Kulturalne narzekanie na rzeczywistość! Uwaga - zawiera offtopy!
Strona 1723 / 2920
Ja miałam praktyki w piekarni... Masakra... Myszy legalnie śmigały po bułkach 🤢
idz! masz szansę się uniezależnić, poznać nowych ludzi, po prostu wyjść z domu. Jak nie spróbujesz, nie dowiesz się. Trzymam kciuki najmocniej!
Nie ma się czego bać! Jeśli nie spróbujesz, nigdy się nie dowiesz. Dzieciom nic nie będzie, w końcu muszą się usamodzielniać, chyba że mówimy o maluszkach.
Na Twoim miejscu bym spróbowała, choćby po to by trochę odmienić swoją codzienność.
dziewczyny jest u nas praca na cały etat ale nie wiem czy dam sobie radę,ostatnio pracowałam 10 lat temu i jakoś się boje iśc i zapytać,ponadto mam przeczucie ze i tak mnie nie wybiorą,bo jestem niestety bez matury{błędy młodości} a po za tym boję sie dzieciaków w domu samych zostawic. ale juz powoli fiksuje w domu,bo wiecznie jest to samo
dziewczyny pracowałam swego czasu na zakładzie piekarskim i jakie tam cuda są to tylko sie smiać albo czasami sanepid wzywac
u nas na klatkę od czasu do czasu dostaje się bezdomny i sobie śpi na półpiętrze... nie znoszę też smrodu fajek na klatce, w windzie... również marzę o czymś własnym!
Mój pies zjadł kolejne dwie gąbeczki blend it... jak tylko zostawię na pół minuty gdzieś w jego zasięgu, z całą pewnością zniszczy Nie wiem nawet które to już... Plus jest taki, że dzięki temu przerzuciłam się z BB na blend it .
marzę o własnym mieszkaniu by w końcu przestać użerać się z lokatorami ehhh....
Czytając o wybieraniu pieczywa nie zakładając rękawiczek przypomniał mi się incydent z czasów kiedy pracowałam w markecie. Otóż przyłapałam klienta jak ugryzł pączka i odłożył go z powrotem ...
Przypomniało mi się jak podczas pracy w Biedronce, rozkładając wypieczone pieczywo zwróciłam uwagę babce około 50 lat, żeby założyła rękawiczkę. Ona do mnie skoczyła z wyzwiskami i tekstem, że musi czuć jakie to pieczywo, a przez foliówkę tego nie poczuje...
@Marudziara o tak! Pieniądze są straszne zwłaszcza takie ciepłe i wymiętolonez fuuuuj!
Ja ostatnio kupowałam w piekarni chleb, zawsze kupuje rano przed pracą, w większej ilości, bo sobie mrożę.
I weszłam zaspana do sklepu, nowa młoda dziewczyna siedzi w telefonie i coś pisze. Odłożyła telefon i zapytała co potrzebuję. Więc ja proszę o jeden wieloziarnisty krojony, jeden kukurydziany, i tak dalej... i tak patrzę na jej ruchy, zawsze wszystkie panie w tej piekarni zakładają rękaiwczki jednorazowe. I zaspana tak się przyglądam, podaje kolejne produkty, które chcę i po chwili się zorientowałam, że laska nie ubrała rękawiczek. I pyta się mnie "czy coś jeszcze" to ja bez namysłu "tak, poproszę wszystko raz jeszcze, tylko w rękaiwczkach", popatrzyła na mnie jak na idiotkę i stwierdziła, że ma ręce czyste tamte chleby odłożyła i wszystko przygotowała raz jeszcze, w rękawiczkach.
O to, to, to! Ja z tego powodu w ogóle nie używam gotówki. Jeżeli z jakiegoś powodu muszę ją mieć, myję ręce milion razy, Pieczywo kupuję zazwyczaj takie pakowane, fit chlebki . a jak mam ochotę na kajzerkę czy zwykły chleb to tylko w piekarni, gdzie podaje mi go sprzedawca. Kupowanie pieczywa w markecie mnie przeraża
CO W OGÓLE?!
Ja też zawsze uważałam i jeśli byłam pomalowana to wyczyniałam cuda, byleby ciuszka nie pobrudzić.
Przestałam czuć potrzebe chodzenia do galerii pare lat temu (kiedyś na studiach zawsze po wypłacie chodziłam z mamą raz w miesiącu na zakupy), a takich rzeczy z sieciówek nie mam kupionych od bardzo, bardzo dawna. Ja się zraziłam po tym, jak koleżanka pracując w którymś sklepie LPP, nie pamiętam czy to był cropp czy house dostała świerzba. I ja wiem, że to nie wina sklepu, ale mimo tego mam w głowie, że przymierzalnie nie są pucowane codziennie, że te ciuchy mierzone są przez tabuny ludzi i jakoś tak... źle mi z tym psychicznie. I wiem, że zamawiając online też mogę dostać ciuchy zwrócone i kilka razy mierzone (zawsze wącham strategiczne miejsca zanim zmierzę i sprawdzam, czy nie jest brudne), ale wmawiam sobie, że te ciuchy leżały w magazynie i czekały na mnie.
Nigdy nie zapomnę jak byłam kiedyś na kasie w Realu i na te taśmy było kładzione wszystko. Panie kładły nawet majtki. I ja wiem, że portki się pierze, wszystko się pierze od razu po zakupie, ale na tej taśmie wcześniej były narzędzia, płyny chłodnicze, wędliny, ryby, a potem takie majcioszki. No fuj. Drugim razem jakaś Pani na taśmę rzuciła bułki, luzem.
@vianna pracowałam w pralni chemicznej i często pracownicy z ekskluzywnych butików przynosili nam ubrania do prania po klientach. Odpinali przy nas metki za kilka godzin przychodzili po nie, ale żeby do domu zabierać i prać. W życiu bym się nie zgodziła dobrze ze ten pomysł upadł.