 lata temu
Chwilami mam takie prześwity. No ale tak czy inaczej nawet jeśli definitywnie to skończę to w październiku dopiero będzie mnie stać, żeby stanąć na własne nogi.

Syll • 3 lata temu
Odejdź od niego i to jak najszybciej. Przez dwa lata próbowałam uratować człowieka, który zniszczył mnie fizycznie i psychicznie. Odeszłam, pokochałam siebie i teraz jestem szczęśliwa z mam nadzieję miłością mojego życia :) Na przestrzeni czasu widzę, że to nie był mój problem i szkoda czasu na pomoc tym, którzy jej nie chcą albo nie potrafią również postarać się.

Janettt • 3 lata temu
Chce spróbować mu pomóc. Jak się ogarnie to dobrze i mam nadzieję rozejść się w zgodzie wiedząc, że oboje jakoś ułożymy sobie życie.

Syll • 3 lata temu
To jest ten sam facet o którym od samego początku pisałaś, że mu pomagasz?

Janettt • 3 lata temu
Tak, to już będzie 10 lat. I nie wiem na ile jest szczery, ale widzi swój błąd i znosi to bardzo ciężko. 😕

sailor • 3 lata temu
10 lat? Nie uważasz, że to trochę za długo? Nie wiem czy Cię to interesuje, ale skoro tutaj opisujesz swoją sytuację, ja opiszę jak to z mojej strony wygląda. Nie wiem ile gość ma lat, zakładam że spokojnie jest po 30, ale jest totalnie nieogarnięty życiowo. I nie można tu wszystkiego zwalać na potencjalną chorobę. Bo jeśli się jest chorym to się leczy. Nieważne czy to choroba fizyczna, czy jak piszesz - psychiczna. Jest problem, to się idzie do lekarza po diagnozę i jeśli trzeba to się bierze leki. I nie pisz, że to nie jest proste bo to jest proste. Znam to z własnego doświadczenia, jak i z obserwacji znajomych. Gość, jak by mu zależało na sobie, Tobie, na Was, już dawno by się ogarnął i poszedł się leczyć. A wtedy z pracą byłoby łatwiej, o wiele łatwiej. Nie wiem czy on kiedyś pracował legalnie, o ile dobrze pamiętam to sprzedawał jakieś części od czegoś tam, ale nie pamiętam czy miał swój biznes czy to było na czarno. I teraz piszesz, że płacze bo nie może znaleźć pracy. Wybacz, ale coś mi tu nie gra. Zdrowy (fizycznie), młody chłop nie może znaleźć pracy? Przecież jest mnóstwo ofert, jakby chciał to by poszedł na jakiś magazyn, na kasę, na kierowcę, do maka. Ale jemu jest tak wygodnie. Ty pracujesz, Ty zakupy zrobisz, Ty ugotujesz. No a on Cię za to zabierze na wycieczkę na rower albo pod namiot. Fantastyczny układ, prawda? Co z tego, że boli Cię kręgosłup po spaniu na twardym, przecież partner zabrał Cię na wypad za miasto na weekend. Jemu po prostu to pasuje. Mam wrażenie że zgrywa ofiarę, Ty litujesz się nad nim a on jest totalnym pasożytem. Jesteście ze sobą 10 lat. Nie sądzisz że to wystarczający czas by się jakoś ustatkować, dorobić czegoś? A Wy jesteście w tym samym miejscu, w którym byliście 10 lat temu. Już chyba kilka razy pisałaś że zastanawiasz się nad rozstaniem. Jeśli ma się tyle razy wątpliwości to znaczy że jednak coś jest nie tak. Żaneta Ty się zastanów lepiej czy chcesz takiego życia. Na wynajmowanym mieszkaniu, z ciągłymi huśtawkami nastrojów i brakiem stabilizacji. Zastanów się czy chcesz zacząć nowy rozdział w życiu, ale nie w październiku bo coś tam, tylko teraz czy może dalej wolisz tkwić w tym bajzlu i narzekać. Bo z tego co czytam w Twoich wypowiedziach, to nie jest relacja partnerka+partner tylko matka+rozpieszczony syn. Bardzo Cię przepraszam, że tak ostro, ale jakoś nie potrafiłam łagodniej. W żadnym wypadku nie chciałam Cię urazić, bo jesteś naprawdę super dziewczyną, tylko dużo problemów Ci się nawarstwiło. Życzę powodzenia i rozwiązania tej sytuacji.

Janettt • 3 lata temu
Na pewno Ty i dziewczyny macie trochę racji w tym co piszecie. Tak, pracował, wiele lat po wyjściu z bidula, aż w końcu musiał się zwolnić i od tamtej pory raz poszedł do pracy na miesiąc, ale tak go na targach przeorali gdy targali kilkutonowe maszyny. Ja w tamtym momencie byłam na podobnym etapie co on. Czułam się jak g0wno, nie nadającą się do niczego, nie umiejąca znaleźć pracy i w niczym nie czującą się dobrze (i nie to że to jego wina, ja tak miałam zawsze). On teraz widzę czuje się podobnie jak nie gorzej. Mi wyjście z tego stanu zajęło lata, choć teraz wiedząc, że zakład w którym pracuje i się odnalazłam, zamykają, zaczynam znów się bać, że nigdzie się nie nadam i nie będą mnie nigdzie chcieli - tam wkręciła mnie matka. Teraz będę musiała sobie radzić sama, a w zeszłym roku już miałam jedną rozmowę do innej firmy i poszło mi tragicznie. 😔

Szeptucha • 3 lata temu
Według mnie jesteś silna psychicznie i sobie dasz radę 🤪 10 lat wytrzymać to trzeba na prawdę mieć anielską cierpliwość Tylko, żeby później nie było jak w tym kawale 🤷🏻‍♀️ "Gdybym zabiła go 25 lat temu, to dziś bym wychodziła".

Janettt • 3 lata temu
Może tak źle nie będzie. 😅

On Cię ciągnie cały czas w dół niestety. A przecież możesz latać, każda z nas może. Pewnie łatwo się mówi, ale zastanów się, czy chcesz być w tym miejscu za 10, 15 lat. Czy chcesz mieć koło siebie kogoś, na kogo nie możesz liczyć, kto Cię ogranicza, kto nie potrafi zadbać o siebie, a co dopiero o kogoś innego? On ma ciągle wymówki. Nie podejmie leczenia, bo się boi wymyślonych rzeczy - żółtych papierów, że go nie przyjmą do pracy (której i tak nie ma), bo nie. A Ty się czujesz winna i zamiast się rozwijać to tkwisz w tym bagnie i zlepiają Ci się skrzydełka. Pamiętaj, najpierw ratuje się siebie, potem innych.

kkosarska
kkosarska
11.09k•3 lata temu
Janettt • 3 lata temu
Strasznie tą pogoda na mnie działa. W nocy nad ranem zasypiałam, nogi i kolana mnie bolały. Już na stojąco drzemałam, na szczęście koleżanka mnie postawiła na nogi. 🙈 Wróciłam rano do domu, nawet nie poszłam na zakupy, bo nie miałam siły, mówię wstanę później to pójdę, ale to też na siłę poszłam i nie miałam kompletnie pomysłu co na kanapki kupić. A. Jest rozbity totalnie, ciągle mi płacze, był dziś na rozmowie o pracę i ciągle marudzi, że źle wypadł i w ogóle- jego pewność siebie spadła tak nisko, gorzej niż moja jak się poznaliśmy. Ciągle mi dziękuje że ja się trzymam, ale już nie daje powoli rady i nie wiem czy lepiej żeby poszedł do pracy, czy zawieźć go na leczenie do szpitala jak polecała psychiatra w październiku jak wtedy przechodził załamanie. On się boi, że jak pójdzie do pracy to znów trafi na gnidy, które będą mu robić pod górę a to może go już całkiem załamać. Nie wiem co będzie lepsze dla niego - szpital, czy praca. Ciągle mi dziękuje i przepraszam, bo w końcu widzi moje starania przez te lata, ale tym przecież nie wyżyjemy. Byliśmy na długi weekend pod namiot, ale on ciągle się martwił o wszystko i czy na pewno cieszę się z tego wyjazdu. Poza tym że kręgosłup mnie bolał niemiłosiernie od spania na twardym to było naprawdę fajnie, no ale on niedowierza. Mimo że mam dość tego związku to naprawdę ciężko mi patrzeć na to w jakim jest stanie i nie potrafię o z tym zostawić samego. On się boi że w szpitalu dadzą mu żółte papiery, a też na siłę nie chce go tam prowadzić, a może powinnam. 😪

maya15 • 3 lata temu
Nie brzmi to wszystko dobrze ☹️ trochę to wyglada jakbyście nawzajem ciągnęli się w dół, czasem tak jest ze ludzie się kochają ale bycie razem im nie służy. Tak trochę ze swoje doświadczenia powiem ze pomagać można do pewnego momentu ale przychodzi moment gdzie trzeba oddać pałeczkę specjaliście, bo się można zamęczyć.

Janettt • 3 lata temu
No właśnie wiem, że razem ciągniemy się w dół. I to jest straszne. Mam nadzieję, że jeśli pójdzie na to leczenie to w końcu zacznie się układać bez względu na to czy razem czy osobno.

maya15 • 3 lata temu
Wiem ze łatwo się doradza jak sytuacja nie dotyczy nas, ale nie czujesz ze marnujesz najlepsze lata na coś na co może nie warto? Ze może takie kurczowe trzymanie się tego sprawi ze przegapisz coś innego, coś co byłoby dla ciebie dobre i odmieniło twoje życie?

Janettt • 3 lata temu
Chwilami mam takie prześwity. No ale tak czy inaczej nawet jeśli definitywnie to skończę to w październiku dopiero będzie mnie stać, żeby stanąć na własne nogi.

Syll • 3 lata temu
Odejdź od niego i to jak najszybciej. Przez dwa lata próbowałam uratować człowieka, który zniszczył mnie fizycznie i psychicznie. Odeszłam, pokochałam siebie i teraz jestem szczęśliwa z mam nadzieję miłością mojego życia :) Na przestrzeni czasu widzę, że to nie był mój problem i szkoda czasu na pomoc tym, którzy jej nie chcą albo nie potrafią również postarać się.

Janettt • 3 lata temu
Chce spróbować mu pomóc. Jak się ogarnie to dobrze i mam nadzieję rozejść się w zgodzie wiedząc, że oboje jakoś ułożymy sobie życie.

Syll • 3 lata temu
To jest ten sam facet o którym od samego początku pisałaś, że mu pomagasz?

Janettt • 3 lata temu
Tak, to już będzie 10 lat. I nie wiem na ile jest szczery, ale widzi swój błąd i znosi to bardzo ciężko. 😕

sailor • 3 lata temu
10 lat? Nie uważasz, że to trochę za długo? Nie wiem czy Cię to interesuje, ale skoro tutaj opisujesz swoją sytuację, ja opiszę jak to z mojej strony wygląda. Nie wiem ile gość ma lat, zakładam że spokojnie jest po 30, ale jest totalnie nieogarnięty życiowo. I nie można tu wszystkiego zwalać na potencjalną chorobę. Bo jeśli się jest chorym to się leczy. Nieważne czy to choroba fizyczna, czy jak piszesz - psychiczna. Jest problem, to się idzie do lekarza po diagnozę i jeśli trzeba to się bierze leki. I nie pisz, że to nie jest proste bo to jest proste. Znam to z własnego doświadczenia, jak i z obserwacji znajomych. Gość, jak by mu zależało na sobie, Tobie, na Was, już dawno by się ogarnął i poszedł się leczyć. A wtedy z pracą byłoby łatwiej, o wiele łatwiej. Nie wiem czy on kiedyś pracował legalnie, o ile dobrze pamiętam to sprzedawał jakieś części od czegoś tam, ale nie pamiętam czy miał swój biznes czy to było na czarno. I teraz piszesz, że płacze bo nie może znaleźć pracy. Wybacz, ale coś mi tu nie gra. Zdrowy (fizycznie), młody chłop nie może znaleźć pracy? Przecież jest mnóstwo ofert, jakby chciał to by poszedł na jakiś magazyn, na kasę, na kierowcę, do maka. Ale jemu jest tak wygodnie. Ty pracujesz, Ty zakupy zrobisz, Ty ugotujesz. No a on Cię za to zabierze na wycieczkę na rower albo pod namiot. Fantastyczny układ, prawda? Co z tego, że boli Cię kręgosłup po spaniu na twardym, przecież partner zabrał Cię na wypad za miasto na weekend. Jemu po prostu to pasuje. Mam wrażenie że zgrywa ofiarę, Ty litujesz się nad nim a on jest totalnym pasożytem. Jesteście ze sobą 10 lat. Nie sądzisz że to wystarczający czas by się jakoś ustatkować, dorobić czegoś? A Wy jesteście w tym samym miejscu, w którym byliście 10 lat temu. Już chyba kilka razy pisałaś że zastanawiasz się nad rozstaniem. Jeśli ma się tyle razy wątpliwości to znaczy że jednak coś jest nie tak. Żaneta Ty się zastanów lepiej czy chcesz takiego życia. Na wynajmowanym mieszkaniu, z ciągłymi huśtawkami nastrojów i brakiem stabilizacji. Zastanów się czy chcesz zacząć nowy rozdział w życiu, ale nie w październiku bo coś tam, tylko teraz czy może dalej wolisz tkwić w tym bajzlu i narzekać. Bo z tego co czytam w Twoich wypowiedziach, to nie jest relacja partnerka+partner tylko matka+rozpieszczony syn. Bardzo Cię przepraszam, że tak ostro, ale jakoś nie potrafiłam łagodniej. W żadnym wypadku nie chciałam Cię urazić, bo jesteś naprawdę super dziewczyną, tylko dużo problemów Ci się nawarstwiło. Życzę powodzenia i rozwiązania tej sytuacji.

Idealnie napisane… ale od tylu lat już dziewczyny piszą i niestety, ale nasza @Janettt dalej w tym tkwi . Żaneta Jesteś warta więcej niż Ci się wydaje.. Trzymam za Ciebie kciuki!

NowWhat
NowWhat
8.04k•3 lata temu

Miałam dziś iść na salsę, ale nie zdążyłam przez opóźnienie u lekarza.
Dodatkowo coś mnie podkusiło żeby pójść do maczka, a miałam ograniczać fast foody

NowWhat
NowWhat
8.04k•3 lata temu
ania173 • 3 lata temu
Mam dość mojego kataru, (od niedzieli zużyłam 9 opakowań chusteczek tych po 10 sztuk).. zmęczenia, bólu głowy.. osłabienia, zaczynam się zastanawiać czy znów żelazo mi gwałtownie nie spadło po tym co mi doktorka kazała przed kolonoskopią odstawić, bo co chwile kręci mi się w głowie. 🥵 Poszłam się umyć, ściągnęłam okulary… i wyszłam na paczkomat bez.. niby nie mam wielkiej wady, ale czułam się strasznie dziwnie idąc bez nich, wsadziłam paczkę do paczkomatu na wymianę i miałam odebrać paczuszkę od z konkursu. Wiecie co? Już prawie pod domem zorientowałam się że nie odebrałam paczki. 🙄🙄🙄🫣🫣🤦🏽‍♀️🤦🏽‍♀️🤦🏽‍♀️ Wracałam się i na szczęście odebrałam bo jutro by już wróciła, weszłam jeszcze do sklepu i wzięłam jednego fileta, kilka pieczarek i serek wiejski, nie mam zielonego pojęcia co jutro ugotuje bo dziś na szybko zrobiłam makaron z truskawkami, wczoraj odgrzewane gołąbki z niedzieli bo nawet nie mam siły stać w kuchni, jak odcinałam szypułki to aż musiałam sobie usiąść.. najchętniej to bym przespała najbliższe dni, nawet nie wiem jakie brać leki na to przeziębienie żeby mi nie zaostrzało choroby jelit… 🫣 Niby zwykle przeziębienie i jeszcze rok temu przy takim bym normalnie funkcjonowała, a teraz czuje się strasznie i najmniejsze „przeszkody” powodują że mam ochotę się rozpłakać, ale chyba nawet na to nie mam siły..

Masz już coś zdiagnozowane w związku z jelitami, czy wciąż się badasz?

Janettt
Janettt
12.04k•3 lata temu
Janettt • 3 lata temu
Strasznie tą pogoda na mnie działa. W nocy nad ranem zasypiałam, nogi i kolana mnie bolały. Już na stojąco drzemałam, na szczęście koleżanka mnie postawiła na nogi. 🙈 Wróciłam rano do domu, nawet nie poszłam na zakupy, bo nie miałam siły, mówię wstanę później to pójdę, ale to też na siłę poszłam i nie miałam kompletnie pomysłu co na kanapki kupić. A. Jest rozbity totalnie, ciągle mi płacze, był dziś na rozmowie o pracę i ciągle marudzi, że źle wypadł i w ogóle- jego pewność siebie spadła tak nisko, gorzej niż moja jak się poznaliśmy. Ciągle mi dziękuje że ja się trzymam, ale już nie daje powoli rady i nie wiem czy lepiej żeby poszedł do pracy, czy zawieźć go na leczenie do szpitala jak polecała psychiatra w październiku jak wtedy przechodził załamanie. On się boi, że jak pójdzie do pracy to znów trafi na gnidy, które będą mu robić pod górę a to może go już całkiem załamać. Nie wiem co będzie lepsze dla niego - szpital, czy praca. Ciągle mi dziękuje i przepraszam, bo w końcu widzi moje starania przez te lata, ale tym przecież nie wyżyjemy. Byliśmy na długi weekend pod namiot, ale on ciągle się martwił o wszystko i czy na pewno cieszę się z tego wyjazdu. Poza tym że kręgosłup mnie bolał niemiłosiernie od spania na twardym to było naprawdę fajnie, no ale on niedowierza. Mimo że mam dość tego związku to naprawdę ciężko mi patrzeć na to w jakim jest stanie i nie potrafię o z tym zostawić samego. On się boi że w szpitalu dadzą mu żółte papiery, a też na siłę nie chce go tam prowadzić, a może powinnam. 😪

maya15 • 3 lata temu
Nie brzmi to wszystko dobrze ☹️ trochę to wyglada jakbyście nawzajem ciągnęli się w dół, czasem tak jest ze ludzie się kochają ale bycie razem im nie służy. Tak trochę ze swoje doświadczenia powiem ze pomagać można do pewnego momentu ale przychodzi moment gdzie trzeba oddać pałeczkę specjaliście, bo się można zamęczyć.

Janettt • 3 lata temu
No właśnie wiem, że razem ciągniemy się w dół. I to jest straszne. Mam nadzieję, że jeśli pójdzie na to leczenie to w końcu zacznie się układać bez względu na to czy razem czy osobno.

maya15 • 3 lata temu
Wiem ze łatwo się doradza jak sytuacja nie dotyczy nas, ale nie czujesz ze marnujesz najlepsze lata na coś na co może nie warto? Ze może takie kurczowe trzymanie się tego sprawi ze przegapisz coś innego, coś co byłoby dla ciebie dobre i odmieniło twoje życie?

Janettt • 3 lata temu
Chwilami mam takie prześwity. No ale tak czy inaczej nawet jeśli definitywnie to skończę to w październiku dopiero będzie mnie stać, żeby stanąć na własne nogi.

Syll • 3 lata temu
Odejdź od niego i to jak najszybciej. Przez dwa lata próbowałam uratować człowieka, który zniszczył mnie fizycznie i psychicznie. Odeszłam, pokochałam siebie i teraz jestem szczęśliwa z mam nadzieję miłością mojego życia :) Na przestrzeni czasu widzę, że to nie był mój problem i szkoda czasu na pomoc tym, którzy jej nie chcą albo nie potrafią również postarać się.

Janettt • 3 lata temu
Chce spróbować mu pomóc. Jak się ogarnie to dobrze i mam nadzieję rozejść się w zgodzie wiedząc, że oboje jakoś ułożymy sobie życie.

Syll • 3 lata temu
To jest ten sam facet o którym od samego początku pisałaś, że mu pomagasz?

Janettt • 3 lata temu
Tak, to już będzie 10 lat. I nie wiem na ile jest szczery, ale widzi swój błąd i znosi to bardzo ciężko. 😕

sailor • 3 lata temu
10 lat? Nie uważasz, że to trochę za długo? Nie wiem czy Cię to interesuje, ale skoro tutaj opisujesz swoją sytuację, ja opiszę jak to z mojej strony wygląda. Nie wiem ile gość ma lat, zakładam że spokojnie jest po 30, ale jest totalnie nieogarnięty życiowo. I nie można tu wszystkiego zwalać na potencjalną chorobę. Bo jeśli się jest chorym to się leczy. Nieważne czy to choroba fizyczna, czy jak piszesz - psychiczna. Jest problem, to się idzie do lekarza po diagnozę i jeśli trzeba to się bierze leki. I nie pisz, że to nie jest proste bo to jest proste. Znam to z własnego doświadczenia, jak i z obserwacji znajomych. Gość, jak by mu zależało na sobie, Tobie, na Was, już dawno by się ogarnął i poszedł się leczyć. A wtedy z pracą byłoby łatwiej, o wiele łatwiej. Nie wiem czy on kiedyś pracował legalnie, o ile dobrze pamiętam to sprzedawał jakieś części od czegoś tam, ale nie pamiętam czy miał swój biznes czy to było na czarno. I teraz piszesz, że płacze bo nie może znaleźć pracy. Wybacz, ale coś mi tu nie gra. Zdrowy (fizycznie), młody chłop nie może znaleźć pracy? Przecież jest mnóstwo ofert, jakby chciał to by poszedł na jakiś magazyn, na kasę, na kierowcę, do maka. Ale jemu jest tak wygodnie. Ty pracujesz, Ty zakupy zrobisz, Ty ugotujesz. No a on Cię za to zabierze na wycieczkę na rower albo pod namiot. Fantastyczny układ, prawda? Co z tego, że boli Cię kręgosłup po spaniu na twardym, przecież partner zabrał Cię na wypad za miasto na weekend. Jemu po prostu to pasuje. Mam wrażenie że zgrywa ofiarę, Ty litujesz się nad nim a on jest totalnym pasożytem. Jesteście ze sobą 10 lat. Nie sądzisz że to wystarczający czas by się jakoś ustatkować, dorobić czegoś? A Wy jesteście w tym samym miejscu, w którym byliście 10 lat temu. Już chyba kilka razy pisałaś że zastanawiasz się nad rozstaniem. Jeśli ma się tyle razy wątpliwości to znaczy że jednak coś jest nie tak. Żaneta Ty się zastanów lepiej czy chcesz takiego życia. Na wynajmowanym mieszkaniu, z ciągłymi huśtawkami nastrojów i brakiem stabilizacji. Zastanów się czy chcesz zacząć nowy rozdział w życiu, ale nie w październiku bo coś tam, tylko teraz czy może dalej wolisz tkwić w tym bajzlu i narzekać. Bo z tego co czytam w Twoich wypowiedziach, to nie jest relacja partnerka+partner tylko matka+rozpieszczony syn. Bardzo Cię przepraszam, że tak ostro, ale jakoś nie potrafiłam łagodniej. W żadnym wypadku nie chciałam Cię urazić, bo jesteś naprawdę super dziewczyną, tylko dużo problemów Ci się nawarstwiło. Życzę powodzenia i rozwiązania tej sytuacji.

Janettt • 3 lata temu
Na pewno Ty i dziewczyny macie trochę racji w tym co piszecie. Tak, pracował, wiele lat po wyjściu z bidula, aż w końcu musiał się zwolnić i od tamtej pory raz poszedł do pracy na miesiąc, ale tak go na targach przeorali gdy targali kilkutonowe maszyny. Ja w tamtym momencie byłam na podobnym etapie co on. Czułam się jak g0wno, nie nadającą się do niczego, nie umiejąca znaleźć pracy i w niczym nie czującą się dobrze (i nie to że to jego wina, ja tak miałam zawsze). On teraz widzę czuje się podobnie jak nie gorzej. Mi wyjście z tego stanu zajęło lata, choć teraz wiedząc, że zakład w którym pracuje i się odnalazłam, zamykają, zaczynam znów się bać, że nigdzie się nie nadam i nie będą mnie nigdzie chcieli - tam wkręciła mnie matka. Teraz będę musiała sobie radzić sama, a w zeszłym roku już miałam jedną rozmowę do innej firmy i poszło mi tragicznie. 😔

Szeptucha • 3 lata temu
Według mnie jesteś silna psychicznie i sobie dasz radę 🤪 10 lat wytrzymać to trzeba na prawdę mieć anielską cierpliwość Tylko, żeby później nie było jak w tym kawale 🤷🏻‍♀️ "Gdybym zabiła go 25 lat temu, to dziś bym wychodziła".

Może tak źle nie będzie. 😅

ania173
ania173
7.31k•3 lata temu

Mam dość mojego kataru, (od niedzieli zużyłam 9 opakowań chusteczek tych po 10 sztuk).. zmęczenia, bólu głowy.. osłabienia, zaczynam się zastanawiać czy znów żelazo mi gwałtownie nie spadło po tym co mi doktorka kazała przed kolonoskopią odstawić, bo co chwile kręci mi się w głowie. 🥵
Poszłam się umyć, ściągnęłam okulary… i wyszłam na paczkomat bez.. niby nie mam wielkiej wady, ale czułam się strasznie dziwnie idąc bez nich, wsadziłam paczkę do paczkomatu na wymianę i miałam odebrać paczuszkę od z konkursu. Wiecie co? Już prawie pod domem zorientowałam się że nie odebrałam paczki. 🙄🙄🙄🫣🫣🤦🏽‍♀️🤦🏽‍♀️🤦🏽‍♀️ Wracałam się i na szczęście odebrałam bo jutro by już wróciła, weszłam jeszcze do sklepu i wzięłam jednego fileta, kilka pieczarek i serek wiejski, nie mam zielonego pojęcia co jutro ugotuje bo dziś na szybko zrobiłam makaron z truskawkami, wczoraj odgrzewane gołąbki z niedzieli bo nawet nie mam siły stać w kuchni, jak odcinałam szypułki to aż musiałam sobie usiąść.. najchętniej to bym przespała najbliższe dni, nawet nie wiem jakie brać leki na to przeziębienie żeby mi nie zaostrzało choroby jelit… 🫣
Niby zwykle przeziębienie i jeszcze rok temu przy takim bym normalnie funkcjonowała, a teraz czuje się strasznie i najmniejsze „przeszkody” powodują że mam ochotę się rozpłakać, ale chyba nawet na to nie mam siły..

Kamilabea
Kamilabea
8.57k•3 lata temu

Miałam oszczędzać i nie wytrzymałam. Właśnie zamówiłam plecak i pasek🙄Gdybym to ja jeszcze plecaków używała 🤣🤣

Szeptucha
Szeptucha
8.82k•3 lata temu
Janettt • 3 lata temu
Strasznie tą pogoda na mnie działa. W nocy nad ranem zasypiałam, nogi i kolana mnie bolały. Już na stojąco drzemałam, na szczęście koleżanka mnie postawiła na nogi. 🙈 Wróciłam rano do domu, nawet nie poszłam na zakupy, bo nie miałam siły, mówię wstanę później to pójdę, ale to też na siłę poszłam i nie miałam kompletnie pomysłu co na kanapki kupić. A. Jest rozbity totalnie, ciągle mi płacze, był dziś na rozmowie o pracę i ciągle marudzi, że źle wypadł i w ogóle- jego pewność siebie spadła tak nisko, gorzej niż moja jak się poznaliśmy. Ciągle mi dziękuje że ja się trzymam, ale już nie daje powoli rady i nie wiem czy lepiej żeby poszedł do pracy, czy zawieźć go na leczenie do szpitala jak polecała psychiatra w październiku jak wtedy przechodził załamanie. On się boi, że jak pójdzie do pracy to znów trafi na gnidy, które będą mu robić pod górę a to może go już całkiem załamać. Nie wiem co będzie lepsze dla niego - szpital, czy praca. Ciągle mi dziękuje i przepraszam, bo w końcu widzi moje starania przez te lata, ale tym przecież nie wyżyjemy. Byliśmy na długi weekend pod namiot, ale on ciągle się martwił o wszystko i czy na pewno cieszę się z tego wyjazdu. Poza tym że kręgosłup mnie bolał niemiłosiernie od spania na twardym to było naprawdę fajnie, no ale on niedowierza. Mimo że mam dość tego związku to naprawdę ciężko mi patrzeć na to w jakim jest stanie i nie potrafię o z tym zostawić samego. On się boi że w szpitalu dadzą mu żółte papiery, a też na siłę nie chce go tam prowadzić, a może powinnam. 😪

maya15 • 3 lata temu
Nie brzmi to wszystko dobrze ☹️ trochę to wyglada jakbyście nawzajem ciągnęli się w dół, czasem tak jest ze ludzie się kochają ale bycie razem im nie służy. Tak trochę ze swoje doświadczenia powiem ze pomagać można do pewnego momentu ale przychodzi moment gdzie trzeba oddać pałeczkę specjaliście, bo się można zamęczyć.

Janettt • 3 lata temu
No właśnie wiem, że razem ciągniemy się w dół. I to jest straszne. Mam nadzieję, że jeśli pójdzie na to leczenie to w końcu zacznie się układać bez względu na to czy razem czy osobno.

maya15 • 3 lata temu
Wiem ze łatwo się doradza jak sytuacja nie dotyczy nas, ale nie czujesz ze marnujesz najlepsze lata na coś na co może nie warto? Ze może takie kurczowe trzymanie się tego sprawi ze przegapisz coś innego, coś co byłoby dla ciebie dobre i odmieniło twoje życie?

Janettt • 3 lata temu
Chwilami mam takie prześwity. No ale tak czy inaczej nawet jeśli definitywnie to skończę to w październiku dopiero będzie mnie stać, żeby stanąć na własne nogi.

Syll • 3 lata temu
Odejdź od niego i to jak najszybciej. Przez dwa lata próbowałam uratować człowieka, który zniszczył mnie fizycznie i psychicznie. Odeszłam, pokochałam siebie i teraz jestem szczęśliwa z mam nadzieję miłością mojego życia :) Na przestrzeni czasu widzę, że to nie był mój problem i szkoda czasu na pomoc tym, którzy jej nie chcą albo nie potrafią również postarać się.

Janettt • 3 lata temu
Chce spróbować mu pomóc. Jak się ogarnie to dobrze i mam nadzieję rozejść się w zgodzie wiedząc, że oboje jakoś ułożymy sobie życie.

Syll • 3 lata temu
To jest ten sam facet o którym od samego początku pisałaś, że mu pomagasz?

Janettt • 3 lata temu
Tak, to już będzie 10 lat. I nie wiem na ile jest szczery, ale widzi swój błąd i znosi to bardzo ciężko. 😕

sailor • 3 lata temu
10 lat? Nie uważasz, że to trochę za długo? Nie wiem czy Cię to interesuje, ale skoro tutaj opisujesz swoją sytuację, ja opiszę jak to z mojej strony wygląda. Nie wiem ile gość ma lat, zakładam że spokojnie jest po 30, ale jest totalnie nieogarnięty życiowo. I nie można tu wszystkiego zwalać na potencjalną chorobę. Bo jeśli się jest chorym to się leczy. Nieważne czy to choroba fizyczna, czy jak piszesz - psychiczna. Jest problem, to się idzie do lekarza po diagnozę i jeśli trzeba to się bierze leki. I nie pisz, że to nie jest proste bo to jest proste. Znam to z własnego doświadczenia, jak i z obserwacji znajomych. Gość, jak by mu zależało na sobie, Tobie, na Was, już dawno by się ogarnął i poszedł się leczyć. A wtedy z pracą byłoby łatwiej, o wiele łatwiej. Nie wiem czy on kiedyś pracował legalnie, o ile dobrze pamiętam to sprzedawał jakieś części od czegoś tam, ale nie pamiętam czy miał swój biznes czy to było na czarno. I teraz piszesz, że płacze bo nie może znaleźć pracy. Wybacz, ale coś mi tu nie gra. Zdrowy (fizycznie), młody chłop nie może znaleźć pracy? Przecież jest mnóstwo ofert, jakby chciał to by poszedł na jakiś magazyn, na kasę, na kierowcę, do maka. Ale jemu jest tak wygodnie. Ty pracujesz, Ty zakupy zrobisz, Ty ugotujesz. No a on Cię za to zabierze na wycieczkę na rower albo pod namiot. Fantastyczny układ, prawda? Co z tego, że boli Cię kręgosłup po spaniu na twardym, przecież partner zabrał Cię na wypad za miasto na weekend. Jemu po prostu to pasuje. Mam wrażenie że zgrywa ofiarę, Ty litujesz się nad nim a on jest totalnym pasożytem. Jesteście ze sobą 10 lat. Nie sądzisz że to wystarczający czas by się jakoś ustatkować, dorobić czegoś? A Wy jesteście w tym samym miejscu, w którym byliście 10 lat temu. Już chyba kilka razy pisałaś że zastanawiasz się nad rozstaniem. Jeśli ma się tyle razy wątpliwości to znaczy że jednak coś jest nie tak. Żaneta Ty się zastanów lepiej czy chcesz takiego życia. Na wynajmowanym mieszkaniu, z ciągłymi huśtawkami nastrojów i brakiem stabilizacji. Zastanów się czy chcesz zacząć nowy rozdział w życiu, ale nie w październiku bo coś tam, tylko teraz czy może dalej wolisz tkwić w tym bajzlu i narzekać. Bo z tego co czytam w Twoich wypowiedziach, to nie jest relacja partnerka+partner tylko matka+rozpieszczony syn. Bardzo Cię przepraszam, że tak ostro, ale jakoś nie potrafiłam łagodniej. W żadnym wypadku nie chciałam Cię urazić, bo jesteś naprawdę super dziewczyną, tylko dużo problemów Ci się nawarstwiło. Życzę powodzenia i rozwiązania tej sytuacji.

Janettt • 3 lata temu
Na pewno Ty i dziewczyny macie trochę racji w tym co piszecie. Tak, pracował, wiele lat po wyjściu z bidula, aż w końcu musiał się zwolnić i od tamtej pory raz poszedł do pracy na miesiąc, ale tak go na targach przeorali gdy targali kilkutonowe maszyny. Ja w tamtym momencie byłam na podobnym etapie co on. Czułam się jak g0wno, nie nadającą się do niczego, nie umiejąca znaleźć pracy i w niczym nie czującą się dobrze (i nie to że to jego wina, ja tak miałam zawsze). On teraz widzę czuje się podobnie jak nie gorzej. Mi wyjście z tego stanu zajęło lata, choć teraz wiedząc, że zakład w którym pracuje i się odnalazłam, zamykają, zaczynam znów się bać, że nigdzie się nie nadam i nie będą mnie nigdzie chcieli - tam wkręciła mnie matka. Teraz będę musiała sobie radzić sama, a w zeszłym roku już miałam jedną rozmowę do innej firmy i poszło mi tragicznie. 😔

Według mnie jesteś silna psychicznie i sobie dasz radę 🤪 10 lat wytrzymać to trzeba na prawdę mieć anielską cierpliwość

Tylko, żeby później nie było jak w tym kawale 🤷🏻‍♀️ "Gdybym zabiła go 25 lat temu, to dziś bym wychodziła".

Janettt
Janettt
12.04k•3 lata temu
Janettt • 3 lata temu
Strasznie tą pogoda na mnie działa. W nocy nad ranem zasypiałam, nogi i kolana mnie bolały. Już na stojąco drzemałam, na szczęście koleżanka mnie postawiła na nogi. 🙈 Wróciłam rano do domu, nawet nie poszłam na zakupy, bo nie miałam siły, mówię wstanę później to pójdę, ale to też na siłę poszłam i nie miałam kompletnie pomysłu co na kanapki kupić. A. Jest rozbity totalnie, ciągle mi płacze, był dziś na rozmowie o pracę i ciągle marudzi, że źle wypadł i w ogóle- jego pewność siebie spadła tak nisko, gorzej niż moja jak się poznaliśmy. Ciągle mi dziękuje że ja się trzymam, ale już nie daje powoli rady i nie wiem czy lepiej żeby poszedł do pracy, czy zawieźć go na leczenie do szpitala jak polecała psychiatra w październiku jak wtedy przechodził załamanie. On się boi, że jak pójdzie do pracy to znów trafi na gnidy, które będą mu robić pod górę a to może go już całkiem załamać. Nie wiem co będzie lepsze dla niego - szpital, czy praca. Ciągle mi dziękuje i przepraszam, bo w końcu widzi moje starania przez te lata, ale tym przecież nie wyżyjemy. Byliśmy na długi weekend pod namiot, ale on ciągle się martwił o wszystko i czy na pewno cieszę się z tego wyjazdu. Poza tym że kręgosłup mnie bolał niemiłosiernie od spania na twardym to było naprawdę fajnie, no ale on niedowierza. Mimo że mam dość tego związku to naprawdę ciężko mi patrzeć na to w jakim jest stanie i nie potrafię o z tym zostawić samego. On się boi że w szpitalu dadzą mu żółte papiery, a też na siłę nie chce go tam prowadzić, a może powinnam. 😪

maya15 • 3 lata temu
Nie brzmi to wszystko dobrze ☹️ trochę to wyglada jakbyście nawzajem ciągnęli się w dół, czasem tak jest ze ludzie się kochają ale bycie razem im nie służy. Tak trochę ze swoje doświadczenia powiem ze pomagać można do pewnego momentu ale przychodzi moment gdzie trzeba oddać pałeczkę specjaliście, bo się można zamęczyć.

Janettt • 3 lata temu
No właśnie wiem, że razem ciągniemy się w dół. I to jest straszne. Mam nadzieję, że jeśli pójdzie na to leczenie to w końcu zacznie się układać bez względu na to czy razem czy osobno.

maya15 • 3 lata temu
Wiem ze łatwo się doradza jak sytuacja nie dotyczy nas, ale nie czujesz ze marnujesz najlepsze lata na coś na co może nie warto? Ze może takie kurczowe trzymanie się tego sprawi ze przegapisz coś innego, coś co byłoby dla ciebie dobre i odmieniło twoje życie?

Janettt • 3 lata temu
Chwilami mam takie prześwity. No ale tak czy inaczej nawet jeśli definitywnie to skończę to w październiku dopiero będzie mnie stać, żeby stanąć na własne nogi.

Syll • 3 lata temu
Odejdź od niego i to jak najszybciej. Przez dwa lata próbowałam uratować człowieka, który zniszczył mnie fizycznie i psychicznie. Odeszłam, pokochałam siebie i teraz jestem szczęśliwa z mam nadzieję miłością mojego życia :) Na przestrzeni czasu widzę, że to nie był mój problem i szkoda czasu na pomoc tym, którzy jej nie chcą albo nie potrafią również postarać się.

Janettt • 3 lata temu
Chce spróbować mu pomóc. Jak się ogarnie to dobrze i mam nadzieję rozejść się w zgodzie wiedząc, że oboje jakoś ułożymy sobie życie.

Syll • 3 lata temu
To jest ten sam facet o którym od samego początku pisałaś, że mu pomagasz?

Janettt • 3 lata temu
Tak, to już będzie 10 lat. I nie wiem na ile jest szczery, ale widzi swój błąd i znosi to bardzo ciężko. 😕

sailor • 3 lata temu
10 lat? Nie uważasz, że to trochę za długo? Nie wiem czy Cię to interesuje, ale skoro tutaj opisujesz swoją sytuację, ja opiszę jak to z mojej strony wygląda. Nie wiem ile gość ma lat, zakładam że spokojnie jest po 30, ale jest totalnie nieogarnięty życiowo. I nie można tu wszystkiego zwalać na potencjalną chorobę. Bo jeśli się jest chorym to się leczy. Nieważne czy to choroba fizyczna, czy jak piszesz - psychiczna. Jest problem, to się idzie do lekarza po diagnozę i jeśli trzeba to się bierze leki. I nie pisz, że to nie jest proste bo to jest proste. Znam to z własnego doświadczenia, jak i z obserwacji znajomych. Gość, jak by mu zależało na sobie, Tobie, na Was, już dawno by się ogarnął i poszedł się leczyć. A wtedy z pracą byłoby łatwiej, o wiele łatwiej. Nie wiem czy on kiedyś pracował legalnie, o ile dobrze pamiętam to sprzedawał jakieś części od czegoś tam, ale nie pamiętam czy miał swój biznes czy to było na czarno. I teraz piszesz, że płacze bo nie może znaleźć pracy. Wybacz, ale coś mi tu nie gra. Zdrowy (fizycznie), młody chłop nie może znaleźć pracy? Przecież jest mnóstwo ofert, jakby chciał to by poszedł na jakiś magazyn, na kasę, na kierowcę, do maka. Ale jemu jest tak wygodnie. Ty pracujesz, Ty zakupy zrobisz, Ty ugotujesz. No a on Cię za to zabierze na wycieczkę na rower albo pod namiot. Fantastyczny układ, prawda? Co z tego, że boli Cię kręgosłup po spaniu na twardym, przecież partner zabrał Cię na wypad za miasto na weekend. Jemu po prostu to pasuje. Mam wrażenie że zgrywa ofiarę, Ty litujesz się nad nim a on jest totalnym pasożytem. Jesteście ze sobą 10 lat. Nie sądzisz że to wystarczający czas by się jakoś ustatkować, dorobić czegoś? A Wy jesteście w tym samym miejscu, w którym byliście 10 lat temu. Już chyba kilka razy pisałaś że zastanawiasz się nad rozstaniem. Jeśli ma się tyle razy wątpliwości to znaczy że jednak coś jest nie tak. Żaneta Ty się zastanów lepiej czy chcesz takiego życia. Na wynajmowanym mieszkaniu, z ciągłymi huśtawkami nastrojów i brakiem stabilizacji. Zastanów się czy chcesz zacząć nowy rozdział w życiu, ale nie w październiku bo coś tam, tylko teraz czy może dalej wolisz tkwić w tym bajzlu i narzekać. Bo z tego co czytam w Twoich wypowiedziach, to nie jest relacja partnerka+partner tylko matka+rozpieszczony syn. Bardzo Cię przepraszam, że tak ostro, ale jakoś nie potrafiłam łagodniej. W żadnym wypadku nie chciałam Cię urazić, bo jesteś naprawdę super dziewczyną, tylko dużo problemów Ci się nawarstwiło. Życzę powodzenia i rozwiązania tej sytuacji.

Na pewno Ty i dziewczyny macie trochę racji w tym co piszecie.
Tak, pracował, wiele lat po wyjściu z bidula, aż w końcu musiał się zwolnić i od tamtej pory raz poszedł do pracy na miesiąc, ale tak go na targach przeorali gdy targali kilkutonowe maszyny.
Ja w tamtym momencie byłam na podobnym etapie co on. Czułam się jak g0wno, nie nadającą się do niczego, nie umiejąca znaleźć pracy i w niczym nie czującą się dobrze (i nie to że to jego wina, ja tak miałam zawsze). On teraz widzę czuje się podobnie jak nie gorzej.
Mi wyjście z tego stanu zajęło lata, choć teraz wiedząc, że zakład w którym pracuje i się odnalazłam, zamykają, zaczynam znów się bać, że nigdzie się nie nadam i nie będą mnie nigdzie chcieli - tam wkręciła mnie matka. Teraz będę musiała sobie radzić sama, a w zeszłym roku już miałam jedną rozmowę do innej firmy i poszło mi tragicznie. 😔

majathebee
majathebee
1.44k•3 lata temu
Malinowa92 • 3 lata temu
Już dawno okres mnie tak nie przeorał jak w tym miesiącu... Coś strasznego 😳

Nieznany profil • 3 lata temu
Łączę się w bólu, mam to samo teraz :(

Nieznany profil • 3 lata temu
Ja mam bardzo bolesne miesiączki i kolejna wypada mi na ślub siostry 😮‍💨 boję się, że zemdleje albo zwymiotuje jeszcze jak będzie upał to już w ogóle 🥺 więc rozumiem Was 🌷🥺

Nuanda • 3 lata temu
A co na to ginekolog? Mówi, że 'taki Twój urok"? Czy próbował pomoc? Mi pomogły hormony na byle menstruacyjne i to w znacznym stopniu.

Nieznany profil • 3 lata temu
Ginekolog robi badania, mam kolejne zaraz na początku lipca ale dopiero 3 ginekolog. Siostra została zdiagnozowana na endometriozę dopiero po tym jak miała ogromną torbiel. Ja podejrzewam, że mogę też mieć endo ale większość lekarzy mówi "jak Pani urodzi to wszystko się unormuje"- tylko, że ja nie wiem czy urodzę jeszcze nie jestem na to gotowa i nie wiem czy będę.

gilgotka • 3 lata temu
Ciąża nie jest lekiem na endometrioze tak jak i hormony. One mają zadanie zahamowac, a jeśli chodzi o dziecko to niestety przy zaawansowanej endometriozie nie dość, że bardzo trudno zajść to utrzymanie takiej ciąży może się nie udać. To przewlekły stan zapalny, który może doprowadzić do poronienia i będzie zagrożeniem i dla dziecka i dla mamy. Ja niestety mam IV stopień jak wiecie, wiec u mnie operacja to konieczność. Gdybyście miały jakieś pytania co do endometriozy albo szukaly dobrego specjalisty to chętnie pomogę. 🙌

Janettt • 3 lata temu
Ja się sama zastanawiam, czy może właśnie u mnie nie ma endometriozy, ale u mnie ciężko znaleźć dobrego ginekologa. Mam ciężkie miesiączki, w wieku 14lat usunęli mi jajnik z krwotoczną torbielą, mam problemy z nogami, ciągle bolą i pieką, a ortopeda uznał że to wina mojej otyłości i płaskostopia. Jestem często rozdrażniona i się bardzo denerwuje, ale to też może być spowodowane usuniętą tarczycą. A ginekolog na bóle podczas stosunku polecił mi więcej seksu i tabletkę przeciwbólową przed stosunkiem. Wariactwo. Myślałam o ginekologu w Mariocie w Wawie, ale jak patrzę na opinie o tych lekarzach to nie wiem czy warto tłuc się po Warszawie, której de facto nie lubię.

gilgotka • 3 lata temu
Aż mi przykro jak to przeczytałam. Sama chodziłam wiele lat po ginekologach. Byłam wysmiewana i lekceważona, a później diagnoza była powalająca. Z Warszawy mogę polecić Ci kilka bardzo dobrych ginekologów. 🙌 Na pewno doktor Joanna Jacko, czyli mój osobisty anioł. ❤️ Ona diagnozuje i operuje, Maciej Pliszkiewicz również lekarz operujący Medicover również diagnozuje. Z Warszawy jeszcze warto do Miracolo Clinic i tam bardzo polecany jest doktor Songin. A i jeszcze Magdalena Korniluk i doktor Joanna Bubak-Dawidziuk. 🙌🎗Ja żałuję że kilka lat temu nie miał mnie kto pokierować w dobre ręce. Spróbowałabym na Twoim miejscu i poszła na jedno USG wykonywane z żelem dopochwowym. Oni naprawdę wychwytują zmiany błyskawicznie jeśli coś jest i powiedzą jakie byłoby leczenie. Jeśli nie masz żadnych przeciwskazań dietetycznych to możesz spróbować wdrożyć dietę przeciwzapalna. 🙌

Też łączę się w bólu, bo kiedyś sama miałam takie miesiączki, że nie raz zdarzało mi się przesiedzieć w szkole całą lekcje w łazience na podłodze co chwilę wymiotując... Mama mi mówiła, że no tak mam i dawała nospe, która na mnie ani trochę nie działa. Dopiero branie tabletek anty mi pomogło, ale wiem, że to też nie dla każdego. Mam nadzieję, że znajdziesz szybko lekarza, który faktycznie ci pomoże i dobrze doradzi

Janettt
Janettt
12.04k•3 lata temu
Malinowa92 • 3 lata temu
Już dawno okres mnie tak nie przeorał jak w tym miesiącu... Coś strasznego 😳

Nieznany profil • 3 lata temu
Łączę się w bólu, mam to samo teraz :(

Nieznany profil • 3 lata temu
Ja mam bardzo bolesne miesiączki i kolejna wypada mi na ślub siostry 😮‍💨 boję się, że zemdleje albo zwymiotuje jeszcze jak będzie upał to już w ogóle 🥺 więc rozumiem Was 🌷🥺

Nuanda • 3 lata temu
A co na to ginekolog? Mówi, że 'taki Twój urok"? Czy próbował pomoc? Mi pomogły hormony na byle menstruacyjne i to w znacznym stopniu.

Nieznany profil • 3 lata temu
Ginekolog robi badania, mam kolejne zaraz na początku lipca ale dopiero 3 ginekolog. Siostra została zdiagnozowana na endometriozę dopiero po tym jak miała ogromną torbiel. Ja podejrzewam, że mogę też mieć endo ale większość lekarzy mówi "jak Pani urodzi to wszystko się unormuje"- tylko, że ja nie wiem czy urodzę jeszcze nie jestem na to gotowa i nie wiem czy będę.

gilgotka • 3 lata temu
Ciąża nie jest lekiem na endometrioze tak jak i hormony. One mają zadanie zahamowac, a jeśli chodzi o dziecko to niestety przy zaawansowanej endometriozie nie dość, że bardzo trudno zajść to utrzymanie takiej ciąży może się nie udać. To przewlekły stan zapalny, który może doprowadzić do poronienia i będzie zagrożeniem i dla dziecka i dla mamy. Ja niestety mam IV stopień jak wiecie, wiec u mnie operacja to konieczność. Gdybyście miały jakieś pytania co do endometriozy albo szukaly dobrego specjalisty to chętnie pomogę. 🙌

Janettt • 3 lata temu
Ja się sama zastanawiam, czy może właśnie u mnie nie ma endometriozy, ale u mnie ciężko znaleźć dobrego ginekologa. Mam ciężkie miesiączki, w wieku 14lat usunęli mi jajnik z krwotoczną torbielą, mam problemy z nogami, ciągle bolą i pieką, a ortopeda uznał że to wina mojej otyłości i płaskostopia. Jestem często rozdrażniona i się bardzo denerwuje, ale to też może być spowodowane usuniętą tarczycą. A ginekolog na bóle podczas stosunku polecił mi więcej seksu i tabletkę przeciwbólową przed stosunkiem. Wariactwo. Myślałam o ginekologu w Mariocie w Wawie, ale jak patrzę na opinie o tych lekarzach to nie wiem czy warto tłuc się po Warszawie, której de facto nie lubię.

gilgotka • 3 lata temu
Aż mi przykro jak to przeczytałam. Sama chodziłam wiele lat po ginekologach. Byłam wysmiewana i lekceważona, a później diagnoza była powalająca. Z Warszawy mogę polecić Ci kilka bardzo dobrych ginekologów. 🙌 Na pewno doktor Joanna Jacko, czyli mój osobisty anioł. ❤️ Ona diagnozuje i operuje, Maciej Pliszkiewicz również lekarz operujący Medicover również diagnozuje. Z Warszawy jeszcze warto do Miracolo Clinic i tam bardzo polecany jest doktor Songin. A i jeszcze Magdalena Korniluk i doktor Joanna Bubak-Dawidziuk. 🙌🎗Ja żałuję że kilka lat temu nie miał mnie kto pokierować w dobre ręce. Spróbowałabym na Twoim miejscu i poszła na jedno USG wykonywane z żelem dopochwowym. Oni naprawdę wychwytują zmiany błyskawicznie jeśli coś jest i powiedzą jakie byłoby leczenie. Jeśli nie masz żadnych przeciwskazań dietetycznych to możesz spróbować wdrożyć dietę przeciwzapalna. 🙌

No ja mam pakiet LuxMedu akurat i głównie zawsze szukam lekarzy blisko stacji PKP, bo nie lubię Wawy i nie czuje się a niej dobrze.
Dziękuję za polecenie. Może jakimś cudem któryś z tych lekarzy przyjmuje na luxmed. A jak nie to w październiku sobie pójdę prywatnie jak dostanę odprawę, bo na razie to finansowo jeszcze kuleje. Drogie są takie wizyty?
Jakbyś jeszcze mogła mi te nazwiska na priv wysłać, żebym ich nie zgubiła. 💜
A jaka to dieta przeciwzapalna?

Edit: widzę, że Miracolo jest chyba na LuxMed. 🤩

gilgotka
gilgotka
3.23k•3 lata temu
Malinowa92 • 3 lata temu
Już dawno okres mnie tak nie przeorał jak w tym miesiącu... Coś strasznego 😳

Nieznany profil • 3 lata temu
Łączę się w bólu, mam to samo teraz :(

Nieznany profil • 3 lata temu
Ja mam bardzo bolesne miesiączki i kolejna wypada mi na ślub siostry 😮‍💨 boję się, że zemdleje albo zwymiotuje jeszcze jak będzie upał to już w ogóle 🥺 więc rozumiem Was 🌷🥺

Nuanda • 3 lata temu
A co na to ginekolog? Mówi, że 'taki Twój urok"? Czy próbował pomoc? Mi pomogły hormony na byle menstruacyjne i to w znacznym stopniu.

Nieznany profil • 3 lata temu
Ginekolog robi badania, mam kolejne zaraz na początku lipca ale dopiero 3 ginekolog. Siostra została zdiagnozowana na endometriozę dopiero po tym jak miała ogromną torbiel. Ja podejrzewam, że mogę też mieć endo ale większość lekarzy mówi "jak Pani urodzi to wszystko się unormuje"- tylko, że ja nie wiem czy urodzę jeszcze nie jestem na to gotowa i nie wiem czy będę.

gilgotka • 3 lata temu
Ciąża nie jest lekiem na endometrioze tak jak i hormony. One mają zadanie zahamowac, a jeśli chodzi o dziecko to niestety przy zaawansowanej endometriozie nie dość, że bardzo trudno zajść to utrzymanie takiej ciąży może się nie udać. To przewlekły stan zapalny, który może doprowadzić do poronienia i będzie zagrożeniem i dla dziecka i dla mamy. Ja niestety mam IV stopień jak wiecie, wiec u mnie operacja to konieczność. Gdybyście miały jakieś pytania co do endometriozy albo szukaly dobrego specjalisty to chętnie pomogę. 🙌

Janettt • 3 lata temu
Ja się sama zastanawiam, czy może właśnie u mnie nie ma endometriozy, ale u mnie ciężko znaleźć dobrego ginekologa. Mam ciężkie miesiączki, w wieku 14lat usunęli mi jajnik z krwotoczną torbielą, mam problemy z nogami, ciągle bolą i pieką, a ortopeda uznał że to wina mojej otyłości i płaskostopia. Jestem często rozdrażniona i się bardzo denerwuje, ale to też może być spowodowane usuniętą tarczycą. A ginekolog na bóle podczas stosunku polecił mi więcej seksu i tabletkę przeciwbólową przed stosunkiem. Wariactwo. Myślałam o ginekologu w Mariocie w Wawie, ale jak patrzę na opinie o tych lekarzach to nie wiem czy warto tłuc się po Warszawie, której de facto nie lubię.

Aż mi przykro jak to przeczytałam. Sama chodziłam wiele lat po ginekologach. Byłam wysmiewana i lekceważona, a później diagnoza była powalająca. Z Warszawy mogę polecić Ci kilka bardzo dobrych ginekologów. 🙌 Na pewno doktor Joanna Jacko, czyli mój osobisty anioł. ❤️ Ona diagnozuje i operuje, Maciej Pliszkiewicz również lekarz operujący Medicover również diagnozuje. Z Warszawy jeszcze warto do Miracolo Clinic i tam bardzo polecany jest doktor Songin. A i jeszcze Magdalena Korniluk i doktor Joanna Bubak-Dawidziuk. 🙌🎗Ja żałuję że kilka lat temu nie miał mnie kto pokierować w dobre ręce. Spróbowałabym na Twoim miejscu i poszła na jedno USG wykonywane z żelem dopochwowym. Oni naprawdę wychwytują zmiany błyskawicznie jeśli coś jest i powiedzą jakie byłoby leczenie. Jeśli nie masz żadnych przeciwskazań dietetycznych to możesz spróbować wdrożyć dietę przeciwzapalna. 🙌

sailor
sailor
10.72k•3 lata temu
Janettt • 3 lata temu
Strasznie tą pogoda na mnie działa. W nocy nad ranem zasypiałam, nogi i kolana mnie bolały. Już na stojąco drzemałam, na szczęście koleżanka mnie postawiła na nogi. 🙈 Wróciłam rano do domu, nawet nie poszłam na zakupy, bo nie miałam siły, mówię wstanę później to pójdę, ale to też na siłę poszłam i nie miałam kompletnie pomysłu co na kanapki kupić. A. Jest rozbity totalnie, ciągle mi płacze, był dziś na rozmowie o pracę i ciągle marudzi, że źle wypadł i w ogóle- jego pewność siebie spadła tak nisko, gorzej niż moja jak się poznaliśmy. Ciągle mi dziękuje że ja się trzymam, ale już nie daje powoli rady i nie wiem czy lepiej żeby poszedł do pracy, czy zawieźć go na leczenie do szpitala jak polecała psychiatra w październiku jak wtedy przechodził załamanie. On się boi, że jak pójdzie do pracy to znów trafi na gnidy, które będą mu robić pod górę a to może go już całkiem załamać. Nie wiem co będzie lepsze dla niego - szpital, czy praca. Ciągle mi dziękuje i przepraszam, bo w końcu widzi moje starania przez te lata, ale tym przecież nie wyżyjemy. Byliśmy na długi weekend pod namiot, ale on ciągle się martwił o wszystko i czy na pewno cieszę się z tego wyjazdu. Poza tym że kręgosłup mnie bolał niemiłosiernie od spania na twardym to było naprawdę fajnie, no ale on niedowierza. Mimo że mam dość tego związku to naprawdę ciężko mi patrzeć na to w jakim jest stanie i nie potrafię o z tym zostawić samego. On się boi że w szpitalu dadzą mu żółte papiery, a też na siłę nie chce go tam prowadzić, a może powinnam. 😪

maya15 • 3 lata temu
Nie brzmi to wszystko dobrze ☹️ trochę to wyglada jakbyście nawzajem ciągnęli się w dół, czasem tak jest ze ludzie się kochają ale bycie razem im nie służy. Tak trochę ze swoje doświadczenia powiem ze pomagać można do pewnego momentu ale przychodzi moment gdzie trzeba oddać pałeczkę specjaliście, bo się można zamęczyć.

Janettt • 3 lata temu
No właśnie wiem, że razem ciągniemy się w dół. I to jest straszne. Mam nadzieję, że jeśli pójdzie na to leczenie to w końcu zacznie się układać bez względu na to czy razem czy osobno.

maya15 • 3 lata temu
Wiem ze łatwo się doradza jak sytuacja nie dotyczy nas, ale nie czujesz ze marnujesz najlepsze lata na coś na co może nie warto? Ze może takie kurczowe trzymanie się tego sprawi ze przegapisz coś innego, coś co byłoby dla ciebie dobre i odmieniło twoje życie?

Janettt • 3 lata temu
Chwilami mam takie prześwity. No ale tak czy inaczej nawet jeśli definitywnie to skończę to w październiku dopiero będzie mnie stać, żeby stanąć na własne nogi.

Syll • 3 lata temu
Odejdź od niego i to jak najszybciej. Przez dwa lata próbowałam uratować człowieka, który zniszczył mnie fizycznie i psychicznie. Odeszłam, pokochałam siebie i teraz jestem szczęśliwa z mam nadzieję miłością mojego życia :) Na przestrzeni czasu widzę, że to nie był mój problem i szkoda czasu na pomoc tym, którzy jej nie chcą albo nie potrafią również postarać się.

Janettt • 3 lata temu
Chce spróbować mu pomóc. Jak się ogarnie to dobrze i mam nadzieję rozejść się w zgodzie wiedząc, że oboje jakoś ułożymy sobie życie.

Syll • 3 lata temu
To jest ten sam facet o którym od samego początku pisałaś, że mu pomagasz?

Janettt • 3 lata temu
Tak, to już będzie 10 lat. I nie wiem na ile jest szczery, ale widzi swój błąd i znosi to bardzo ciężko. 😕

10 lat? Nie uważasz, że to trochę za długo? Nie wiem czy Cię to interesuje, ale skoro tutaj opisujesz swoją sytuację, ja opiszę jak to z mojej strony wygląda.

Nie wiem ile gość ma lat, zakładam że spokojnie jest po 30, ale jest totalnie nieogarnięty życiowo. I nie można tu wszystkiego zwalać na potencjalną chorobę. Bo jeśli się jest chorym to się leczy. Nieważne czy to choroba fizyczna, czy jak piszesz - psychiczna. Jest problem, to się idzie do lekarza po diagnozę i jeśli trzeba to się bierze leki. I nie pisz, że to nie jest proste bo to jest proste. Znam to z własnego doświadczenia, jak i z obserwacji znajomych. Gość, jak by mu zależało na sobie, Tobie, na Was, już dawno by się ogarnął i poszedł się leczyć. A wtedy z pracą byłoby łatwiej, o wiele łatwiej.

Nie wiem czy on kiedyś pracował legalnie, o ile dobrze pamiętam to sprzedawał jakieś części od czegoś tam, ale nie pamiętam czy miał swój biznes czy to było na czarno. I teraz piszesz, że płacze bo nie może znaleźć pracy. Wybacz, ale coś mi tu nie gra. Zdrowy (fizycznie), młody chłop nie może znaleźć pracy? Przecież jest mnóstwo ofert, jakby chciał to by poszedł na jakiś magazyn, na kasę, na kierowcę, do maka. Ale jemu jest tak wygodnie. Ty pracujesz, Ty zakupy zrobisz, Ty ugotujesz. No a on Cię za to zabierze na wycieczkę na rower albo pod namiot. Fantastyczny układ, prawda? Co z tego, że boli Cię kręgosłup po spaniu na twardym, przecież partner zabrał Cię na wypad za miasto na weekend.

Jemu po prostu to pasuje. Mam wrażenie że zgrywa ofiarę, Ty litujesz się nad nim a on jest totalnym pasożytem.

Jesteście ze sobą 10 lat. Nie sądzisz że to wystarczający czas by się jakoś ustatkować, dorobić czegoś? A Wy jesteście w tym samym miejscu, w którym byliście 10 lat temu.

Już chyba kilka razy pisałaś że zastanawiasz się nad rozstaniem. Jeśli ma się tyle razy wątpliwości to znaczy że jednak coś jest nie tak. Żaneta Ty się zastanów lepiej czy chcesz takiego życia. Na wynajmowanym mieszkaniu, z ciągłymi huśtawkami nastrojów i brakiem stabilizacji. Zastanów się czy chcesz zacząć nowy rozdział w życiu, ale nie w październiku bo coś tam, tylko teraz czy może dalej wolisz tkwić w tym bajzlu i narzekać. Bo z tego co czytam w Twoich wypowiedziach, to nie jest relacja partnerka+partner tylko matka+rozpieszczony syn.

Bardzo Cię przepraszam, że tak ostro, ale jakoś nie potrafiłam łagodniej. W żadnym wypadku nie chciałam Cię urazić, bo jesteś naprawdę super dziewczyną, tylko dużo problemów Ci się nawarstwiło. Życzę powodzenia i rozwiązania tej sytuacji.

Janettt
Janettt
12.04k•3 lata temu
Janettt • 3 lata temu
Strasznie tą pogoda na mnie działa. W nocy nad ranem zasypiałam, nogi i kolana mnie bolały. Już na stojąco drzemałam, na szczęście koleżanka mnie postawiła na nogi. 🙈 Wróciłam rano do domu, nawet nie poszłam na zakupy, bo nie miałam siły, mówię wstanę później to pójdę, ale to też na siłę poszłam i nie miałam kompletnie pomysłu co na kanapki kupić. A. Jest rozbity totalnie, ciągle mi płacze, był dziś na rozmowie o pracę i ciągle marudzi, że źle wypadł i w ogóle- jego pewność siebie spadła tak nisko, gorzej niż moja jak się poznaliśmy. Ciągle mi dziękuje że ja się trzymam, ale już nie daje powoli rady i nie wiem czy lepiej żeby poszedł do pracy, czy zawieźć go na leczenie do szpitala jak polecała psychiatra w październiku jak wtedy przechodził załamanie. On się boi, że jak pójdzie do pracy to znów trafi na gnidy, które będą mu robić pod górę a to może go już całkiem załamać. Nie wiem co będzie lepsze dla niego - szpital, czy praca. Ciągle mi dziękuje i przepraszam, bo w końcu widzi moje starania przez te lata, ale tym przecież nie wyżyjemy. Byliśmy na długi weekend pod namiot, ale on ciągle się martwił o wszystko i czy na pewno cieszę się z tego wyjazdu. Poza tym że kręgosłup mnie bolał niemiłosiernie od spania na twardym to było naprawdę fajnie, no ale on niedowierza. Mimo że mam dość tego związku to naprawdę ciężko mi patrzeć na to w jakim jest stanie i nie potrafię o z tym zostawić samego. On się boi że w szpitalu dadzą mu żółte papiery, a też na siłę nie chce go tam prowadzić, a może powinnam. 😪

maya15 • 3 lata temu
Nie brzmi to wszystko dobrze ☹️ trochę to wyglada jakbyście nawzajem ciągnęli się w dół, czasem tak jest ze ludzie się kochają ale bycie razem im nie służy. Tak trochę ze swoje doświadczenia powiem ze pomagać można do pewnego momentu ale przychodzi moment gdzie trzeba oddać pałeczkę specjaliście, bo się można zamęczyć.

Janettt • 3 lata temu
No właśnie wiem, że razem ciągniemy się w dół. I to jest straszne. Mam nadzieję, że jeśli pójdzie na to leczenie to w końcu zacznie się układać bez względu na to czy razem czy osobno.

maya15 • 3 lata temu
Wiem ze łatwo się doradza jak sytuacja nie dotyczy nas, ale nie czujesz ze marnujesz najlepsze lata na coś na co może nie warto? Ze może takie kurczowe trzymanie się tego sprawi ze przegapisz coś innego, coś co byłoby dla ciebie dobre i odmieniło twoje życie?

Janettt • 3 lata temu
Chwilami mam takie prześwity. No ale tak czy inaczej nawet jeśli definitywnie to skończę to w październiku dopiero będzie mnie stać, żeby stanąć na własne nogi.

dastiina • 3 lata temu
Póki co to Ty Was utrzymujesz, więc jak Ty masz stawać na nogi. Ja tego naprawdę nie rozumiem... Znajdujesz "wymówki" i powody, by nie odejść. W październiku będziesz pisać, że się zmienił, a w listopadzie znowu, że coś jest nie tak. Już kilka lat tak jest i doskonale o tym wiesz. Już jakiś czas temu mówiłaś, że się wyprowadził... I znowu jednak z nim jesteś. To jest toksyczne i bardzo niezdrowe. Oboje robicie sobie krzywdę. No i tak jak @maya15 pisze - w 100% się z tym zgadzam...

Janettt • 3 lata temu
Nie wiem już sama co będzie lepsze. A co jeśli jednak leczenie mu pomoże? Nie chce go zostawiać w takim stanie. Wiem że to głupie. Może wyzdrowieje i sam dojdzie do wniosku, że lepiej będzie żebyśmy się razem nie męczyli. Tak czy inaczej poczekam do tego października, bo nie chce go zostawiac póki nie znajdzie pracy i będę miała pewność że sobie poradzi i nasze drogi rozejdą się w zgodzie.

maya15 • 3 lata temu
Kurczę ale od pomagania są profesjonaliści a nie druga połówka, w związku trzeba się wspierać ale nie można brać na siebie wszystkiego 😕 szkoda Cie dziewczyno na takie życie, widać ze jesteś ładna, pracowita babka a tkwisz w czymś co z boku wyglada na bardzo toksyczne, zadaj sobie pytanie co cię trzyma przy takim partnerze, jeśli tylko poczucie winy ze nie możesz go w tym stanie zostawić i przywiązanie to to nie jest związek, to jest pasozytowanie na twojej osobie, uzależnił cię od siebie i wrzucił w poczucie winy i obowiązku.

Dlatego chcę go zaprowadzić.
Sam powiedział, że jak w sprawie pracy do końca tygodnia nic się nie ruszy to pojedziemy.

maya15
maya15
1.11k•3 lata temu
Janettt • 3 lata temu
Strasznie tą pogoda na mnie działa. W nocy nad ranem zasypiałam, nogi i kolana mnie bolały. Już na stojąco drzemałam, na szczęście koleżanka mnie postawiła na nogi. 🙈 Wróciłam rano do domu, nawet nie poszłam na zakupy, bo nie miałam siły, mówię wstanę później to pójdę, ale to też na siłę poszłam i nie miałam kompletnie pomysłu co na kanapki kupić. A. Jest rozbity totalnie, ciągle mi płacze, był dziś na rozmowie o pracę i ciągle marudzi, że źle wypadł i w ogóle- jego pewność siebie spadła tak nisko, gorzej niż moja jak się poznaliśmy. Ciągle mi dziękuje że ja się trzymam, ale już nie daje powoli rady i nie wiem czy lepiej żeby poszedł do pracy, czy zawieźć go na leczenie do szpitala jak polecała psychiatra w październiku jak wtedy przechodził załamanie. On się boi, że jak pójdzie do pracy to znów trafi na gnidy, które będą mu robić pod górę a to może go już całkiem załamać. Nie wiem co będzie lepsze dla niego - szpital, czy praca. Ciągle mi dziękuje i przepraszam, bo w końcu widzi moje starania przez te lata, ale tym przecież nie wyżyjemy. Byliśmy na długi weekend pod namiot, ale on ciągle się martwił o wszystko i czy na pewno cieszę się z tego wyjazdu. Poza tym że kręgosłup mnie bolał niemiłosiernie od spania na twardym to było naprawdę fajnie, no ale on niedowierza. Mimo że mam dość tego związku to naprawdę ciężko mi patrzeć na to w jakim jest stanie i nie potrafię o z tym zostawić samego. On się boi że w szpitalu dadzą mu żółte papiery, a też na siłę nie chce go tam prowadzić, a może powinnam. 😪

maya15 • 3 lata temu
Nie brzmi to wszystko dobrze ☹️ trochę to wyglada jakbyście nawzajem ciągnęli się w dół, czasem tak jest ze ludzie się kochają ale bycie razem im nie służy. Tak trochę ze swoje doświadczenia powiem ze pomagać można do pewnego momentu ale przychodzi moment gdzie trzeba oddać pałeczkę specjaliście, bo się można zamęczyć.

Janettt • 3 lata temu
No właśnie wiem, że razem ciągniemy się w dół. I to jest straszne. Mam nadzieję, że jeśli pójdzie na to leczenie to w końcu zacznie się układać bez względu na to czy razem czy osobno.

maya15 • 3 lata temu
Wiem ze łatwo się doradza jak sytuacja nie dotyczy nas, ale nie czujesz ze marnujesz najlepsze lata na coś na co może nie warto? Ze może takie kurczowe trzymanie się tego sprawi ze przegapisz coś innego, coś co byłoby dla ciebie dobre i odmieniło twoje życie?

Janettt • 3 lata temu
Chwilami mam takie prześwity. No ale tak czy inaczej nawet jeśli definitywnie to skończę to w październiku dopiero będzie mnie stać, żeby stanąć na własne nogi.

dastiina • 3 lata temu
Póki co to Ty Was utrzymujesz, więc jak Ty masz stawać na nogi. Ja tego naprawdę nie rozumiem... Znajdujesz "wymówki" i powody, by nie odejść. W październiku będziesz pisać, że się zmienił, a w listopadzie znowu, że coś jest nie tak. Już kilka lat tak jest i doskonale o tym wiesz. Już jakiś czas temu mówiłaś, że się wyprowadził... I znowu jednak z nim jesteś. To jest toksyczne i bardzo niezdrowe. Oboje robicie sobie krzywdę. No i tak jak @maya15 pisze - w 100% się z tym zgadzam...

Janettt • 3 lata temu
Nie wiem już sama co będzie lepsze. A co jeśli jednak leczenie mu pomoże? Nie chce go zostawiać w takim stanie. Wiem że to głupie. Może wyzdrowieje i sam dojdzie do wniosku, że lepiej będzie żebyśmy się razem nie męczyli. Tak czy inaczej poczekam do tego października, bo nie chce go zostawiac póki nie znajdzie pracy i będę miała pewność że sobie poradzi i nasze drogi rozejdą się w zgodzie.

Kurczę ale od pomagania są profesjonaliści a nie druga połówka, w związku trzeba się wspierać ale nie można brać na siebie wszystkiego 😕 szkoda Cie dziewczyno na takie życie, widać ze jesteś ładna, pracowita babka a tkwisz w czymś co z boku wyglada na bardzo toksyczne, zadaj sobie pytanie co cię trzyma przy takim partnerze, jeśli tylko poczucie winy ze nie możesz go w tym stanie zostawić i przywiązanie to to nie jest związek, to jest pasozytowanie na twojej osobie, uzależnił cię od siebie i wrzucił w poczucie winy i obowiązku.

Syll
Syll
17.77k•3 lata temu
Janettt • 3 lata temu
Strasznie tą pogoda na mnie działa. W nocy nad ranem zasypiałam, nogi i kolana mnie bolały. Już na stojąco drzemałam, na szczęście koleżanka mnie postawiła na nogi. 🙈 Wróciłam rano do domu, nawet nie poszłam na zakupy, bo nie miałam siły, mówię wstanę później to pójdę, ale to też na siłę poszłam i nie miałam kompletnie pomysłu co na kanapki kupić. A. Jest rozbity totalnie, ciągle mi płacze, był dziś na rozmowie o pracę i ciągle marudzi, że źle wypadł i w ogóle- jego pewność siebie spadła tak nisko, gorzej niż moja jak się poznaliśmy. Ciągle mi dziękuje że ja się trzymam, ale już nie daje powoli rady i nie wiem czy lepiej żeby poszedł do pracy, czy zawieźć go na leczenie do szpitala jak polecała psychiatra w październiku jak wtedy przechodził załamanie. On się boi, że jak pójdzie do pracy to znów trafi na gnidy, które będą mu robić pod górę a to może go już całkiem załamać. Nie wiem co będzie lepsze dla niego - szpital, czy praca. Ciągle mi dziękuje i przepraszam, bo w końcu widzi moje starania przez te lata, ale tym przecież nie wyżyjemy. Byliśmy na długi weekend pod namiot, ale on ciągle się martwił o wszystko i czy na pewno cieszę się z tego wyjazdu. Poza tym że kręgosłup mnie bolał niemiłosiernie od spania na twardym to było naprawdę fajnie, no ale on niedowierza. Mimo że mam dość tego związku to naprawdę ciężko mi patrzeć na to w jakim jest stanie i nie potrafię o z tym zostawić samego. On się boi że w szpitalu dadzą mu żółte papiery, a też na siłę nie chce go tam prowadzić, a może powinnam. 😪

maya15 • 3 lata temu
Nie brzmi to wszystko dobrze ☹️ trochę to wyglada jakbyście nawzajem ciągnęli się w dół, czasem tak jest ze ludzie się kochają ale bycie razem im nie służy. Tak trochę ze swoje doświadczenia powiem ze pomagać można do pewnego momentu ale przychodzi moment gdzie trzeba oddać pałeczkę specjaliście, bo się można zamęczyć.

Janettt • 3 lata temu
No właśnie wiem, że razem ciągniemy się w dół. I to jest straszne. Mam nadzieję, że jeśli pójdzie na to leczenie to w końcu zacznie się układać bez względu na to czy razem czy osobno.

maya15 • 3 lata temu
Wiem ze łatwo się doradza jak sytuacja nie dotyczy nas, ale nie czujesz ze marnujesz najlepsze lata na coś na co może nie warto? Ze może takie kurczowe trzymanie się tego sprawi ze przegapisz coś innego, coś co byłoby dla ciebie dobre i odmieniło twoje życie?

Janettt • 3 lata temu
Chwilami mam takie prześwity. No ale tak czy inaczej nawet jeśli definitywnie to skończę to w październiku dopiero będzie mnie stać, żeby stanąć na własne nogi.

Syll • 3 lata temu
Odejdź od niego i to jak najszybciej. Przez dwa lata próbowałam uratować człowieka, który zniszczył mnie fizycznie i psychicznie. Odeszłam, pokochałam siebie i teraz jestem szczęśliwa z mam nadzieję miłością mojego życia :) Na przestrzeni czasu widzę, że to nie był mój problem i szkoda czasu na pomoc tym, którzy jej nie chcą albo nie potrafią również postarać się.

Janettt • 3 lata temu
Chce spróbować mu pomóc. Jak się ogarnie to dobrze i mam nadzieję rozejść się w zgodzie wiedząc, że oboje jakoś ułożymy sobie życie.

Syll • 3 lata temu
To jest ten sam facet o którym od samego początku pisałaś, że mu pomagasz?

Janettt • 3 lata temu
Tak, to już będzie 10 lat. I nie wiem na ile jest szczery, ale widzi swój błąd i znosi to bardzo ciężko. 😕

To niestety, będę szczera, ale jesteś naiwna. Wyobrażam sobie, że ciężko jest to skończyć, no ale cóż...

albo dołącz do nas i udzielaj się na forum.