Kulturalne narzekanie na rzeczywistość! Uwaga - zawiera offtopy!
Strona 257 / 2920
Ja takiego breakdance'a miałam w zimę. Pyk, pyk i gleba. Nie wiedziałam kiedy i co się w ogóle stało
Pracowałam kiedyś na Kaszubach i miałam koleżankę która dobrze mówiła po tym języku. Zazwyczaj szła na tył i narzekała na klientów po swojemu 🤣 kompletnie jej nie rozumiałam...
Takiej sieroty jak ja to chyba nie ma. Idę sobie do pracy spokojnie i nagle leżę jak długa. 🤣🤣🤣 Zaczepiłam butem o schodek i się wywaliłam. Pierwsza moja myśl to czy porwałam spodnie, bo nowe 🙈🤣 "na szczęście" zdarłam jedynie skórę, a spodnie są całe 🙈🤣
Pamiętam jak w szkolnej książce miałam grafikę z kaszubskimi nutami! 😄 To mi się spodobało 😂
W weekend był niemiłosierny skwar i duchota po 34 stopnie. Od wczoraj zimno i deszcz i ma byc jeszcze zimniej -.-'
U mojej babci od strony mamy to zawsze rozmawiało się po kaszubsku i też nie wszystko dało się zrozumieć 😅Wszystkie ciotki co przyjeżdżały czy moja mama i jej rodzeństwo rozmawiali po Kaszubsku tak było na wioskach ,że język kaszubski był jednak obecny 😅 z drugiej strony dziadkowie od strony taty też mówili po kaszubsku ,ale też mówili po polsku normalnie 😅 Chociaż u nas na Kaszubach starają się, żeby ten język dalej był obecny i nawet w szkole jest język Kaszubski moja córcia na niego też uczęszcza. 😊
haha jak byłam mała, to czasem moja "polska" babcia mnie nie rozumiała, jak używałam śląskiego
Mam ciarki żenady jak słyszę chłopacy, nadal nie wierzę że to zaczęło funkcjonować jako dopuszczalna forma 🥺
U mnie w pracy tylko te osoby, które są z sąsiadujących niemalże ze sobą wiosek używają tych słów zamiennie i tak mi się od razu skojarzyło, że to regionalizm 🤔 Oczywiście każdy może mówić jak chce/jak był uczony, ale nie lubię jak później ktoś się denerwuje, że człowiek go nie rozumie. A ciotek i wujków ze Śląska już w ogóle nie rozumiem 😂
Jak ja nie cierpię tego słowa chłopacy, przecież to brzmi fatalnie...
Nie są to synonimy. To raczej jakaś mało komu znana mowa potoczna.
Jeśli cos błędnego jest używane często, w końcu jest zmieniane na dopuszczalne/w uzusie/potem w normie… tak jak chłopcy i CHŁOPACY.
Język jest dla nas i ma się zmieniać dla ludzi, nie odwrotnie
To może tego typu użycie to już jakiś regionalizm? Tak jak używanie "dla mnie" i "mi" w gwarze białostockiej.
"zanik celownika, zamiast którego używa się konstrukcji z przyimkiem „dla” (np. kup dla mnie, daj dla babci, powiedz o tym dla Marka)"
Dla mnie to błąd i brzmi dziwnie, ale ludzie tak mówią, więc pewnie inni używaj szybciej i też okoliczne społeczeństwo kuma o co chodzi.
Tak naprawdę to ja też. 😀
Aż jestem pod wrażeniem wręcz, że ja nigdy wcześniej się z tym nie spotkałam, a mieszkałam przez 5 lat w Holandii i miałam styczność z naprawdę sporą ilością ludzi z różnych zakątków Polski. 😀
Dobrze znalazłaś, język potoczny to nie jest normatywna i wzorowa polszczyzna, a nawet nie uzus… więc nie do końca można powiedzieć, że to synonimy. Jesli ktoś coś napisze nowego dla nas nie oznacza z góry, że ma rację - tak dygresyjnie dopowiem 😂
Właśnie ja też chwilę się nad tym musiałam zastanowić, bo już miałam w głowie takie pytanie: "szybciej od kogo?" 😅
To już przesada. Zrobić to szybciej, czyli np. wczesniej niż jakiś X termin, ale to co napisałaś rozwaliło mi czachę 😂