Kulturalne narzekanie na rzeczywistość! Uwaga - zawiera offtopy!
Strona 2120 / 2894
Też mi się to wydało nienormalne, ale pomyślałam że może tak już jest. Nie no masakra, wiedziałam że mój ośrodek zdrowia jest po*ebany...
O kurcze najgorsze co może być ... Biobsje miałam wczoraj o 18tej a jeszcze dziś czuje ból masakra mam nadzieję że to była moja ostatnia biobsja
Mnie przeraża jakość leczenia lekarzy na NFZ.
Na wizycie nfz ginekolog miała brud za paznokciami, nie zleciła mi żadnych dodatkowych badań tylko z góry stwierdziła że mam zapalenie jajnika. Dopiero gdy zrobiłam serię badań u ginekologa prywatnie, okazało się że to endometrioza.
Na wizycie u neurologa na (nfz), badanie polegało na tym że lekarka zapytała mnie jaki dziś mamy dzień. Rozumiecie? To wg niej było badanie neurologiczne. Kompletny brak zaangażowania, chęci wysłuchania. Wzięłam tylko skierowanie i wyszłam. Dno dna.
Byłam wczoraj u chirurga i jestem rozczarowana.
Czekałam na termin ponad pół roku, na miejscu oczywiście 1,5h opóźnienia.
W końcu wchodzę do gabinetu, Pani doktor pyta z czym przychodzę, więc odpowiedziałam od kogo dostałam skierowanie i wskazałam miejsce na ciele, jeszcze nie skończyłam zdania a Pani doktor (nie patrząc na mnie) mówi "ok, to usuniemy, zaraz damy Pani termin".
Po czym pielęgniarka dała mi kartkę z terminem na zabieg na za miesiąc mówiąc "to wszystko, do widzenia".
Nie codziennie mam zabiegi chirurgiczne więc chciałam jeszcze o cokolwiek zapytać ale one zaczęły sobie plocić między sobą. Jak skończyły to popatrzyły na mnie z miną zdziwienia co ja tu jeszcze robię. Więc mówię, że chciałam jeszcze o coś zapytać. A Pani doktor spuściła wzrok w biurko i zaczęła się śmiać pod nosem... Po moim pytaniu odpowiedziała najkrócej jak mogła i do widzenia. Jestem rozczarowana bo opinie w internecie na temat tej Pani doktor są świetne.
Dodam, że zabieg ma być na twarzy więc po tej wizycie boję się jeszcze bardziej i nie wiem czy nie lepiej byłoby poszukać innego chirurga i poczekać z zabiegiem kolejne pół roku.
Po tych 1,5h opóźnienia to człowiek by się spodziewał, że lekarz jest dokładny i skrupulatny dlatego mu to tak długo zeszło 🥲 masakra, trzeba mieć zdrowie na Polską służbę zdrowia...
Dokładnie! A ja po całej tej sytuacji doszłam do wniosku, że to czekanie 1,5 godziny to chyba mój najmniejszy problem
Wstałam i jest jeszcze gorzej + ósemki dają o sobie znać. Jutro najwyżej wybiorę się do lekarza.
Ja na ginekologa, u którego byłam zanim przeprowadziłam się do innego miasta, nie mogę narzekać. Ciążę prowadziłam u niego co prawda prywatnie, ale później na wizyty chodziłam na NFZ i z czystym sumieniem polecałam go również koleżankom. U neurologa na NFZ również miałam "przyjemność" być i wizyta u mnie polegała na tym, żeby stać np na jednej nodze z zamkniętymi oczami. To była moja pierwsza wizyta, więc nie wiem, czy tak to powinno wyglądać tak naprawdę. 🤣 Ogólnie najgorzej wspominam wizyty u dermatologów na NFZ... Pani dr do badania nawet nie nakładała rękawiczek. 😳
Od razu przypomniała mi się moja wizyta u podobno najlepszej wtedy pani dermatolog, która brała grubą kasę za wizytę. Poszłam do niej jako młoda dziewczyna, z trądzikiem. Nie dość, że spóźniła się ponad godzinę, to wypisała tylko receptę ledwie patrząc na moje zmiany i do widzenia. Również miałam do niej kilka pytań, ale ona wolała narzekać przez telefon jak to ją bardzo gryzie sweterek. Powiedziałam w końcu, że mam kilka pytań do niej, to oburzona powiedziała do słuchawki "poczekaj chwilę, bo pacjentka jeszcze czegoś chce ode mnie". Nigdy więcej tam nie wróciłam. Zainkasowała za 5 minutową wizytę 150 zł, co na tamte czasy było naprawdę sporą kwota, a potraktowała mnie jak kogoś, kto jej zwyczajnie przeszkadzał.
coś okropnego i prawda jest taka, że jedna osoba się zdenerwuje i pójdzie do innego lekarza a druga będzie się bała iść gdziekolwiek ze swoim problemem ;/ oby jak najmniej takich lekarzy...
Na NFZ ☺️ Za darmo to nie, bo co miesiąc mi zabierają kupę kasy z wypłaty 😆
Mnie endokrynolog wysłała za 250 zł prawie na drugi świat... pewnie nieświadomie ale gdy zadzwoniłam i powiedziałam że spuchła mi noga kazała tylko odstawić tabletki a nie jechać pilnie do szpitala bo zrobił mi się skrzep i może się urwać
To bardzo nie fajnie. Ja miałam biopsję tarczycy i nic nie nie bolało - doktor robił wszystko powoli i dokładnie. Bałam się strasznie, ale zupełnie niepotrzebnie. Po wszystkim dostałam plasterek na ranę i nic nie nie bolało potem.
Mój guzek niestety jest duży i źle zlokalizowany i żeby pobrać dwa wymazy z niego to musiał się nakłuć od strony krtani ... A ja jako że boje się okropnie igieł strasznie się spiełam i to niestety też utrudniło pobieranie
Widzę, że dużo narzekania na lekarzy, więc i ja ponarzekam. Nie wiem, czy to ja się nie znam i wyolbrzymiam, czy trafiłam na kiepską panią ginekolog - ciekawa jestem Waszych opinii 😅
Od około dwóch lat mam okropne problemy skórne (nawet za czasów nastoletnich nie było tak źle). Wizyty u różnych dermatologów i kilka różnych kuracji leczniczych nic nie dało. Tak samo jak najróżniejsze kremy i inne specyfiki, drogie i tanie. Ograniczenie stresu, zmiana diety, również nic. W końcu pomyślałam, że może to hormony, zwłaszcza, że kilka rzeczy związanych z cyklem i miesiączką też mi się w ostatnim czasie zmieniło na gorsze.
Byłam wczoraj w Medicover na wizycie. Zdążyłam opisać jej pierwszy objaw (duża bolesność piersi, już od momentu owulacji, przez kolejne dwa tygodnie aż do miesiączki). Od razu stwierdziła że to nie podstawa do badań hormonalnych, bo to całkowicie normalne i tak ma być (co z tego, że przez prawie 20 lat miesiączkowania nigdy tak nie miałam, a poza tym utrudnia mi to niektóre czynności). Spytała mnie jedynie o daty ostatnich dwóch miesiączek, po czym stwierdziła że skoro są regularne to na pewno problem nie leży w hormonach. A potem od razu, tonem nie znoszącym sprzeciwu, zaprosiła mnie na fotel do badania.
Ja niestety jestem osobą mało pewną siebie i nie do końca umiejąca walczyć o swoje i się "przepychać", a ta kobitka mnie tak onieśmieliła swoją postawą i swoją pewnością, że nawet nie odważyłam się opisać jej reszty objawów, zwłaszcza że naprawdę ciężko było mi wtrącić słowo w jej monolog.
I teraz jestem zła na siebie, bo wyszłam z kwitkiem (dała mi jedynie skierowanie na usg piersi, ale nie był to mój główny cel), a wciąż mi się wydaje, że mogę mieć rację, i że w końcu mam chyba prawo zbadać sobie hormony, skoro ostatni raz miałam to robione jakieś 10 lat temu...
Wiesz o co mi chodzi, w sensie czy nie trzeba było dopłacać osobno za badanie kurcze tyle człowiek płaci na te składki, tyle się trąbi żeby kobiety się badały a tu taki klops