Kulturalne narzekanie na rzeczywistość! Uwaga - zawiera offtopy!
Strona 657 / 2920
chciałam sobie dziś porobić multum zdjęc do chmurek,ale u nas od wczoraj pada,jak na złośc jak człowiek ma wolne to jest szaro i bez słonńca,a przez kolejne 20 dni robie przez 10 h non stop
Wykończy mnie ta pogoda. Wyszłam z domu o 7.15 ubrana na cebulkę, w kurtce. Teraz wyszłam chwilę na pole w samej marynarce a tam już ciepło. Świeci słońce, ale prognozy pokazują że 2 razy w ciągu dnia może padać.
Mam, wycinki histopatologiczne potwierdziły to co już lekarz stwierdził podczas badania, jednak nadal czekam na prywatna wizytę u gastrolog bo na NFZ dowiaduje się tylko tyle co mi pielęgniarka i rejestratorka medyczna powiedzą, a raczej rejestratorka przeczyta to co napisał lekarz, bo nawet z nim nie rozmawiałam.
W punkt 👌 podpisuje się pod tym jako psycholog ale też przede wszystkim jako kobieta.
On Cię ciągnie cały czas w dół niestety. A przecież możesz latać, każda z nas może. Pewnie łatwo się mówi, ale zastanów się, czy chcesz być w tym miejscu za 10, 15 lat. Czy chcesz mieć koło siebie kogoś, na kogo nie możesz liczyć, kto Cię ogranicza, kto nie potrafi zadbać o siebie, a co dopiero o kogoś innego? On ma ciągle wymówki. Nie podejmie leczenia, bo się boi wymyślonych rzeczy - żółtych papierów, że go nie przyjmą do pracy (której i tak nie ma), bo nie. A Ty się czujesz winna i zamiast się rozwijać to tkwisz w tym bagnie i zlepiają Ci się skrzydełka. Pamiętaj, najpierw ratuje się siebie, potem innych.
Miałam dziś iść na salsę, ale nie zdążyłam przez opóźnienie u lekarza.
Dodatkowo coś mnie podkusiło żeby pójść do maczka, a miałam ograniczać fast foody
Mam dość mojego kataru, (od niedzieli zużyłam 9 opakowań chusteczek tych po 10 sztuk).. zmęczenia, bólu głowy.. osłabienia, zaczynam się zastanawiać czy znów żelazo mi gwałtownie nie spadło po tym co mi doktorka kazała przed kolonoskopią odstawić, bo co chwile kręci mi się w głowie. 🥵
Poszłam się umyć, ściągnęłam okulary… i wyszłam na paczkomat bez.. niby nie mam wielkiej wady, ale czułam się strasznie dziwnie idąc bez nich, wsadziłam paczkę do paczkomatu na wymianę i miałam odebrać paczuszkę od z konkursu. Wiecie co? Już prawie pod domem zorientowałam się że nie odebrałam paczki. 🙄🙄🙄🫣🫣🤦🏽♀️🤦🏽♀️🤦🏽♀️ Wracałam się i na szczęście odebrałam bo jutro by już wróciła, weszłam jeszcze do sklepu i wzięłam jednego fileta, kilka pieczarek i serek wiejski, nie mam zielonego pojęcia co jutro ugotuje bo dziś na szybko zrobiłam makaron z truskawkami, wczoraj odgrzewane gołąbki z niedzieli bo nawet nie mam siły stać w kuchni, jak odcinałam szypułki to aż musiałam sobie usiąść.. najchętniej to bym przespała najbliższe dni, nawet nie wiem jakie brać leki na to przeziębienie żeby mi nie zaostrzało choroby jelit… 🫣
Niby zwykle przeziębienie i jeszcze rok temu przy takim bym normalnie funkcjonowała, a teraz czuje się strasznie i najmniejsze „przeszkody” powodują że mam ochotę się rozpłakać, ale chyba nawet na to nie mam siły..
Miałam oszczędzać i nie wytrzymałam. Właśnie zamówiłam plecak i pasek🙄Gdybym to ja jeszcze plecaków używała 🤣🤣
Według mnie jesteś silna psychicznie i sobie dasz radę 🤪 10 lat wytrzymać to trzeba na prawdę mieć anielską cierpliwość
Tylko, żeby później nie było jak w tym kawale 🤷🏻♀️ "Gdybym zabiła go 25 lat temu, to dziś bym wychodziła".
Na pewno Ty i dziewczyny macie trochę racji w tym co piszecie.
Tak, pracował, wiele lat po wyjściu z bidula, aż w końcu musiał się zwolnić i od tamtej pory raz poszedł do pracy na miesiąc, ale tak go na targach przeorali gdy targali kilkutonowe maszyny.
Ja w tamtym momencie byłam na podobnym etapie co on. Czułam się jak g0wno, nie nadającą się do niczego, nie umiejąca znaleźć pracy i w niczym nie czującą się dobrze (i nie to że to jego wina, ja tak miałam zawsze). On teraz widzę czuje się podobnie jak nie gorzej.
Mi wyjście z tego stanu zajęło lata, choć teraz wiedząc, że zakład w którym pracuje i się odnalazłam, zamykają, zaczynam znów się bać, że nigdzie się nie nadam i nie będą mnie nigdzie chcieli - tam wkręciła mnie matka. Teraz będę musiała sobie radzić sama, a w zeszłym roku już miałam jedną rozmowę do innej firmy i poszło mi tragicznie. 😔
Też łączę się w bólu, bo kiedyś sama miałam takie miesiączki, że nie raz zdarzało mi się przesiedzieć w szkole całą lekcje w łazience na podłodze co chwilę wymiotując... Mama mi mówiła, że no tak mam i dawała nospe, która na mnie ani trochę nie działa. Dopiero branie tabletek anty mi pomogło, ale wiem, że to też nie dla każdego. Mam nadzieję, że znajdziesz szybko lekarza, który faktycznie ci pomoże i dobrze doradzi
No ja mam pakiet LuxMedu akurat i głównie zawsze szukam lekarzy blisko stacji PKP, bo nie lubię Wawy i nie czuje się a niej dobrze.
Dziękuję za polecenie. Może jakimś cudem któryś z tych lekarzy przyjmuje na luxmed. A jak nie to w październiku sobie pójdę prywatnie jak dostanę odprawę, bo na razie to finansowo jeszcze kuleje. Drogie są takie wizyty?
Jakbyś jeszcze mogła mi te nazwiska na priv wysłać, żebym ich nie zgubiła. 💜
A jaka to dieta przeciwzapalna?
Edit: widzę, że Miracolo jest chyba na LuxMed. 🤩
Aż mi przykro jak to przeczytałam. Sama chodziłam wiele lat po ginekologach. Byłam wysmiewana i lekceważona, a później diagnoza była powalająca. Z Warszawy mogę polecić Ci kilka bardzo dobrych ginekologów. 🙌 Na pewno doktor Joanna Jacko, czyli mój osobisty anioł. ❤️ Ona diagnozuje i operuje, Maciej Pliszkiewicz również lekarz operujący Medicover również diagnozuje. Z Warszawy jeszcze warto do Miracolo Clinic i tam bardzo polecany jest doktor Songin. A i jeszcze Magdalena Korniluk i doktor Joanna Bubak-Dawidziuk. 🙌🎗Ja żałuję że kilka lat temu nie miał mnie kto pokierować w dobre ręce. Spróbowałabym na Twoim miejscu i poszła na jedno USG wykonywane z żelem dopochwowym. Oni naprawdę wychwytują zmiany błyskawicznie jeśli coś jest i powiedzą jakie byłoby leczenie. Jeśli nie masz żadnych przeciwskazań dietetycznych to możesz spróbować wdrożyć dietę przeciwzapalna. 🙌
10 lat? Nie uważasz, że to trochę za długo? Nie wiem czy Cię to interesuje, ale skoro tutaj opisujesz swoją sytuację, ja opiszę jak to z mojej strony wygląda.
Nie wiem ile gość ma lat, zakładam że spokojnie jest po 30, ale jest totalnie nieogarnięty życiowo. I nie można tu wszystkiego zwalać na potencjalną chorobę. Bo jeśli się jest chorym to się leczy. Nieważne czy to choroba fizyczna, czy jak piszesz - psychiczna. Jest problem, to się idzie do lekarza po diagnozę i jeśli trzeba to się bierze leki. I nie pisz, że to nie jest proste bo to jest proste. Znam to z własnego doświadczenia, jak i z obserwacji znajomych. Gość, jak by mu zależało na sobie, Tobie, na Was, już dawno by się ogarnął i poszedł się leczyć. A wtedy z pracą byłoby łatwiej, o wiele łatwiej.
Nie wiem czy on kiedyś pracował legalnie, o ile dobrze pamiętam to sprzedawał jakieś części od czegoś tam, ale nie pamiętam czy miał swój biznes czy to było na czarno. I teraz piszesz, że płacze bo nie może znaleźć pracy. Wybacz, ale coś mi tu nie gra. Zdrowy (fizycznie), młody chłop nie może znaleźć pracy? Przecież jest mnóstwo ofert, jakby chciał to by poszedł na jakiś magazyn, na kasę, na kierowcę, do maka. Ale jemu jest tak wygodnie. Ty pracujesz, Ty zakupy zrobisz, Ty ugotujesz. No a on Cię za to zabierze na wycieczkę na rower albo pod namiot. Fantastyczny układ, prawda? Co z tego, że boli Cię kręgosłup po spaniu na twardym, przecież partner zabrał Cię na wypad za miasto na weekend.
Jemu po prostu to pasuje. Mam wrażenie że zgrywa ofiarę, Ty litujesz się nad nim a on jest totalnym pasożytem.
Jesteście ze sobą 10 lat. Nie sądzisz że to wystarczający czas by się jakoś ustatkować, dorobić czegoś? A Wy jesteście w tym samym miejscu, w którym byliście 10 lat temu.
Już chyba kilka razy pisałaś że zastanawiasz się nad rozstaniem. Jeśli ma się tyle razy wątpliwości to znaczy że jednak coś jest nie tak. Żaneta Ty się zastanów lepiej czy chcesz takiego życia. Na wynajmowanym mieszkaniu, z ciągłymi huśtawkami nastrojów i brakiem stabilizacji. Zastanów się czy chcesz zacząć nowy rozdział w życiu, ale nie w październiku bo coś tam, tylko teraz czy może dalej wolisz tkwić w tym bajzlu i narzekać. Bo z tego co czytam w Twoich wypowiedziach, to nie jest relacja partnerka+partner tylko matka+rozpieszczony syn.
Bardzo Cię przepraszam, że tak ostro, ale jakoś nie potrafiłam łagodniej. W żadnym wypadku nie chciałam Cię urazić, bo jesteś naprawdę super dziewczyną, tylko dużo problemów Ci się nawarstwiło. Życzę powodzenia i rozwiązania tej sytuacji.
Dlatego chcę go zaprowadzić.
Sam powiedział, że jak w sprawie pracy do końca tygodnia nic się nie ruszy to pojedziemy.
Kurczę ale od pomagania są profesjonaliści a nie druga połówka, w związku trzeba się wspierać ale nie można brać na siebie wszystkiego 😕 szkoda Cie dziewczyno na takie życie, widać ze jesteś ładna, pracowita babka a tkwisz w czymś co z boku wyglada na bardzo toksyczne, zadaj sobie pytanie co cię trzyma przy takim partnerze, jeśli tylko poczucie winy ze nie możesz go w tym stanie zostawić i przywiązanie to to nie jest związek, to jest pasozytowanie na twojej osobie, uzależnił cię od siebie i wrzucił w poczucie winy i obowiązku.
To niestety, będę szczera, ale jesteś naiwna. Wyobrażam sobie, że ciężko jest to skończyć, no ale cóż...