Kulturalne narzekanie na rzeczywistość! Uwaga - zawiera offtopy!
Strona 1474 / 2920
No właśnie, A. jedzie... Będę miała czas dla siebie i porobilabym parę rzeczy ale jestem tak zmęczona. 2 tydzień ciągiem pracuje jeszcze czwartek piątek po 12h, stopy mi wchodzą w tyłek... Na nocy dziś jeszcze bolał mnie kręgosłup, q jestem sama bo koleżanka operatorka poszła na urlop, a ja dostaję takich ludzi ze szkoda gadać.
Nie rozumiem, młodziutkie dziewczyny, a ruszają się jak muchy w smole i twierdzą że im się kręci w głowie. Ale jak latać co chwila z innymi gadać to nic im się nie dzieje. Ech, nie lubię ganiać ludzi, ale chyba nie mam wyjścia, bo w ogóle nawet 3/4 normy nie zrobimy. 😭
Teraz też chyba będę zostawać jak tylko się da, będę miała więcej kasy i więcej będę mogła włożyć w zdrowie.
Muszę drugi raz leczyć jednego zęba kanałowo bo poprzednia dentystka mi zepsuła i mam zapalenie. Nie stać mnie dać 1000zł, zwłaszcza, że zaraz zostanę bez choćby pralki a to priorytet. Ech.
Ja bym wzięła kapcia i go przez łeb. 🤷
Mnie ostatnio osa w pracy maltretowała. Najpierw usiadła mi na oku. Później zaczęła mnie całować 🤣 w sensie na ustach mi usiadła. Latała za mną jak napalona! Zapewne przez płukanki z octu i owocowe mgiełki. W końcu jak usiadła na ziemi to ją zdeptałam! No nie dawała mi żyć!
Właśnie tez o tym pomyślałam, że przecież jesteś w ciąży a ludzie zamiast Cię puścić to jeszcze się wpychają. Ja ogólnie nienawidzę takich kolejek zaklepanych (No chyba ze widze, że sytuacja wymaga odejścia) i nigdy się nie zgadzam na pilnowanie komuś miejsca. Kiedyś mnie babka zwyzywała, bo nie chciałam patrzeć czy przypadkiem ktoś za mna nie stanie. Jak chce jeszcze robić zakupy to niech się nie pcha do kolejki.
Jestem i to na samej końcówce... Nikt przede mną nie zauważył albo nie chciał zauważyć tego faktu, a mi się już z tymi ludźmi nie chciało wykłócać. Tyle postoje 😓
Poszłam na pocztę kolejka jak po mięso za PRL 🙄 jeszcze jakaś babka się puf z powietrza pojawiła i ona tu stała - ma szczęście że facet przed nią potwierdził...
EDIT: już ma wchodzić i nagle pojawia się obok niej jakąś inną baba drę się że jest kolejka... A ta baba że to jej mama i do mnie z tekstem ze cały czas siedziała na ławce obok i jakbym tyle nie patrzała w telefon to bym widziała...
Ławka kilometr dalej i ja mam wiedzieć kto jest jej krewnym i powinowatym...
Dopiero teraz zaczęłam odzywać. W weekend wcale nie odpoczęłam... A wczoraj już byłam w pracy i jak wróciłam to poszłam od razu spać.
Przeziębiłam się, w dodatku wystanie kilkunastu godzin w chłodni jest dla mnie olbrzymim problemem, mimo miliona warstw ubrań, jest mi okropnie zimno- uroki bycia zmarzluchem
Ja składałam w czerwcu cv do przedszkola, gdzie zmienia się dyrekcja i wiem, że będzie 6 wolnych miejsc. Nie chcieli ode mnie przyjąc CV a jeszcze się na mnie wydarli, że jest reżim kto mnie wpuścił, że CV nie przyjmują i bla bla. Pracuję od 5 lat w przedszkolu a poczułam się jak dziecko
Będę hejtowac dzisiaj siebie.
Mam kilka szaf do ogarnięcia w swoim pokoju - po prostu robi mi się w nich już taki bajzel, że szok.
W każdy weekend planuje te porządki, ale oczywiście wolę odpoczywać i sprzątać tylko po łebkach...
Nie potrafię się za to zabrać, może ktoś mnie zmotywuje?
Muszę...
I właśnie tym cię chcą kontrolować, poczuciem winy. To jest najprostszy i najgorszy sposób na kontrolę drugiego człowieka. Ponieważ czuje się, że podjęło się złą decyzje dla kogoś... a może jednak powinnam tak zrobić przecież im jest przykro. Jednak to twoje uczucia powinny być dla ciebie najważniejsze.
Zostaje, ale w głębi sumienie gryzie.
Mam wrażenie, że wszyscy próbują w koło wywołać u mnie poczucie winy.
Błagam piękna zostań przy swoim, zwłaszcza jeżeli twoi rodzice kontrolowali cię wcześniej. To się nie zmieni, niestety. Nie mówię tutaj, że ludzie nie potrafią się zmienić. Potrafią, ale kiedy mają dobry dla siebie powód do tego. Oczywiście to tylko moja opinia.
Dzwoniła matka. Chciała koniecznie żebym przyjechała dziś (idę na noc więc wykluczone), ale pytam o co chodzi. W końcu powiedziała po drugim telefonie, że ojciec ryczy i muszę z nią porozmawiać.
W końcu sam zadzwonił i że jak chce to mogę wrócić (w zeszłym roku sam dał mi 30dni na wyprowadzkę), że jak mam problemy to on mi pomoże...
Matka znowu jak ja ogarnęłam mieszkanie, bo ona chyba też chce. Jakoś jak mnie wyrzucali to nie zastanawiali się jak znajde mieszkanie, a teraz jeszcze chcą żeby im pomagać, chociaż wiem że i tak nigdy się nie rozejdą i zawsze będzie już tak samo.
Jak płakał nie powiem, zrobiło mi się przykro, ale twardo trzymałam na swoim.
I teraz mam rozterki, jak z A. Jak się z nimi pogodzę, to boje się, że znów "przejmą nade mną kontrolę", a ja tego nie chce.
Nie wiem czy poj chcąc i porozmawiać z nimi czy jeszcze odpuścić.
Podkresle, że prawdopodobnie żadne z nich nie było trzeźwe dzwoniąc do mnie.
Edit. Płakał bo ponoć matka mu powiedziała, że A wyrzuciłam z domu, a on nie ma jak mi pomóc. Ale nie wiem czym miałby mi pomóc...