Kulturalne narzekanie na rzeczywistość! Uwaga - zawiera offtopy!
Strona 2263 / 2893
Masakra jest taka duchota i parnota że myslalam że nie dotre do domu fajnie ze w nocy popadalo ale teraz to odparowuje i powietrze jest straszne do długiej intensywnej wędrówki.
Zaraz coś mnie trafi w tej pracy. Dorośli ludzie a zachowują się gorzej niż przedszkolaki.
Wybuchnę za moment i im apokalipsę zrobię 🤬🤯
Endometriozę można leczyć lekami hormonalnymi. Sama od kilku lat skutecznie jestem tak leczona. Jenak wszystko zalezy od stopnia choroby.
Już nie mogę z tym żłobkiem 🙄 Ma-sa-kra.
Znaczy nie zrozumcie mnie źle, bo się cieszę, że synek tam chodzi. Widzę, że zabawa z dziećmi sprawia mu radość, a też się powoli uczy, bo już dziś np. siedział z tyłkiem spokojnie jak trzeba było jeść.
Ale, że ja tam muszę siedzieć 🙄 o matko, no po co? Jeszcze zwłaszcza, że wiem, że mój syn to nie dosłownie ale "za rękę i na piwo" 🤪 jak się może bawić i brykać z dziećmi to on się nawet na mnie nie spojrzy...
Pierwszy dzień siedział godzinę tylko z panią i dwójką dzieci. Reszta wyszła z drugą panią do innej sali 🤷🏻♀️.
Dziś siedziałam z nim trzy godziny 🙄. Już były wszystkie, dosłownie siedem dzieci z grupy i dwie panie.
Pani się mnie pyta czy zrobić jakąś zabawę, że dzieci będą tańczyć. One znają tą piosenkę, będą ruszać rękami w górę i w dół, czy syn się nie przestraszy 🙃. Mówię, że powinien dobrze zareagować bo on lubi że mną też takie zabawy. W domu też tańczę z nim jakieś "koła autobusu" czy "głowa, ramiona". I jeszcze dwa razy się zapytała, że "nie wie jak on zareaguje" i ja jej powtarzam, że powinno być dobrze 🙃, ostatecznie stwierdziła, że "nie zrobi tej zabawy, bo może być dziko" 🙃 se myślę, to po co mnie pytasz, rób jak uważasz 🙄.
Jeszcze się okazało, że rano owszem dzieci dostają czorny chleb (😖), z serkiem ale już po południu muszę mu przygotować jedzenie 🙄. I wczoraj szwagierka wpadła na pomysł, żeby młodemu zrobić jakiś twarożek z owocami i do tego słodką bułeczkę, i w sumie wszystko. Dobrze, że jeszcze rano zapakowałam drugą bułkę i banana 🤷🏻♀️.
Pani jak dziś zobaczyła ten twarożek to miała takie "What the..." 🙄. Dzieciaki też miały takie typowe finger food typu pokrojony ogórek, paprykę, owoce, kawałek chleba... I młody wyciągał do tego rękę a na twarożek w ogóle nie spojrzał.
Pani do mnie, że jutro mam mu przygotować coś w tym stylu bo młody wyciągał do tego ręce. I niestety myślę, że to wina mojej teściowej 🥸, która go nauczyła, że wszyscy z jednej miski. Nawet jak mu jutro zrobię te kawałki jedzonka to i tak będzie chciał od innych i swoje im oddawał.
Jeszcze cały czas mam małą przy cycku
I jutro znów jadę 🙃 będę siedzieć jak dziś, tylko jutro mam wyjść na półtorej godziny 🙄.
Dzisiejszy dzień jest jakiś taki mdły. Od rana pada i chce mi się spać... Jeszcze miałam kilka spraw do załatwienia więc biegałam po Krakowie. A nie wzięłam parasolki i zmokłam.
Dzień pełen nieszczęść, a jeszcze się nie skończył!
Nocka w pracy była ciężka fizycznie. Wstałam o 12, nie zdążyłam nic zjeść żeby zdążyć na pociąg - jadę na zakończenie przedszkola mojego chrześniaka.
Po drodze na stację okazało się, że rozładowały mi się słuchawki, a nie wzięłam innych.
Pociąg przyjechał na stację planowo... Ale okazało się, że na trasie jest pożar i czekaliśmy na zgodę od straży na przejazd 🙈
Niech ten tydzień się kończy bo już mam dość 🤯 jaki poniedziałek taka reszta tygodnia, w poniedziałek dostałam list z urzędu podatkowego ze mam do zapłacenia duża kwotę, a najgorsze jest to ze nie z mojej winy ale dlatego ze ostatnio zmieniło się prawo podatkowe 🤷🏻♀️ wczoraj zaginął nasz kot którego do tej pory nie ma 😭 a dzisiaj rano dostałam zlecenie od nowego klient a teraz dostałam telefon ze nieaktualne 🤦🏻♀️
Ja się sama zastanawiam, czy może właśnie u mnie nie ma endometriozy, ale u mnie ciężko znaleźć dobrego ginekologa.
Mam ciężkie miesiączki, w wieku 14lat usunęli mi jajnik z krwotoczną torbielą, mam problemy z nogami, ciągle bolą i pieką, a ortopeda uznał że to wina mojej otyłości i płaskostopia. Jestem często rozdrażniona i się bardzo denerwuje, ale to też może być spowodowane usuniętą tarczycą. A ginekolog na bóle podczas stosunku polecił mi więcej seksu i tabletkę przeciwbólową przed stosunkiem. Wariactwo. Myślałam o ginekologu w Mariocie w Wawie, ale jak patrzę na opinie o tych lekarzach to nie wiem czy warto tłuc się po Warszawie, której de facto nie lubię.
Nie wiem już sama co będzie lepsze. A co jeśli jednak leczenie mu pomoże? Nie chce go zostawiać w takim stanie. Wiem że to głupie. Może wyzdrowieje i sam dojdzie do wniosku, że lepiej będzie żebyśmy się razem nie męczyli.
Tak czy inaczej poczekam do tego października, bo nie chce go zostawiac póki nie znajdzie pracy i będę miała pewność że sobie poradzi i nasze drogi rozejdą się w zgodzie.
Chce spróbować mu pomóc. Jak się ogarnie to dobrze i mam nadzieję rozejść się w zgodzie wiedząc, że oboje jakoś ułożymy sobie życie.
Tak, to już będzie 10 lat. I nie wiem na ile jest szczery, ale widzi swój błąd i znosi to bardzo ciężko. 😕
To niestety, będę szczera, ale jesteś naiwna. Wyobrażam sobie, że ciężko jest to skończyć, no ale cóż...
Kurczę ale od pomagania są profesjonaliści a nie druga połówka, w związku trzeba się wspierać ale nie można brać na siebie wszystkiego 😕 szkoda Cie dziewczyno na takie życie, widać ze jesteś ładna, pracowita babka a tkwisz w czymś co z boku wyglada na bardzo toksyczne, zadaj sobie pytanie co cię trzyma przy takim partnerze, jeśli tylko poczucie winy ze nie możesz go w tym stanie zostawić i przywiązanie to to nie jest związek, to jest pasozytowanie na twojej osobie, uzależnił cię od siebie i wrzucił w poczucie winy i obowiązku.
Dlatego chcę go zaprowadzić.
Sam powiedział, że jak w sprawie pracy do końca tygodnia nic się nie ruszy to pojedziemy.
10 lat? Nie uważasz, że to trochę za długo? Nie wiem czy Cię to interesuje, ale skoro tutaj opisujesz swoją sytuację, ja opiszę jak to z mojej strony wygląda.
Nie wiem ile gość ma lat, zakładam że spokojnie jest po 30, ale jest totalnie nieogarnięty życiowo. I nie można tu wszystkiego zwalać na potencjalną chorobę. Bo jeśli się jest chorym to się leczy. Nieważne czy to choroba fizyczna, czy jak piszesz - psychiczna. Jest problem, to się idzie do lekarza po diagnozę i jeśli trzeba to się bierze leki. I nie pisz, że to nie jest proste bo to jest proste. Znam to z własnego doświadczenia, jak i z obserwacji znajomych. Gość, jak by mu zależało na sobie, Tobie, na Was, już dawno by się ogarnął i poszedł się leczyć. A wtedy z pracą byłoby łatwiej, o wiele łatwiej.
Nie wiem czy on kiedyś pracował legalnie, o ile dobrze pamiętam to sprzedawał jakieś części od czegoś tam, ale nie pamiętam czy miał swój biznes czy to było na czarno. I teraz piszesz, że płacze bo nie może znaleźć pracy. Wybacz, ale coś mi tu nie gra. Zdrowy (fizycznie), młody chłop nie może znaleźć pracy? Przecież jest mnóstwo ofert, jakby chciał to by poszedł na jakiś magazyn, na kasę, na kierowcę, do maka. Ale jemu jest tak wygodnie. Ty pracujesz, Ty zakupy zrobisz, Ty ugotujesz. No a on Cię za to zabierze na wycieczkę na rower albo pod namiot. Fantastyczny układ, prawda? Co z tego, że boli Cię kręgosłup po spaniu na twardym, przecież partner zabrał Cię na wypad za miasto na weekend.
Jemu po prostu to pasuje. Mam wrażenie że zgrywa ofiarę, Ty litujesz się nad nim a on jest totalnym pasożytem.
Jesteście ze sobą 10 lat. Nie sądzisz że to wystarczający czas by się jakoś ustatkować, dorobić czegoś? A Wy jesteście w tym samym miejscu, w którym byliście 10 lat temu.
Już chyba kilka razy pisałaś że zastanawiasz się nad rozstaniem. Jeśli ma się tyle razy wątpliwości to znaczy że jednak coś jest nie tak. Żaneta Ty się zastanów lepiej czy chcesz takiego życia. Na wynajmowanym mieszkaniu, z ciągłymi huśtawkami nastrojów i brakiem stabilizacji. Zastanów się czy chcesz zacząć nowy rozdział w życiu, ale nie w październiku bo coś tam, tylko teraz czy może dalej wolisz tkwić w tym bajzlu i narzekać. Bo z tego co czytam w Twoich wypowiedziach, to nie jest relacja partnerka+partner tylko matka+rozpieszczony syn.
Bardzo Cię przepraszam, że tak ostro, ale jakoś nie potrafiłam łagodniej. W żadnym wypadku nie chciałam Cię urazić, bo jesteś naprawdę super dziewczyną, tylko dużo problemów Ci się nawarstwiło. Życzę powodzenia i rozwiązania tej sytuacji.
Aż mi przykro jak to przeczytałam. Sama chodziłam wiele lat po ginekologach. Byłam wysmiewana i lekceważona, a później diagnoza była powalająca. Z Warszawy mogę polecić Ci kilka bardzo dobrych ginekologów. 🙌 Na pewno doktor Joanna Jacko, czyli mój osobisty anioł. ❤️ Ona diagnozuje i operuje, Maciej Pliszkiewicz również lekarz operujący Medicover również diagnozuje. Z Warszawy jeszcze warto do Miracolo Clinic i tam bardzo polecany jest doktor Songin. A i jeszcze Magdalena Korniluk i doktor Joanna Bubak-Dawidziuk. 🙌🎗Ja żałuję że kilka lat temu nie miał mnie kto pokierować w dobre ręce. Spróbowałabym na Twoim miejscu i poszła na jedno USG wykonywane z żelem dopochwowym. Oni naprawdę wychwytują zmiany błyskawicznie jeśli coś jest i powiedzą jakie byłoby leczenie. Jeśli nie masz żadnych przeciwskazań dietetycznych to możesz spróbować wdrożyć dietę przeciwzapalna. 🙌
No ja mam pakiet LuxMedu akurat i głównie zawsze szukam lekarzy blisko stacji PKP, bo nie lubię Wawy i nie czuje się a niej dobrze.
Dziękuję za polecenie. Może jakimś cudem któryś z tych lekarzy przyjmuje na luxmed. A jak nie to w październiku sobie pójdę prywatnie jak dostanę odprawę, bo na razie to finansowo jeszcze kuleje. Drogie są takie wizyty?
Jakbyś jeszcze mogła mi te nazwiska na priv wysłać, żebym ich nie zgubiła. 💜
A jaka to dieta przeciwzapalna?
Edit: widzę, że Miracolo jest chyba na LuxMed. 🤩
Też łączę się w bólu, bo kiedyś sama miałam takie miesiączki, że nie raz zdarzało mi się przesiedzieć w szkole całą lekcje w łazience na podłodze co chwilę wymiotując... Mama mi mówiła, że no tak mam i dawała nospe, która na mnie ani trochę nie działa. Dopiero branie tabletek anty mi pomogło, ale wiem, że to też nie dla każdego. Mam nadzieję, że znajdziesz szybko lekarza, który faktycznie ci pomoże i dobrze doradzi
Na pewno Ty i dziewczyny macie trochę racji w tym co piszecie.
Tak, pracował, wiele lat po wyjściu z bidula, aż w końcu musiał się zwolnić i od tamtej pory raz poszedł do pracy na miesiąc, ale tak go na targach przeorali gdy targali kilkutonowe maszyny.
Ja w tamtym momencie byłam na podobnym etapie co on. Czułam się jak g0wno, nie nadającą się do niczego, nie umiejąca znaleźć pracy i w niczym nie czującą się dobrze (i nie to że to jego wina, ja tak miałam zawsze). On teraz widzę czuje się podobnie jak nie gorzej.
Mi wyjście z tego stanu zajęło lata, choć teraz wiedząc, że zakład w którym pracuje i się odnalazłam, zamykają, zaczynam znów się bać, że nigdzie się nie nadam i nie będą mnie nigdzie chcieli - tam wkręciła mnie matka. Teraz będę musiała sobie radzić sama, a w zeszłym roku już miałam jedną rozmowę do innej firmy i poszło mi tragicznie. 😔