Kulturalne narzekanie na rzeczywistość! Uwaga - zawiera offtopy!
Strona 1893 / 2920
Mam kumulacje złości... Musiałam zmienić agencje z facetem i teraz zastanawiam się co dalej. Pierwsza agencja okazała się porażką, bo nie dostaliśmy normalnej lokacji, tylko byliśmy na tymczasowym mieszkaniu koło biura, które znajdowało się w szczerym polu. Do sklepu było 5 km. Sklep mały i drogo, a do tego nie mogliśmy wziąć rowerów, żeby do niego pojechać.Do pracy było 80 km i pracowaliśmy różną ilość godzin, więc czasami nie było nawet siły iść do tego sklepu. Na tymczasowym mieliśmy być 2-3 tygodnie, bo koordynatorka stwierdziła że nie ma zamiaru robić w razie W przeprowadzek. To trafiliśmy przez inną agencje na cebulki tulipana. Niestety skończyły się po 5 tygodniach. Mieliśmy od razu iść na inne cebulki, ale okazało się, że w naszym regionie nie ma pracy. Mamy rezerwę już drugi dzień. W poniedziałek i wtorek mamy rzekomo iść na pole, a środa, czwartek i piątek na magazyn. Jestem zła, bo dziewczyny obok nas zostały przeniesione w inny region i mają stałą pracę,a my czekamy na przeprowadzkę i nic cisza. W poniedziałek dzwonimy zapytać, czy nas przenoszą, a jeżeli nie, to w piątek zamawiamy busa na sobotę i wracamy do Polski. Nie ma sensu siedzieć skoro godzin jest strasznie mało. W dodatku jest, tyle potrąceń, że szkoda gadać. Pobierają opłatę nawet za pralnie, ale my pierzemy sami ręcznie, bo dla mnie, to już przegięcie 😤😤
Trzeci dzień bolą mnie zęby po zmianie gumek i drutów. Na szczęście niewiele już zostało do poprawy.
Ja mam to samo sobota i niedziela po 11 godzin (może ciut więcej), na dodatek są upały (dziś było 37 stopni! )
Pociesze cię tym że że pracuje każdy weekend sobote i niedziele po 11😀
Damy radę! Mi tylko trzy teraz zostały, ale nie wiem czy po siłowni będę miała siły i światło na zdjęcia
mi dwie ale po co codziennej tyrce po 14h w pracy mój mózg dziś po 5h w pracy i tak nie wyrabia
A lekarze to swoją drogą. Moja babcia miała zabiegi rehabilitacyjne jakoś na początku lipca. Codziennie ta sama ankieta covidowa. Poczekalnia wyłączona z użytku, każdy wchodzi osobno, więc czekać trzeba przed drzwiami wejściowymi do przychodni w tym upale..
Dokładnie! Ja nie pozwalam sobie na szaleństwa, ale małymi krokami wracam do życia. Najbardziej stresująca była dla mnie podróż pociągiem, bo większość ludzi w ogóle nie miało masek, a podróż nie była krótka. Ale trudno. Byłam też na piwku na ogródkach, już ze 2 razy, zawsze idę w godzinach wczesnych, a jak robi się tłoczno to już dawno jestem w domu. Zawsze siadam na ogródku, w odległości od innych. Byłam też w second-handzie ze dwa razy. Często dezynfekuję ręce, nie przymierzam nic przez głowę. Maseczkę mam cały czas na nosie. Za to niemal boję się wchodzić do biedronki, bo ludzie tam mają totalnie wywalone i ja np. stoję za kimś 2 metry, a osoba za mną jakby mogła to by mi na głowę weszła. Obsługa bez maseczek, wszystko brudne, na pieczywie nikt nie używa rękawiczek jednorazowych.
Ja również myślę, że nie ma co popadać w paranoje - wszystko jest dla ludzi. Trzeba uważać, zachować dystans i korzystać z życia. Mnie na przykład bardzo męczyło siedzenie w domu - mało wychodziłam przez ostatni miesiąc ciąży, później urodziłam i wychodziłam jedynie na krótki spacer, a później koronawirus się pojawił i przez miesiąc nie byłam na swiezym powietrzu nie licząc balkonu. 😅 Także spędziłam w domu prawie pół roku. 🤦🏼♀️ Moje zdrowie psychiczne zostało mocno nadszarpnięte, więc myślę, że nie zabije mnie wyjście na basen czy siłownię, jeśli zachowam wszelkie możliwe środki bezpieczeństwa. 🥰
No ja akurat nie byłam na siłowni od marca lub lutego i nie żałuję że dzisiaj poszłam. Bez problemu dało się zachować dystans, wszędzie dostępne środki do dezynfekcji. Nie rozumiem dlaczego ja miałabym nie iść na siłownie, z zachowaniem wszystkich środków ochrony, a na weselu może bawić się 150 osób z całej Polski a nawet Europy . W każdym sklepie noszę maseczkę, która zasłania nos i usta, dezynfekuje ręce, nie dotykam tego czego nie kupię. W pociągu przez całą drogę miałam maseczkę, to dla mnie nie jest problem. Nie uważam, że moje pójście dzisiaj na siłownie z zachowaniem zdrowego rozsądku jest gorsze od ludzi, którzy mają problem z założeniem maseczki do sklepu na 10 minut, albo typów, którzy maseczkę ściągają, żeby sobie kaszlnąć. W sklepach to już nawet sprzedawcy nie noszą masek. Ale przecież Morawiecki powiedział, że nie ma się czego bać, że pokonaliśmy wirusa... Trzeba żyć, bo wirus będzie z nami pewnie jeszcze rok, o ile nie więcej. A od początku pandemii dużo się o nim nauczyliśmy. Ja dbam o siebie i o innych jak mogę, w tym o swoje zdrowie psychiczne.