20 na 35 Użytkowniczek poleca ten produkt


Opis produktu

Jednym z największych mitów w pielęgnacji cery przetłuszczającej się jest przekonanie, że taka skóra nie potrzebuje nawilżenia. To błąd, który często powoduje, że stosowane terapie są mało skuteczne. Skórę przetłuszczającą się należy optymalnie nawilżać – tak, aby nie dopuścić do przesuszenia. Gdy dochodzi do przesuszenia, gruczoły łojowe zaczynają pracować ze zdwojoną siłą: to naturalny mechanizm ...

Jednym z największych mitów w pielęgnacji cery przetłuszczającej się jest przekonanie, że taka skóra nie potrzebuje nawilżenia. To błąd, który często powoduje, że stosowane terapie są mało skuteczne. ...

Rozwiń opis

Produkt dodany w dniu 01.07.2018 przez Jednafiga

Przeczytaj prawdziwe i sprawdzone opinie o Selfie Project - Maska do twarzy, Peel-off, Rozświetlająca, #Shine like a Pearl

Selfie Project Maska do twarzy, Peel-off, Rozświetlająca, #Shine like a Pearl

Jakiś czas temu hitem instagrama, DC i innych portali była brokatowa maseczka peel-off. Czekałam chwilę aż fala zachwytu nad nowością się skończy i można będzie przeczytać o niej prawdę od osób, które rzetelnie ją przetestowały. Potem o maseczce zapomniałam. Będąc w Rossmannie przed świętami znowu się na nią natknęłam i postanowiłam kupić nie znając recenzji. Maseczka o której mowa to oczywiście Selfie Project, Shine like a Pearl, Rozświetlająca maseczka peel-off, a jej koszt to zaledwie 4,99 zł. Ma śliczne opakowanie i przezroczyste w nim okienko, przez które można zobaczyć jak maseczka się prezentuje. Maseczka jest rozświetlająca, wygładza skórę, odżywia i rewitalizuje, oraz wygasza zaczerwienienia- według producenta. Według mnie tylko wygładza i owszem rozświetla, bo drobinki brokatu nie wszystkie zeszły razem z maską. Poza tym ściąga się ją bez problemu, trochę piekło mnie oko, widocznie za blisko niego posmarowałam maseczkę. Nie chcę wiedzieć co ma w składzie... ale pewnie to ten alkohol tak piekł. Ogólnie spoko, ale bez szału, lepiej wygląda niż działa.

Zobacz post

Selfie Project Maska do twarzy, Peel-off, Rozświetlająca, #Shine like a Pearl

Selfie Project, Shine like a Pearl, rozświetlająca maseczka peel-off
Kolejna z brokatowych maseczek, tym razem dostałam ją od słodkiej @dastiina . Używałam już innych maseczek brokatowych tej marki i niestety nie zrobiły na mnie wrażenia. Wyglądają cudownie, pięknie się mienią , ale niestety w sumie nie działają. Tym razem było podobnie, maseczka ma dosyć gęstą konsystencję, ale udało mi się ją nałożyć bez większych problemów, wyglądała zjawiskowo, ale pachniała bardzo alkoholem. Tym razem trzymałam ją ponad 30 minut i prawie w całości udało mi się ją ściągnąć. Niestety nie zauważyłam żadnych efektów działania.

Zobacz post

Selfie Project, maseczki z brokatem

Selfie Project - #galaxymasks, maseczki peel-off, Oczyszczająca #Shine like a Star, Rozświetlająca #Shine like a Pearl, Wygładzająca #Shine like a Princess, Nawilżająca #Shine like a Dimond
Wszystkie maseczki mają przepiękne zapachy, wyczuwam w nich nutę jakichś męskich perfum, więc pewnie dlatego tak mi się podobają. Zapachy są wyczuwalne nawet po nałożeniu maseczek na twarz, a zapach staje się mocniejszy podczas zrywania ich z twarzy.
Niestety maski mają straszny problem z wysychaniem. Po 30 min i tak część była nadal mokra na czole i policzkach i tak było z każdą maseczką. Jakoś nie mam za bardzo problemu z tym z innymi maseczkami, więc nie wiem, w czym problem.
Zdzieranie (tej części która wyschła) jest bezbolesne. Po zdjęciu maseczki oraz zmyciu 'resztek' patrzyłam na efekty na mojej twarzy. Niestety maseczki mają ten sam jeden efekt - wszystkie tymczasowo niwelują świecenie się skóry. Plus jest taki, że maseczki nie mają negatywnego działania, ale nie ma oczyszczenia, ani rozświetlenia, ani wygładzenia, ani nawilżenia. Zwykły kolorowy klej wymieszany z brokatem Taka typowa insta-maseczka do robienia sobie selfie, żeby fajnie wyglądało. Może kiedyś zdecyduje się ponownie na kupno, ze względu na przepiękny zapach i mniejsze świecenie się skóry, ale poczekam na spoooorą promocję, bo moim zdaniem 5 zł za tak marny efekt to zdecydowanie za dużo.

Zobacz post

Selfie Project Maska do twarzy, Peel-off, Rozświetlająca, #Shine like a Pearl

Druga maseczka jest rozświetlająca peel-off. Kupiłam ją kiedyś z ciekawości, ale nie sprawdziła się. Po otwarciu czuć mocny zapach alkoholu. Maseczka bardzo ciekawie wygląda na twarzy, ale klejący brokat tylko podrażnił mi skórę. Miałam też problem ze zmyciem go 😂. Na następny dzień dalej się błyszczałam. Opakowanie z paczki oddałam koleżance, żeby przetestowała. Ja napewno do niej nie wrócę.

Zobacz post

Selfie Project Maska do twarzy, Peel-off, Rozświetlająca, #Shine like a Pearl

Maseczka Selfie Project peel-off z brokatem. Jej zadaniem jest intensywne nawilżenie i wygładzenie skóry, dzięki czemu będzie promienna. Wyciąg z perły odżywia i rewitalizuje skórę oraz dodaje jej naturalnego blasku. Pink Pomelo łagodzi zaczerwienienia oraz przywraca odpowiedni poziom nawilżenia. Cera staje się jaśniejsza, a jej koloryt ujednolicony.

Co ja mogę o niej powiedzieć to to, że maseczka bardzo dobrze przywiera do skóry i kiedy ją zrywałam to bolało Produkt spokojnie by starczył na dwa użycia, ale ja postanowiłam wykorzystać całą od razu.
Jeśli chodzi o jej działanie to nie jest powalające. Pięknie wyglada kiedy cała twarz jest w brokacie, ale nie wiele ma wspólnego z tym, co zapewnia nam producent. Owszem, nawilżenie jest, aczkolwiek nie takie jakbym chciała. Poczułam, że twarz jest odświeżona, ale było to krótkotrwałe. Twarz była zmatowienia i nie było w niej żadnego blasku.
Plusem jest to, że maska nie zawiera parabenów, SLS i SLES.
Uważam, że produkt tylko ładnie wyglada i to wszystko. Nie kupię ponownie tego produktu.

Zobacz post

Selfie Project maska shine like a pearl

Ostatnio zrobiło się głośno o maseczkach Selfie Project z brokatem. Zaopatrzyłam się w wersję różową i czarną podczas promocji i na pierwszy ogień poszła różowa.
Nakładanie to zmora bo maseczka jest bardzo lepka, ma żelową konsystencję i do wszystkiego się klei. Miałam problem z nałożeniem jej na twarz bo w momencie całe biurko było ubrudzone brokatem. Trzymałam ją na twarzy okolo 25 minut i gdzieniegdzie nie zdążyła całkowicie wyschnąć. Miejscami maseczka schodziła dobrze, ale resztki były ciężkie do zmycia. Największy problem miałam ze ściągnięciem gdzie przyczepiła się do moich włosów - w skrócie bardzo bolało.
Co do efektów to raczej pic na wodę, nie zauważyłam rozświetlenia ani innego pozytywnego działania na moją cerę. Jak najbardziej nadaje się żeby zrobić zdjęcie na Instagrama, innych zastosowań póki co nie odkryłam. Mam nadzieję że czarna sprawdzi się chociaż minimalnie lepiej niż ta. Plusem jest dość niska cena - koszt to 4,99zł.

Zobacz post

-

Selfie Project, Shine like a Pearl, Rozświetlająca maseczka peel-off. Wiele osób już się na nią skusiło pewnie z tego samego względu co ja - brokat. Co do jej działania nie jestem przekonana, ale strony wizualnej nie da się skrytykować. Domyślałam się, że nie ma co liczyć na działanie i w zasadzie tak jest. Może faktycznie skóra przez chwilę wygląda na jaśniejsza i zdrowsza, ale to by było na tyle. Jest to typowo instagramowy kosmetyk. Maseczka jest dosyć gęsta, rozprowadza się ją dobrze, problem zaczyna się przy wysychaniu. Po ponad 40 minutach w niektórych miejscach nadal była całkiem mokra i musiałam się trochę nagimnastykować przy zrywaniu, ale dla równowagi - plusik za to, ze zrywanie jej nie jest bolesne i nie podrażnia skóry. Sama maska również w żadnym stopniu nie podrażniła, ani nie uczuliła twarzy.

Zobacz post

-

Maseczka, która jak dawno żadna skradła moje serce.
Po nałożeniu na twarz nie mogłam napatrzeć się jak pięknie się mieni.
Najchętniej nie zdejmowałabym jej w ogóle.
Zapach lekko perfumowany. Konsystencja bardzo gęsta.
To co zobaczyłam po zdjęciu, sprawiło ze kupiłam kolejnych kilka maseczek z tej serii.
Dawno nie widziałam efekty po maseczkach na swojej twarzy. Po tej skóra mojej twarzy była znacznie wygładzona i napięta. Po nałożeniu ciężkiego podkładu skóra wyglada równie dobrze, bez efektu ciasteczka.
Różowa maseczka okazała się dla mnie hitem.

Zobacz post

-

Maseczka Selfie Project, Shine like a pearl. Nie wiem co mnie podkusiło aby zakupić tą maseczkę i chyba to był ten słodki brokacik w okienku od opakowania. Maseczka nakładała mi się dobrze, przez to że jest bardzo lepiąca nie spływała mi z twarzy i palców. Ten brokacik jest przeuroczy. Z działaniem jest już gorzej. Nie ma efektu rozświetlenia jedynie widzę leciutkie wygładzenie na twarzy.

Zobacz post

-

Nowy miesiąc i nowe opakowania, denko z lipca całkiem pokaźne i z dużym bublem. Trochę tego jest więc nie przedłużając:
Włosy:
L'oreal Elseve, magiczna moc olejków, lekki szampon odżywczy - producent zapewnia lekkie odżywienie bez odżywienia, z tym się nie do końca zgodzę, szampon nie należy do lekkich chyba że mowa o samym odżywieniu - jest lekkie, ale ma już skłonności do obciążania włosów. Zużyłam, nie było tragedii, nie podrażnił skóry głowy, wielbicielom kokosa na pewno spodoba się zapach, który całkiem długo się utrzymuje. Trafił do mnie do testów z wizażu.
Schwarzkopf Gliss Kur Ultimate Repair, maska 'przeciwdziałanie zniszczeniom' - maska, która jest bardziej hitem mojej siostry niż moim, ale ja też ją lubię. Jej włosy są mocno problematyczne - przesuszone i bardzo łatwo je obciążyć, maska pomaga sprawia, ze włosy są miękkie, mniej się plątają i wolniej przetłuszczają. U mnie działanie jest bardzo podobne z tym, ze ze swoimi włosami nie mam większych problemów.
Venita 1-Day colour, koloryzujący spray do włosów - kolejne opakowania sprayów, o nich już nie będę więcej pisać, bo pojawiają się wspominałam o nich nie raz.
Batiste Original, suchy szampon do włosów - to już chyba klasyk w większości kosmetyczek. Sprawdza się jak trzeba - pomaga z nadmiarem sebum i z odświeżeniem włosów w nagłych wypadkach.

Ciało - pielęgnacja, depilacja:
Yope herbata i mięta, naturalny krem do rąk - małe hate and love. Krem sam w sobie jest fajny - przyjemnie nawilża, jest wydajny, bardzo ładnie i oryginalnie pachnie, ale opakowanie.. Jest śliczne, ale używa się go koszmarnie. Miałam nie mały problem z zakręcaniem opakowania i własnie za sprawa opakowania nie mam ochoty do niego wracać.
Isana Gol,den Beauty, żel pod prysznic - przyjemny żel o bardzo charakterystycznym zapachu, który nie każdemu przypadnie do gustu. Jest dosyć ciężki, bursztynowy, mi się podoba, ale pod koniec zaczął już trochę męczyć.
Balea Peach Love, Rasiergel - żel do golenia nad którego pustym opakowaniem ubolewam, jednak już idzie do mnie kolejne! Jego jedyną wada jest dostępność jak większości kosmetyków Balea. Poza tym jest genialny - dobrze się pieni, ślicznie pachnie i daje odpowiedni poślizg maszynce.

Twarz i usta:
Eveline Collagen booster, błyskawicznie wygładzający krem na dzień - oto i nasz bubel. Początkowo wyglądał ładnie i byłam z niego zadowolona, ale później zaczął się koszmar.. Tak okropnie mnie zapchał, że całą twarz miałam w paskudnych, ropnych wypryskach. Jestem pewna że to on, bo po jego odstawieniu stan skóry powoli wracał do normy. Dlatego jest to pierwszy kosmetyk, który leci bez szukania innego zastosowania.
Selfie project, rozświetlająca maseczka peel-off #shine like a Pearl - dawno nie było w denku saszetek, ale tym razem postanowiłam jedną zostawić, bo produkt jest bardzo ciekawy. Nie robi nic wielkiego, ale przyznam szczerze że i tak pokładałam w niej niewielkie nadzieje, byłam przekonana, ze tylko będzie wyglądać, a tu proszę - nie robi krzywdy, delikatnie rozświetla i wygładza skórę.
Blistex, Classic Lip Procector - pomadka do ust, którą kupiłam z polecenia i okazała się strzałem w 10. ma bardzo przyjemny, jakby waniliowy zapach, dobrze nawilża i mimo że jest mięciutka to jest tez bardzo wydajna.
Avon Ideal flawless, podkład matujący - zwyklaczek z lekkim kryciem, raczej dla osób niewymagających, nie paluję do niego wracać.
Organic shop apricot & mango, gentle face peeling - bardzo ubolewam nad tym, ze się skończył i będę polować na następną sztukę! Ratował mnie w kryzysowych sytuacja - idealnie wyciągał wszystko to co kotłowało się pod skóra i nie mogło się wydostać na zewnątrz.

Paznokcie:
Rosalind 02 - biały lakier hybrydowy, jeszcze trochę mi go zostało, ale już jest nie do wydobycia. lakiery Rosalind bardzo lubię, ale po czasie mam wrażenie że tracą na pigmencie i robią się wodniste, aktualnie kupiłam biały z innej ( drogeryjnej ) firmy.
NeoNail Dry Top - jest to już drugie moje skończone opakowanie i będzie ich więcej. Zdecydowanie jest to top z którego korzysta mi się najprzyjemniej.

Zobacz post

-

Dawno nie byłam w Rossmannie, więc postanowiłam to zmienić i właśnie dziś się wybrałam na małe zakupy. Na chwile obecną mam jeszcze końcówki zapasów, więc nie potrzebuję więc. Kupiłam 2 pachnące cuda z Isany - od jakiegoś czasu nie używam innych mydeł do rak, chyba że coś wpadnie przypadkiem, a do zeli bardzo często wracam - tanie i dobre. Podpaski i box chusteczek to coś co kupuje ciągle i w sumie nie wyobrażam sobie jak mogłoby być inaczej, tak więc dziś też się znalazły. Maska wpadła do koszyka bardziej z inicjatywy siostry niż mojej - t ona jest włosową maniaczka, ja tylko korzystam z tego co ona wybierze, ale maska fajnie się sprawdza, a jest to już kolejne opakowanie w naszej łazience. Pozostałe kosmetyki to dla mnie zupełne nowości. Kremik z Eveline wygląda przesłodko i musiałam go kupić, jednak będzie zaplombowany czekał na swoją kolej. Glitterowe maseczki zostały dzis juz wypróbowane, rewelacji się nie spodziewałam, ale były całkiem fajne. No i 2 lakiery hybrydowe - Eveline i Wibo, jako hybrydomaniaczka musiałam w końcu przetestować. Z eveline wybrałam kolor biały, bo mój Rosalind sięga już dna, a z Wibo - ciemne bordo.

Zobacz post

selfie project maska do twarzy peeloff rozswietlajaca shine like a pearl

Rozświetlająca maseczka peel-off  #Shine like a Pearl, która ma na celu wygładzić i rozpromienić skórę. Maseczka zapakowana w różową saszetkę, która przykuwa wzrok otworem dzięki któremu widać brokatową maseczke. Maseczka posiada wyciąg z Perły & Pink Pomelo, maseczka jest przeźroczysta z dodatkiem brokatu i większych świecących kuleczek. Maseczke fajnie się nakłada, wielki plus za to że maseczke się ściąga a nie spłukuje. Po ściągnięciu twarz stała się gładka z czego jestem bardzo zadowolona, ta maseczka to cudo!. Maseczki z tej serii są genialne, można się zakochać tym bardziej że nakładanie tak brokatowej maseczki to sama frajda.

Zobacz post

selfie project maska do twarzy peeloff rozswietlajaca shine like a pearl

Któż o niej nie słyszał, prawda? Internetem zawładnęły galaktyczne maski od Selfie Project i trudno się temu dziwić!
Inspiracją niewątpliwie były Glitter Mask od Glam Glow, zresztą dużo droższe. Marka na pewno chciała stowarzyć coś podobnego, tańszego (4,99 złotych), dostępnego w drogerii (Rossmann), aby i Polki mogły się z takiego maseczkowego błysku cieszyć!
Według mnie to zwykły bajer. Raczej jednorazowa przyjemność, fajna zabawa, a nie coś, co włączymy do swojej codziennej pielęgnacji.
Maseczka zaczyna zasychać po 10 minutach, po dwudziestu możemy zdjąć lub.. siedzieć w niej, jeśli ciągle nie udało nam się perfecyjne selfie na Instagrama.
Producent oferuje same rewelacje: wygładzona skóra, promienna cera, intensywne nawilżenie, odżywienie i rewitalizacja, naturalny blask, złagodzenie zaczerwienia, jaśniejsza cera, ujednolicony koloryt.. no serio, przepisuję z opakowania i aż mi się chce śmiać. Wszystko brzmi pięknie, ale w praktyce to skóra jest tylko trochę miękksza (przy odpowiednim oczyszczeniu i tonizowaniu wcześniej), może minimalnie rozjaśniona. Więc jeśli macie nadzieję, że przepowiednie z opakowania się sprawdzą, to nie ma się co łudzić.
Ps: zdejmowanie nie boli, może skóra się trochę naciąga. Buziaki i do następnego!

Zobacz post

-

Ostatnio sporą popularność zyskały nowe brokatowe maseczki Selfie Project. Mi udało mi się upolować 3 z 4 dostępnych, mam jednak nadzieję, że i czarną uda mi się kupić.
Na pietwszy ogień poszła maseczka rozświetlająca #Shine like a Pearl. Zawiera ona wyciąg z perły i różowe pomelo. Maseczka ma gęstą, glutowatą konsystencję, jednak na twarzy rozprowadza się łatwo. Gorzej jest ze zmyciem jej z rąk, no ale mniejsza z tym. Maseczka zawiera w sobie sporo brokatu i takich srebrnych kółeczek, które dodają jej uroku. Ma przyjemny zapach, który jednak szybko się ulatnia. Po około pół godziny można ją zdjąć. Jest to całkiem łatwe, maska schodzi w kilku kawałkach. Buzia jest po niej wygładzona, oczyszczona. Skóra odzyskała swój naturalny blask, jest rozpromieniona. Mam nadzi, że pozostałe wersję sprawdzą się tak samo dobrze.

Zobacz post

-

Kolejna maseczka Selfie Project - Shine like a Pearl, czyli Rozświetlająca maseczka peel-off.
Jako 2 poszła w ruch wersja różowa, jakie są moje odczucia?

Po pierwsze, pod względem zapachu, nie różni się niczym od czarnej wersji. W wyglądzie różni ją oczywiście kolor, ponieważ jest różowa i drobinki (zamiast gwiazdek, pojawiły się kółeczka). Maseczkę nakładało się tak samo ciężko jak poprzednią, przez swoją gęstą konsystencję i bardzo ciężko zmywało się z rąk. W tej kwestii również bez zmian. Drobinek jest nadal tak samo dużo, tak samo dobrze wyglądają i ma się ochotę ciągle na nie patrzeć. Ściągnięta oczywiście w 1 płacie, bez żadnych problemów, po 30min, bo dokładnie tyle zastygała na twarzy.

Z działania jestem zadowolona. Przebarwienia zmniejszyły się, są prawie niewidoczne, cała skóra stała się jasna i rozpromieniona. W dotyku gładziutka. Z pewnością nie jest nawilżona i po jakimś czasie, stosuję po maseczce krem. Kolejny raz, jestem bardzo zadowolona.

Zobacz post

-

Ok, przyznaję, poleciałam na wygląd i kupiłam sobie maseczki z brokatem . Maseczki są z firmy Selfie Project i dopiero co pojawiły się w Rossmannie. Mamy do wyboru 4 warianty:
- różową z wyciągiem z pereł i pomelo
- niebieską z kwasem hialuronowym i algami
- zieloną z zieloną herbatą i aloesem
- i czarną z węglem i quinoa.
Są to maseczki peel off, czyli takie które zastygają na twarzy. Każda ma mnóstwo błyszczących drobinek . Maseczki są oczywiście stylizowane na Glam Glow. Póki co wypróbowałam czarną, miałam z tym poczekać do jutra ale już się nie mogłam doczekać . Maseczka jest dosyć ciekawa, niestety jej kolor nie jest wybitnie intensywny, ale i tak na twarzy wygląda oryginalnie. Maseczki mają alkohol wysoko w składzie, więc raczej nie będą dobre dla cery wrażliwej, można też odczuwać pieczenie w czasie aplikacji. To co mnie rozbawiło to uwaga na opakowaniu, że alkohol jest surowcem naturalnym pochodzącym ze zbóż... no serio? . W każdym razie maseczki są interesującą nowością i z przyjemnością wypróbuję inne warianty .

Zobacz post
1 2 3