Kulturalne narzekanie na rzeczywistość! Uwaga - zawiera offtopy!
Strona 27 / 2920
Czy wszyscy ludzie muszą ciągle odgadywać innych? Mam wrażenie, że u mnie w pracy to co druga osoba nadaje na każdego 😑 Czasami już mi uszy więdną.
Od kilku dni boli mnie tak brzuch, że zginam się w pół i ledwo wstaje z łóżka. Normalnie nie chce mi się i nie mam siły. Żeby nie było od początku stycznia budzę się o 7/8 rano najpóźniej bez budzika.
Jakby mi jelita się kręciły.
Ja też mam kocurka przygarniętego z ulicy, żal mi tych wszystkich biednych kociaków które nie mają ciepłego domu i pełnej miski...
Serce się kraje na samą myśl 💔 Od razu myślę o mojej kotce, bo też ją przygarnęłam pod swój dach 🥺
Właśnie nie wiem co się stało, jak zobaczyłam że samochód pojechał dalej a ona jeszcze się turlała to odetchnęłam z ulgą że zaraz wstanie i pobiegnie dalej... Biedny kociak😭 a jeszcze kilka dni temu rozmawiałam z partnerem o tym że chciałabym zabrać ją do domu...
Ja od razu jak czytam takie rzeczy to mi łzy same napływają do oczu, a co dopiero być przy tym 😢 Biedna może miała zawał serca czy coś 😞😭
Jest mi tak strasznie przykro... Na moim osiedlu biegała najprawdopodobniej bezpańska kicia, być może ciężarna bo wyglądała jak kulka. Tuliła się, zawsze wracając ze sklepu ją głaskałam, ludzie ją dokarmiali. Przed chwilą spotkałam ją, siedziała w krzakach. Pogłaskałam, akurat miałam w torbie karmę kupioną dla mojego kota. Pomyślałam że nakarmię ją ale zaraz, zaniosę tylko zakupy i wrócę z karmą. Gdy odchodziłam kicia szła przy mojej nodze i przytulała się. Zawróciła, ja odeszłam kilkanaście metrów i zobaczyłam jak kładzie się na środku osiedlowej drogi i turla w śniegu. Wtedy odwróciłam się sprawdzić czy nie idzie za mną i zobaczyłam że jedzie samochód. Przejechał tuż nad nią, nie po niej, koteczka była między kołami. Gdy samochód odjechał jeszcze widziałam jak się rusza, często kładła się na śniegu a ta droga nie jest ruchliwa. Wróciłam po chwili, kotek leży w tym samym miejscu ale już się nie rusza... Martwą kotkę zdjęłam z drogi i położyłam na poboczu. Mam ogromne wyrzuty sumienia że gdybym jej nie zawołała to by żyła. Byłam ostatnią osobą która ją pogłaskała, nie wiem czy ten samochód który przejechał nad nią na moich oczach jakimś cudem ją potrącił, ale do domu wróciłam z karmą w ręku i że łzami w oczach. I z poczuciem winy że mogłam coś zrobić. Nawet nie zdążyłam jej nakarmić.
Brak snu plus najtrudniejszy tydzień w roku w pracy sprawił, że nie byłam nawet w stanie dokończyć dziś treningu 😭
Jestem uziemiona. Na podwórku mam lodowisko dosłownie, a jedna ściana w bramie jest pokryta lodem. Musiałam po raz kolejny odwołać zajęcia z dzieckiem bo mnie Elsa z Krainy Lodu nienawidzi.
totalnie mnie zasypało. Jakby nie auto z napędem na 4 to nie wyjechałabym z domu. ;/
Taki ładny mi chleb wyszedł, ale zapomniałam się i otworzyłam za szybko piekarnik i opadł 🙈
Może po prostu wiek robi swoje 🙈 albo zaniedbałam aktywność i teraz ciężej wdrożyć się w ten rytm, pewnie dużo jest opcji, jak stanie się to normą, to zacznę się martwić. Chata też zapytam, w sumie czemu nie 😁Dzięki za wzmiankę o aminokwasach, poczytam o tym ☺️
Nie wiem, może chat gpt zna odpowiedź ja od jakiegoś czasu stosuję jakiś specyfik (aminokwasy o coś tam jeszcze) - taki proszek rozpuszczalny w wodzie - piję w czasie treningu i nie ma zakwasów albo są lekkie.
Kiedyś uwielbiałam zakwasy, uczucie było mocno odczuwalne, ale przyjemne, a teraz czuję się jak obolała staruszka 🙈 co się zmieniło? 😅
No dokładnie, żeby takie problemy były w życiu jak nie napisanie z imienia i nazwiska na zaproszeniu to by było dobrze 🙈😀 Też bym w życiu nie zadzwoniła z takim czymś.
Lepiej pisać z osobą towarzyszącą, wiem z doświadczenia. My zaprosiliśmy jedna parę pisząc ich oboje z imienia i nazwiska, byli razem 7 lat, a oni miesiąc przed naszym weselem sie rozstali..
Dokładnie, w życiu bym nie wpadła na taki pomysł 🙈 Totalnie się tym nie przejmuj, to tylko świadczy o niej 🙈
Serio? U nas zawsze pisali na zaproszeniu z osobą towarzyszącą chyba, że już byli po ślubie i nikt o to pretensji nie miał 🤔
Też tak uważam Ja zawsze byłam zapraszana jako osoba towarzysząca, mimo bardzo długich stażów związku (które później się rozpadały) i nigdy nie było to dla mnie problemem.