Kulturalne narzekanie na rzeczywistość! Uwaga - zawiera offtopy!
Strona 2089 / 2894
Skądś to znam 😂 Profesjonalne zdjęcia produktowe chcą za 25 zł. Śmieszne... Dobrze, że równie dużo jest osób, które wiedzą, że to nie tylko przyciśnięcie przycisku w aparacie.
Tak teraz ciężko w ogóle z praca grafika z tego co słyszę bo duzo osób to freelancerzy i ciężko się gdzieś dostać i wybić… u nas ostatnio jak szukali to przyszło prawie 400 cv i wez tu szukaj
Dlatego żałuję, że posłuchałam mamy i nie zostałam mechanikiem samochodowym 🤪
Najgorzej, że jak szłam na studia to grafik był jeszcze kierunkiem przyszłości... A później się porobiło mnóstwo kursów i rynek się popsuł 🙃
Jak byłam na drugim roku to jak już szukali grafika to od razu żeby był programistą
Na trzecim najlepiej jak potrafiło się 3D
A na ostatnim to najlepiej się sprzedawały animacje 🤷🏻♀️
Jak skończyłam to nagle tylko oferty na UX i UI 🤪
Jak się ogłosiłam na OLX - to dzwoniło do mnie pełno osób ale wszystkie najlepiej za godzinę pani projekt zrób, ale taki żeby mucha nie siadała...
Boże co za tydzień miałam... a dzisiaj to już była kwintesencja wszystkiego. We wtorek wyjeżdżając z parkingu na stacji paliw uderzyłam tyłem w auto faceta który wjechał spod zakazu (czyli z wyjazdu który jest tylko wyjazdem, nie można tam wjezdzac). Cofając upewniałam się czy nic nie jedzie ale musiał wjechać w tym momencie jak juz zaczęłam cofać. Wysiadłam z auta, trochę się pokłóciliśmy z tym facetem, ja ze gdzie on tam wjechał a on że jak ja jadę. Koniec końców spojrzałam na moje auto, nic się nie stało, on wysiadł że swojego i nie widziałam też żeby coś mu się stało, kompletnie nic nie było. Więc odjechałam, on nawet nie protestował jak odjeżdżałam. A dzisiaj, przyjeżdża do mojego domu, nie wiem jak mnie znalazł bo adres pod którym mieszkam nie jest moim adresem zameldowania, ja faceta pierwszy raz widziałam na oczy na tej stacji. Auto którym jeżdżę nie jest zarejestrowane na mnie. I jeszcze mi grozi że mam mu zapłacić że cały bok ma wgnieciony, że poda mnie na policję że uciekłam z miejsca wypadku (co nie można nazwać tego wypadkiem tylko szkoda parkingową co najwyzej) i ja nie uciekłam tylko wyszłam z auta. Boję się że będzie mnie jeszcze nachodził bo to podobno taki typ spod ciemnej gwiazdy co się dowiedziałam... brat policjant mi doradził żebym nic z tym nie robiła i że jak chce to niech zgłasza mnie na policję... chyba szuka osla żeby kasę skądś złapać. Jeszcze mówi że na policji mu podali mój adres co jest przecież niemożliwe... W poniedziałek mam oglądać monitoring na stacji...
O matko, współczuję... Najgorzej, że facet ma Twój adres. Mam nadzieję, że nie będzie Cię nachodził. 😳
Właśnie tego się boję, bo nie mam pojęcia skąd miał mój adres... To podobno jakiś ćpun. Niech przyjedzie auto mi w nocy rozwali albo mnie niech coś zrobi czy córce jak będziemy wracać do domu kiedyś. Nie wiadomo czego się spodziewać po takim człowieku...
Co za problem dac licencję na adres mailowy grafika? Ja tak mam jako nauczyciel w szkole - mam licencję nauczycielską. Szkoła mi ją przydzieliła. Jak chcą grafika to niech zapewnią oprogramowanie.
No wlasnie, a propos mojej wiadomosci w odpowiedzi frambuesy, może masz gdzieś technikum graficzne albo inną szkołę, gdzie mogłabyś się zaczepić? Może chociaż pół etatu. Jako zawodowiec nie trzeba mieć przygotowania nauczycielskiego - dostaje się z marszu pensję nauczyciela dyplomowanego, ale umowa jest na rok. Moja szwagierka jest egzaminatorką na tym kierunku i jeździ po Polsce, głównie mazowsze, no ale gdzie nie jedzie, to jej proponują pracę mam koleżankę, która ma małe bobo w domu i dlatego rzuciła etat jako grafik na rzecz szkoły.
Wątpię, że bym się nadawała do szkoły 🙈 mi zależało by na takiej na serio zdalnej pracy.
Ogólnie u mnie to nie jest pilne bo na razie jestem na ciążowym zwolnieniu, później będzie macierzyński... A później pewnie się skończy na sprzątaniu domów w Danii 🤪
Jak jest taka płaca w szkolnictwie, to raczej nie należy się zastanawiać "czy się nadaję", zdecydowana większość nauczycieli się nie nadaje.
Ja się nadaję, od zawsze lubię uczyć, ale mam trzy klasy pierwsze w technikum, wydawałoby się, że to już są nastolatkowie, którzy powinni sobie zdawać sprawę z istoty nauki praktycznych rzeczy i teorii, na bazie której ta praktyka wyjdzie lepiej, ale nie. To dalej dzieci... które mają różne warunki w domu, różne sytuacje, choroby, problemy tożsamościowe, depresje, i ja mogę się starać i pajacować, a i tak mieć marny efekt. Taki mamy klimat. Dzieci się nie starają wcale, nawet żeby zdać, a wystarczyłoby na dwójach leciec. To tak sobie ogólnie ponarzekałam Mam dwóch uczniów, którzy na 1 semestr zebrali 10 jedynek. To naprawdę trzeba się postarać! Nie przestrzegam statutu i pozwalam wszystko poprawiać, kiedy chcą i jak chcą, pisemnie czy ustnie, dopytuję i naprowadzam przy odpowiedziach, a i tak to ja się muszę upominać, czy by może nie poprawili... i słyszę "nie wiem" zamiast próby odpowiedzi...
Z drugiej jednak strony, pamiętam te 7-8 lat temu gdy ja byłam w technikum, myślałam, że moja klasa była beznadziejna, a jednak patrząc teraz na dzieci, to wspominam klasę z uśmiechem W opozycji do tych nieogarniętych dzieci mam też dzieci, które lecą na 3 i 4, ambitnych, a bardzo mi przykro, że na 30-34 osoby w klasie ambitnych jest max 3-4 osoby. No i niestety, mam tez nauczanie indywidualne u dziewczynki w domu, ma depresję, no i ja te 7-8 lat temu nie spotykałam się NIGDY z takimi problemami u znajomych... Dokąd świat zmierza?
Moja mama była nauczycielką w przedszkolu i trochę widziałam jak ten zawód funkcjonuje od środka 🤪 co prawda technikum a przedszkole to bardzo duża przepaść ale jednak...
Ona co miesiąc siedziała i pisała te plany miesięczne. Musiała mieć swoją drukarkę bo musiała dawać dzieciom jakieś kolorowanki i materiały, czy chociażby później te plany drukować... Także dokładała do tego biznesu i siedziała darmowe "nadgodziny" po pracy.
Oprócz tego jakieś rady pedagogiczne 🙄. Masakra...
A to ten się puknął, a ten stuknął i przeżywała później, że tym dzieciakom coś się stało 🙄. Rodzice coraz bardziej roszczeniowi...
Urlop też musiała brać jak były wakacje, a nie jak sobie chciała 🤷🏻♀️
I też cała ta atmosfera w Polsce, że ten zawód nie jest kompletnie szanowany... Politycy mówiący "niech jadą" 🤪 itp.
Strasznie mnie to odstrasza, dlatego wątpię, że bym się nadawała 🙈 ewentualnie na uczelni, ale tam płaczą, że zarobki nie są jakieś super...
To już chyba wolę pracę w drogerii, że liczę kasetkę, oddaje do sejfu, wylogowuje się i już mnie ta robota nie obchodzi 🙈
Tylko tyle, że ciągle zmieniające się godziny i nocki 😢 to mnie przy małym dziecku strasznie martwiło...
Ach, tak, rady pedagogiczne to moja zmora, bo daleko dojeżdzam do pracy, zajmuje mi droga godzinę z minutami i jak jadę na 8, to z domu zimą wychodziłam o 6, a z rady wychodziłam przed jej końcem około 20 i do domu powrót na 21... Dramat. Do tego spotkania zespołów wychowawczych, spotkania zespołów dla dzieci z niepełnosprawnościami, bo i takich dwóch mam rodzynków
Ja nie piszę planów, plus technikum i zawodowych przedmiotów jest taki, że celem jest zdanie egzaminu... Każdy robi co chce, nad czym ubolewam... Ja przynajmniej te same egzaminy zdałam w przeciwienstwie do niektórych moich kolegów... Jedna pajacuje i robi z dziećmi jakieś łatwe grafiki, wrzucają do gotowych mock-up'ów ściągniętych z internetu i robi z tego wystawki na fejsa. mam jedną 2 klasę i oni są w stanie takim, jak pierwszaki po miesiącu korzystania z programów. Ale jak mi dzieci czasem mówią, że bardzo mnie lubią, i że jestem najlepsza, to trochę mi lepiej, choć tym rachunków nie zapłacę
No nie, nie jest to szanowany zawód. Teraz siedzę sobie w ferie w domu, no fajnie, ale urlop czy ferie zawsze w najdrozszych terminach...
Tak się składa, że na uczelni też pracuję... pół etatu, no ale jednak. I jako asystent mam 1750 zł brutto za pół etatu, więc generalnie jest bieda, na wyższe wynagrodzenie trzeba sobie zrobić doktorat. Podobno lepiej na prywatnych uczelniach i uczyć w weekendy - ciocia pracuje na WUM i na niestacjonarnych płacą jej lepiej niż na dziennych by płacili... Ja mam teraz 75h łącznie w semestrze letnim, teraz sobie w lutym posiedziałam w domu trochę, bo sesja, a ja nie miałam egzaminów na szczęście przede mną trochę lżejszy czas, ale hajs ciągle ten sam, no i potem trzy miesiące "wakacji" od uczelni, urlopu mam mniej niż te trzy miesiące, bo sobie mogą zażyczyć przyjechania do pracy w każdej chwili w zasadzie, ale nikt nie jest chamem i nikt mnie tym nie straszy. Masz rację, byłoby fajnie - 8h w pracce i nara. Mój partner tak ma, a raczej mieć powinien, bo jest na stanowisku kierowniczym i często przynosi emocje i pracę do domu... w głowie. Wchodzi na maila częściej niż ja na dziennik szkolny
Edit: a co do dokładania... ja kupiłam najtanszy papier, czasem klasówki drukuję w domu i w szkole kseruję więcej sztuk. Bardzo się staramy wszyscy, zeby korzystać tylko z tego, co szkoła nam daje. To oczywiście jest bieda, bo choćby ryza papieru jest 4 razy droższy niz kilka lat temu.
I jeszcze a propos zarobków: mój etat w szkole to 3424 brutto, więc woźna zarabia więcej ode mnie z minimalną krajową. Dalej nie mam wyrównania do minimalnej krajowej i ciągle to przeciągają.
A nie prościej samemu uprażyć? Ja nawet nie wiedziałam że można kupić gotowy prażony 🙈 Zawsze jak potrzebuje prażony słonecznik to wrzucam na kilka min na patelnie i gotowe. A jak pięknie pachnie. 😊
Trochę lipa. Źle że nie spislaliscie oświadczenia i nie porobiłaś zdjęć zaraz po kolizji (gość chyba pomylił pojęcia bo wypadek jest wtedy gdy są poszkodowani). I dziwne ze miał Twój adres. Od policji na pewno nie dostał, obstawiam że mógł jechać za Tobą.
No i co jak co, ale wina była prawdopodobnie Twoja, bo nie zachowałaś ostrożności przy cofaniu. Jednak tak jak mówi Twój brat, nie ma się co martwić. Gość nie ma żadnych dowodów że mu zniszczyłaś auto. A już z tym wgniecionym bokiem to całkiem popłynął. Wcześniej nie zauważył? 😁 Nie martw się, będzie dobrze. 🤗
Z dokładaniem to najpierw było tak, że sama ten papier kupowała ale szło tego bardzo dużo 🤔 głównie na te plany miesięczne...
Później te dzieciaki się zaczęły składać na papier, więc to odeszło 🤪 ale też jakby za mało im drukowała to by prawdopodobnie od rodziców były pretensje, że wzięła papier a nie drukuje...
Same tusze do drukarki bardzo drogie były 🙈, bardzo eko, że drukarka jak nie miała wszystkich kolorów, a chciała wydrukować coś na czarno to też się nie dało 🤪
No i ciągle te drukarki w domu zajeżdżała, że średnio na półtorej roku była drukarka 🙈 albo się złośliwie psuła, albo nagle się okazywało, że tusze przestawali produkować i się bardzo drogie robiły...
Ostatnia którą miała już była w miarę i później ja ją odziedziczyłam i jestem z niej póki co zadowolona (odpukuje w niemalowane).
W pracy jej się zdarzało coś kserować, ale głównie drukowała w domu 🤔
U nas się dzieciaki na papier składają. Problem jest zarówno z papierem xero, jak i z papierem toaletowym. Ciągle mało Tak z drukarkami jest, jak kupuje się tanią drukarkę to tusze są drogie i na odwrót. W szkole tez nie ma lekko, nauczyciele nie umieją obsłużyć kserokopiarki, zdarza im się grzebać widelcem po rolce... koszmar.
Serio trzeba się w szkole składać na papier?! U nas zawsze było kupowane wszystko przez szkołe, w końcu dostają kasę od gminy
Ja kilka lat temu też przez całe technikum składałam się na papier i na semestr to były chore kwoty, bo nauczyciele wpisywali różne kserówki na różne klasy, nawet nie te, co trzeba... i u nas było mało kserowania, rozliczał to sekretariat, a mieliśmy największy dług za papier. To było chore.
U nas to normalne, a szkoły dzieli prawie 70 km...
Teraz w szkole założyli szafkę na szuflady w ksero, dlatego że papier znikał. Nauczyciele tak biedni, ze zabierają papier... To nie była różnica 50 sztuk. Widać, ile papieru przeszlo przez maszynę i dyrektorka zapisywała, ile papieru zostało włożone. To była różnica w tysiącach, mimo że dużo nauczycieli korzysta ze swojego papieru. Zamknięcie pomogło, bo papier zdecydowanie na dłużej wystarcza.