Kulturalne narzekanie na rzeczywistość! Uwaga - zawiera offtopy!
Strona 1967 / 2896
Jelitówka najgorsza jakby nie patrzeć, bo dziecko przyniesie do domu i każdy w domu się zarazi. A przeziębienie czy coś to nie koniecznie 🙊.
Ale i tak dla mnie jest to chore, że jeden rodzic będzie patrzył na dobro dziecka i innych i zostawi dziecko w domu jak jest chore, a drugi ma gdzieś... A to przecież nie chodzi tylko o jedno dziecko, tak. Nawet nauczyciel może się zarazić 😱.
To prawda, w trakcie pandemii jakoś rodzice bardziej na to patrzyli, ale i nauczycielki również... U nas nie można było do przedszkola przyprowadzić dziecka z jakimkolwiek objawem przeziębienia. Były od razu telefony, nie jeden, a kilka. Trzeba było zabrać od razu dziecka, nie było dyskusji nawet. A teraz...
No dokładnie. Ja sama jak widzę że dziecko źle się czuje to dzwonię po rodzica ale np moja koleżanka z pracy się boi szkoda gadać
No właśnie, jak zaczęłam pracę to cały czas byłam chora najlepsze że kiedyś usłyszałam że to ja pozarażałam dzieci.. co z tego że ta mama przyprowadzała dziecko na antybiotyku z zapaleniem oskrzeli
Takie sobie właśnie nie dadzą powiedzieć.. właśnie miałam pisać, że te matki które dają chore dzieci do przedszkola to później zganiają winę na kogoś innego 🤦
Jadę właśnie na koncert do Gliwic i okazało się, że zespół, dla którego w ogóle ten koncert rozważałam, jednak nie zagra 😭 jest jeszcze druga główna gwiazda, ale ich nie znam prawie wcale. Za dużo zainwestowałam w ten wyjazd, żeby się teraz wracać. Dawno nie byłam tak zawiedziona 😭
Znowu dopadła mnie weryfikacja tożsamości na vinted, ale na szczęście znów udało się uniknąć wysyłania wszystkich danych z dowodu
Jestem od 4 30 na nogach, dopiero wyszłam z pracy i do tego muszę jeszcze jechać na Szczecin...
Mam prawdziwy armagedon w domu 🙄 Narzeczony na antybiotyku ledwo żyje, synek też chory😞 W dodatku w pracy przejmuje obowiązki na samodzielnym stanowisku wcześniej niż myślałam i mam już doooosc!
Ojejku najgorzej jak tak wszystko na raz, ja w listopadzie skończyłam staż i teraz zaczynam pracę jako pomoc na dwóch kompletnie innych stanowiskach, wszystko się miesza a po godzinach jeszcze nauka na zaliczenia studenckie..
Ja całe szczęście zaliczenia jakiekolwiek mam po nowym roku. Mam nadzieje ze do tego czasu ogarnę tą prace na spokojnie żeby skoncentrować się trochę na nauce 😝 Powodzenia w zaliczeniach ❤️
Zostaje dzisiaj na nadgodzinę w pracy niby się zgodziłam ale mi się nie chce 😅
Zawsze sobie wtedy właczam to https://www.youtube.com/watch?v=OwABO_wB2fw
Współczuję ludziom i jednocześnie liczba niezrównoważonych psychicznie ludzi mnie przeraża. Byłam na spacerze z Hewim. Ma ubrane ubranko jak miliony innych psów, które chodzą po osiedlu. Jedne potrzebują, drugie może niekoniecznie. Mój od razu kaszle, trzęsie się i leci mu z nosa po powrocie do domu, kiedy go nie ma założonego, a kiedy jest śnieg szybko marzną mu łapki, staje i podnosi zawsze jedną, nie da rady dalej iść. Pomimo, że ma bardzo dużo włosów. Ale do sedna - byłam z nim na spacerze. Gostek podszedł z psem, pomijam fakt, że nie miał go na smyczy, a czarne psy zazwyczaj atakują Hewiego. Mówi: "po co pani ubiera pieska, szkoda ubierać". To ja mu mówię kulturalnie, że jest przeziębiony, tym bardziej po kroplówce itp. i weterynarz tak zaleciła i powiedziałam: "proszę sobie przeczytać też na internecie". A ten, że nie będzie nic czytał i zamiast iść dalej to się przykleił i zaczyna, że psy się nie przeziębiają, a ja mówię, że owszem, tak samo jak i ludziom, może im się to zdarzyć. Pokazuje mi na klapki swoje (zimą) i mówi, że on przez cały rok w nich lata i nie jest chory, to ja na to, że: "ma pan dobrą odporność" A ten zaczął się śmiać i mówi dosłownie, że mnie po****. Zatkało mnie. Powiedziałam mu: "proszę iść dalej, nie będę z panem dyskutować, to jest mój pies i mój weterynarz i ja wiem lepiej czego potrzebuje". I się zaczęło... Niepotrzebnie w ogóle zaczynałam z nim rozmowę, ale to nigdy nie wiadomo na kogo się trafi... Zaczął drzeć się na całe osiedle: idź do przedszkola dziecko, a nie chodzisz po polu; zamknij r** j**** sz***. Ludzie przerażeni, bo facet jeszcze idzie w moją stroną. To ja krzyczę już (bo też pierwszy raz taka sytuacja mnie spotkała): proszę mnie nie obrażać i mówię, że na policję zadzwonię jak nie przestanie. Mówił to se dzwoń i zaczyna drzeć się już tak niewyraźnie, jakby oszalał, wzięłam szybko Hewiego i uciekłam. Wszystko się strasznie szybko działo i może niepotrzebnie dalej reagowałam, ale tak... Ludzie dziwią się, że wolę zwierzęta niż ludzi. Jeszcze wcześniej zdenerwowała mnie sąsiadka, która wyszła z windy. Nie przytrzymała mi w ogóle drzwi, puściła je, a drzwi od windy są ciężkie, jak tak właśnie na ciebie lecą, jakiś młody chłopak, który w windzie stał za mną, pomógł mi je otworzyć, bo jeszcze Hewiego smycz miałam w jednej ręce i później mnie przepuścił w dwóch drzwiach do wyjścia z klatki 😄