
Śmierć kotka (*)
Dzisiaj musiałam podjąć decyzję o uśpieniu kota rodziców Tęsknie za Pysią, była taka kochana i fajna. Mam poczucie winy, że nie dało jej się uratować. Jak sobie poradzić z żałobą zwierzaka? Zapłaczę się na śmierć (*)
Pamiętam jak byłam mala i wróciłam ze szkoły, mama oznajmiła mi, że mój chomik zdechł ryczałam jak bóbr...
Współczuję, ale głowa do góry! ciesz się z tych najlepszych wspomnień ze zwierzaczkiem
Daj sobie czas na żałobę i pamiętaj, że za Tęczowym Mostem nie ma chorób, bólu i cierpienia. Zwierzaki hasają tam sobie radośnie.
jej bardzo Ci współczuję... nie do pomyślenia gdyby tak miała odejść nasza Kota...
ja z czasem zapomniałam przez natłok obowiązków moja kicia była najwspanialszym i najmądrzejszym kociakiem, nawet się z nią nie pożegnałam, bo akurat nie było mnie w domu przez dłuższy okres kiedy ktoś ją potrącił gdy przechodziła przez drogę
Współczuję, doskonale wiem co znaczy utrata kochanego zwierzaka płacze po przeczytaniu waszych komentarzy
Mój kociak jak kilka dni do domu nie wraca to płakać mi się chce, nie chcę nawet myśleć co Ty czujesz :'(
Jezu popłakałam się Przesłodka koteczka, strasznie przypomina mi z pyszczka mojego kotka. Łączę się z Tobą w bólu
Mój nie mógłby się jeszcze bardziej męczyć, miał za dużo chorób bo nikt go nie leczył Ja go zabrałam od rodziców i było już za późno bo miał powikłania biedna Pysia błagała o pomoc!!! (*) Mam nadzieje, że tam jest Ci dobrze Pysia (*)
Trzymaj się kochana ! Podjełaś słuszną decyzję, mama mojego faceta nie pozwoliła uśpić swojej suczki i po długich miesiącach nieskutecznego leczenia, niestety odeszła i bardzo się przy tym męczyła...
W wakacje też straciłam swojego kochanego i najlepszego kota jakiego miałam tyle, że zginął dosyć tragicznie, nie uśpiliśmy go. Czas leczy rany, nie ma chyba innej rady, ale i tak się pamięta. Trzymaj się !
Bardzo współczuję
Nie wiem jak sobie poradzić ze śmiercią pupila i chyba Ci nie pomogę... Powiedziałabym, że czas leczy rany, ale sama po trzech latach od śmierci mojej psiny, nie mogę się z tym pogodzić. Tak po 3 latach... Strasznie przeżyłam jej śmierć, zwłaszcza, że na dwór wypuściłam szczęśliwego, zdrowego psa, a pod drzwiami leżało jej maleńkie, martwe już ciałko...
Trzymaj się mocno Kochana!
Tule, tylko on mi został Nie pozwolę, aby on tak skończył zmasakrowany
Trzymaj się tam, tul Szneka, wypłacz się, zrobiłaś co mogłaś, jesteś i tak wielka.
Jeszcze nie straciła swojego zwierzaka, ale ślę przytulaski i trzymaj się mocno!
To musiało być straszne Ja też patrzałam jak umiera, leżała z otwartymi oczkami i kocia dusza z niej odeszła (*) Jeszcze ciepła była jak ją przytulałam
Może to zabrzmi banalnie, ale potrzeba czasu, czas naprawdę leczy rany. Współczuję Ci bardzo, bo ja sama bardzo przeżywałam śmierć wszystkich moich dotychczasowych zwierzaków
płakałam jak bóbr i do tej pory ciężko mi bez niej, ale nowy zwierzak wnosi do domu radość po utracie kogoś bliskiego.
u mnie od roku jest kotka Marlenka, którą uwielbiam pomimo tego, że nie mam z nią tak bliskiej relacji jak ze Stefcią.