
Ocenianie czyjegoś stylu/wyglądu
Zastanawia mnie co sądzicie.
Załóżmy ,ze nie podoba wam się coś w czyimś stylu czy wyglądzie, mówicie to tej osobie wprost, mimo ,że nie pyta? Nie mówię tu o sytuacjach gdy osoba pyta i prosi o radę.
Beka z takich typiarek... Ja wczoraj usłyszałam 'po co się malujesz od tego makijażu będziesz mieć zmarszczki' Poezja czysta, poezja
Od początku liceum nie spotkałam się z negatywnym komentowaniem czyjegoś stylu w ostentacyjny sposób od razu skojarzyło mi się to z tym co @monawerona napisała "wieś śpiewa i tańczy", bo właśnie gdy wracam do domu na wieś zawsze znajdzie się jakaś nadgorliwa osoba gotowa do dawania porad, których nie potrzebuję miałam taką koleżankę, której zawsze się coś u mnie nie podobało: "w życiu bym w czym takim się nie pokazała", bo moje nowe buty były wg niej zbyt masywne, "ja to preferuję klasyczny styl a nie takie dziecinne ciuchy"- kupiłam zwiewną sukienkę na lato ona nie nosi sukienek, ba całe lato chodzi w spodniach , "ten naszyjnik to jak dla psa" nosi tylko jedną parę kolczyków i zegarek z alie, które jej ostatnio pokazałam. Zdarzyło jej się też komentować przy moim chłopaku jakie to beznadziejne prezenty mi daje- mi się podobają, bo on zna mój gust i wie, że lubię praktyczne, ładne rzeczy zamiast bibelotów. Ogólnie dziewczyna była mega zakompleksiona, bo nawet po jakimś czasie między zdaniami potrafiła mi wyrzucać, że czasem piję drinki zamiast tak jak ona piwo i czystą wódkę, a "to takie... no bez obrazy". Jeśli potrzebuję pomocy to pytam zaufane osoby, które mnie dobrze znają. Sama nigdy nie komentuję takich rzeczy, bo uważam to za totalny brak ogłady i prostactwo. Zdarza mi się dawać porady najbliższej rodzinie, ale sami o to proszą i jest to naturalne. Jeśli ktoś znajomy ma rozmazany makijaż to zawsze powiem, bo sama byłabym wdzięczna, że nie muszę chodzić z szminką na nosie, ale komentowanie stylu i namawianie do jego zmiany jest karygodne jeśli jedynym warunkiem jest to, że akurat ja mam inny styl i ktoś ma się dostosować, żeby mi się podobać
Zależy kim ta osoba jest dla mnie. Bo potrafię mówić wprost, jeśli mnie się coś nie podoba. Przykład: Okropna biała czapeczka ala na golfa mojego przyjaciela. Nienawidzę jej i otwarcie mu to mówię. Mam nadzieję, że wreszcie ją wyrzuci. :c
1. Nie mam za bardzo kontaktu z ludźmi.
2. Ludzie raczej na mój temat mogliby puszczać nieprzyjemne (acz prawdziwe) komentarze.
3. Już nie takie rzeczy mnie w życiu nie obeszły, jak czyjś strój/makijaż/cokolwiek.
4. Jak czegoś nie kumam, to mogę się naśmiać z siostrą, bo ona nie kuma tego samego.
5. Uwielbiam passive agressive. Sory, nic na to nie poradzę.
Bliskim zdecydowanie więcej można powiedzieć. Ale i tak trzeba pamiętać, żeby kogoś nie urazić. Nasza ocena to w końcu nasza ocena, każdy może myśleć inaczej i trzeba brać to pod uwagę. Jestem fanka relatywizmu
Bliskim osobom tak, ale tylko kiedy mogą się skompromitować - np zbyt ciemny/czy pomarańczowy podkład, ubranie baardzo niedopasowane do figury itd
Ale jeśli chodzi tylko o to, że coś mi się nie podoba, bo po prostu nie jest w moim stylu, to nie.
Krytykuje (oraz chwalę!) tylko rodzinę, przyjaciół i mojego faceta, jeśli chodzi o wygląd. Reszta mnie nie obchodzi, choć w skrajnych przypadkach lubię się pośmiać Lublin miastem inspiracji i można znaleźć naprawdę perełki jeśli chodzi o styl ubierania np
Bez pytania się nie odzywam, a i jak ktoś pyta jestem ostrożna w opiniach. Takim gadaniem można kogoś bardzo zranić, po co? Sama też nigdy nie słyszę, żeby ktoś źle mówił o moim wyglądzie.
Ogólnie złota zasada jest taka, że jeśli ktoś nie może poprawić jakiegoś mankamentu w swoim wyglądzie w 5s, to o tym nie powinno się wspominać. Rozmazał się tusz, masz coś na zębach? Pewnie. Źle dobrany podkład, pryszcz na czole? Po cholerę? Co ta osoba ma zrobić z tą informacją? Biec do łazienki zmyć makijaż albo zarzucić burkę na twarz? Jakoś nie mam przyjemności w tym, żeby komuś psuć humor/obniżać samoocenę bez powodu. Każdy ma lustro w domu i wie jak wygląda. Ta osoba albo wie, że ma problem, albo jej to nie przeszkadza. W żadnym wypadku nie ma szansy na to, żeby coś zyskać, jedynie stawia się samego siebie w złym świetle.
Nie interesuje mnie to jak inni wyglądają. Swoje pomyślę,ale zachowuje dla siebie bo co mi do tego co kto lubi ubierać bądź jak się malować.... Jedynie chłopakowi czy przyjaciółce mogę powiedzieć z dobrego serca,że coś moim zdaniem nie pasuje w ich wyglądzie.
Zauważyłam jednak coś istotnego-osoby,które dobrze wyglądają, są zadbane i pachnące nigdy nikogo głośno nie komentują. Za to Ci,którzy lustra chyba nie mają co chwila plotkują o wyglądzie innych.....
To, że nie komentujemy u obcych, to raczej oczywiste, tak powinno być. U bliższych znajomych zdarza mi się powiedzieć coś wprost, ale nie mówię tu o takich rzeczach jak styl ubierania - ktoś kiedyś powiedział bardzo mądrze, że o gustach się nie dyskutuje, i to zdanie naprawdę niektórzy powinni sobie gdzieś zapisać i zapamiętać. Bardziej chodzi o sytuacje, gdy na przykład koleżanka pomaluje włosy na blond i wyjdzie jej totalne żółtko - myślę, że nie ma nic złego w powiedzeniu wprost, że wygląda niekorzystnie.
Jeśli zapyta co sądzę, to odpowiadam szczerze.. ale za zwyczaj nic mi do tego jak ktoś się ubiera i w sumie nie interesuje się tym zbytnio
No chyba, że ktoś bardzo przegina z ubiorem, typu, że widać cały biust czy pośladki, zwłaszcza w nieodpowiednim miejscu, jak choćby szkoła/uczelnia, to wtedy próbuję zwrócić jakoś sugestywnie uwagę - choć nie wobec każdego, bo jak wiem, że to może doprowadzić do fochów czy kłótni, to wolę zatrzymać to dla siebie
Osobom, które znam zdarza mi się coś powiedzieć, ale nie w przypadkach, kiedy mi się coś nie podoba, a raczej w sytuacjach typu "masz za ciemny podkład" Albo jak ktoś mnie pyta o zdanie to wtedy się wypowiadam, ale w delikatny sposób
Próbuje powiedzieć delikatnie, bo sama nie cierpię jak moja przyjaciółka wywala do mnie - Jezu weź jak ty wyglądasz co ty masz na mordzie - tak dosłownie tak mi mówi. Czasem też uwagi zachowuje dla siebie - moja kuzynka jak się ubierze to wieś tańczy i śpiewa, zawsze ojciec mnie wyręcza w uwagach, bo ona niby to wypuści drugim uchem, ale za kilka dni zadzwoni i zapyta czy serio wywalić te buty czy coś.
Ja nie mam zwyczaju mówienia komuś, że coś mi się nie podoba w jego wyglądzie/makijażu czy ubraniu.
Co najśmieszniejsze, ja nie mogę wyglądać źle w ciągu dnia, mój makijaż i włosy MUSI być 24h/7 nienaganny, jak mnie urośnie pryszcz co każdemu normalnemu człowiekowi się zdarza to jest to sensacja dnia 'co Ty tam masz, to pryszcz?' 'nie możesz tego zakryć?' 'ale on ogromny' nie wiem po co te komentarze, na prawdę... najbardziej denerwuje to, że nie może zwrócić tego uwagi jedna osoba, a wszyscy muszą rozmawiać o moim pryszczu na czole @Malinowa92 Wiadomo, że ja mam gorsze dni i mnie też cień się osypie na policzek czy szminka na zęby rozmaże, samo życie.
"Żyj i daj żyć innym" Dla mnie to trochę nietakt, podejść jak gdyby nigdy nic do jakiejś osoby i powiedzieć coś w stylu "ej, brzydkie masz spodnie". Inaczej oczywiście ma się sytuacja, gdy ktoś rzeczywiście poprosi o opinię
Zależy czy to jest dla mnie bliska osoba. Jak obca to nie komentuje jej wyglądu chyba, że coś mi się w niej podoba. Dla bliskiej osoby np. przyjaciółki mówię w prost jeżeli coś mi się nie podoba, ale w taki sposób by nie odebrała tego jako złośliwego komentarza. Mnie denerwuje jak jakąś dziewczyna zwraca mi uwagę np. dotyczącego makijażu, a sama nie potrafi się pomalować. Ostatnio miałam taką sytuację, że dziewczyna powiedziała że mam za grube, brzydkie brwi a sama miała niewyregulowane, zarośnięte i krzywe. Na dodatek miała też lekki wąsik.
Obcy ludzie mnie nie interesują, zdarza mi się obgadać, ale tylko totalne bezguście, bo w zasadzie co mnie to obchodzi kto jak wygląda. Ze znajomymi bywa różnie, nie oceniam raczej, ale zapytana mówię prawdę. Jestem uważana za szczerą osobę, mówię wprost, nie koloruję rzeczywistości. Albo powiem wszystko albo nic. A do najbliższych mówię o wszystkim, czasem się oburzają, że po nich jadę Moje teksty powalają na kolana