Kulturalne narzekanie na rzeczywistość! Uwaga - zawiera offtopy!
Strona 1856 / 2897
Oesu jak mnie denerwuje to wyprzedzanie faktów... połowa sierpnia a Ci już o jesieni, już dynie i halloween, jak to dopiero za 2,5 miesiąca. Jeszcze do połowy września zazwyczaj jest letnia pogoda . Potem na początku listopada wszędzie święta i gdy one faktycznie przychodzą to juz mam ich serdecznie dość. Przed Wielkanocą to samo i znow lato, gdy jeszcze jest zimno...
Bezczelna!! Nienawidzę takiego zachowania... ja rozumiem, że jest masa ludzi, którzy symulują choroby żeby uniknąć czekania w kolejce ale bez przesady! Ja kilka lat temu miałam taką sytuację, że wróciłam z wyjazdu w góry i następnego dnia rano wstałam z 3 razy większym, gorącym i bolącym kolanem więc poszłam do lekarza rodzinnego a on od razu dał mi skierowanie do ortopedy. Pani w rejestracji do ortopedy powiedziała, że najwcześniejszy termin jest za chyba 3-4 miesiące... Też zbierałam szczękę z podłogi jak to usłyszałam. Rejestratorka nie była w ogóle zainteresowana tym co mi jest i nie zamierzała w żaden sposób "wcisnąć" mnie w kolejkę na już. Rzuciła jeszcze tekstem " co Pani nie wie, że do specjalisty trzeba się rejestrować wcześniej? Wszyscy byśmy chcieli przyjść i od razu wejść do gabinetu". Kurcze, przecież gdybym wiedziała, że wrócę z chorym kolanem to bym w ogóle nie wyjeżdżała... Całe szczęście w tym samym ośrodku pracowała znajoma mojej mamy i ona dała radę zorganizować nam wizytę za kilka dni. Jak się okazało miałam wodę w kolanach, którą trzeba było wyciągać strzykawką bo już się zrobiła za duża (bo przez te dni drugie kolano też zaczęło boleć). Całe leczenie kolan tabletkami, okładami i magicznymi miksturami do picia trwało w sumie 2 lata... Nie wyobrażam sobie co by się działo gdybym czekała tyle miesięcy na tą wizytę.
Szkoda gadać... I to własnie jest chore, że żeby dostać się do lekarza szybciej niż za kilka miesięcy lub lat to trzeba mieć znajomości... Gdyby nie to to co by mogło być z Twoim kolanem? Lepiej nie myśleć... A w rejestracjach panuje totalna znieczulica. Podobnie było jak miałam zarejestrować córkę na Prokocim w Krakowie na wizytę kontrolną po operacji moczowodu. Najpierw nie mogłam się przez kilka tygodni w ogole dodzwonić na rejestracje na urologię, jak się dodzwoniłam to okazało się, że jeszcze nie ma grafiku na drugie półrocze, miałam znowu dzwonić za kilka tygodni jak będzie grafik. Jak był już grafik to znowu nie było miejsca. Taką skargę wysmarowałam do ordynatora oddziału, że to jest śmiech na sali co robią. A tu chodziło o niespełna 2-letnie dziecko... Dopiero okazało się, że teściowa ma tam znajomą pielęgniarkę i co się okazało? Wizytę miałyśmy za 2 tygodnie. To jak nie ma miejsc??? Są, ale dla znajomych znajomych... Jeszcze miałyśmy wizytę u tego samego ordynatora do którego wysyłałam skargę Ciekawe czy skojarzył nazwiska, bo jakoś nie dał po sobie poznać Ale co się nawkurzałam przez kilka tygodni to moje...
W przypadku dzieci takie problemy z dostępnością wizyt bolą jeszcze bardziej. Ale taka prawda, fajnie jest mieć znajomości bo tylko tak można się dostać a jak nie masz znajomości to możesz się od razu kłaść i umierać bo i tak i tak się nie doczekasz... Ja ostatnio zaczęłam zagłębiać się w temat prywatnej opieki medycznej, jakiś pakiet jakby wykupić... u mnie w pracy niestety nie ma a na własną rękę chyba nie wyjdzie najtaniej, a szkoda...
Tak czytam newsy o naszej służbie zdrowia i chyba wszędzie są jakieś hity dnia W tamtym roku jak byliśmy na kwarantannie bo narzeczony miał covida, zatkało mi się ucho pod prysznicem. Rejestracja od 7:00 więc budzik nastawiony i dzwonię ... Po 45 minutach dzwonienia w końcu ktoś odebrał i słyszę że w drodze wyjątku może mnie mówić na tel. Konsultacje dopiero za 3 dni, grzecznie mówię, że boli mnie ucho i nic mi nie pomaga usłyszałam "No trudno, musi Pani jakość wytrzymać" i trzask słuchawka. Wiem że mój przypadek to pikuś przy Waszych sprawach ale dzwonisz zaraz jak otworzą rejestrację i jeszcze się dodzwonić nie możesz....
Druga kwestia była z operacją mojego narzeczonego. Udało się ją załatwić w miarę szybko i miał to być prosty zabieg i za kilka dni do domu. Do szpitala został przyjęty w czwartek a w piątek operacja. Czemu w piątek? Bo lekarz który jest specjalistą w operacjach kolan operuje w naszym szpitalu raz w tygodniu!! W piątek pojechał na zabieg i po około 2h przyjechał na swoją salę. Każdy po zabiegu dostał lekarstwa i zastrzyki przeciwzakrzepowe a mój narzeczony nie... Drugi dzień to samo, każdy dostaje a on nie. Na wieczór przy obchodzie pyta lekarza o te zastrzyki czy on nie musi mieć czy co się dzieje? Lekarz w momencie zrobił się purpurowy, poprzeklinal coś pod nosem i odpowiedział "Bardzo przepraszam Pana ale proszę dać mi 5 minut zaraz sprawdzę i do Pana wrócę". Dokładnie minęło 5 minut pielęgniarka przyleciała z zastrzykiem. Tak szybko leciała, że aż się jej nogi plątały. Przyjechałam w niedzielę na odwiedziny przywiozłam mu czyste rzeczy i termometr bo chyba ma gorączkę. Mierzymy temperature i ma prawie 38 stopni , poszłam po pielęgniarkę aby mu zmierzyła, przyszła z łaską, zmierzyła i mówi że nie ma gorączki bo na jej termometrze jest 36.6 i nie ma gorączki. Caly pozostały czas do obchody mierzył gorączkę i temperatura się cały czas utrzymywała. Zgłaszał to ale stwierdzili, se jest to normalne po zabiegu. Do domu wyszedł we wtorek, w piątek pojechał na kontrolę z gorączką ponad 38 stopni. W szpitalu stwierdzili że to normalne a crp może być wysokie bo jest po zabiegu... W sobotę chłop na łóżku leży, ledwo przytomny, cały mokry od gorączki. Mam 153 cm wzrostu a mój chłop 185 cm.... Byłam w takich nerwach że pozbierałam go, umyłam, ubrałam i razem z teściem zapakowałam do auta. Pojechaliśmy. Teściowa zadzwoniła na sor bo ma tam znajomości że przyjedziemy. Ja mały kurdupel i teściu już trochę starszy facet praktycznie na rękach go przynieśliśmy na sor, w miarę szybko się nami zajeli. Zmierzyłam mu gorączkę ale do ucha a nie do czoła i wyszło ponad 38 kresek, cpr miał 280.... Przyjęli go spowrotem na oddział i czekał do piątku aż zaś będzie lekarz, który go operował. Przez ten czas leżał z gorączką bo nie mogli ją zbić, dostawał dziennie chyba 8 kroplówek jak nie więcej, całe ręce miał skute od wenflonu, żyły popękane i krwiaki. W piątek miał drugą operację, po tej drugiej operacji i po wprowadzeniu zaraz odpowiednich leków gorączka ustala, badania i crp wróciło do normy. Nagle wszyscy lekarze byli dla niego mili... Miesiąc wyjęty z życia, stres a to jeszcze przed samym ślubem... Mój narzeczony schudł prawie 12 kg za pobyt w szpitalu a ja że stresu i z nerwow 10 kg... I weź tu idź na operację..
Też trochę ponarzekam na służbę zdrowia. Rejestrowałam się telefonicznie do medycyny pracy przy czym spytałam cz ywspolpracuja z luxmedem i Pani powiedziała, że tak. U lekarza okazało się, że jednak nie. Muszę czekać kolejne dni, az u innego lekarza skończy się urlop. Gdybym wcześniej wiedziała że nie przyjmują pojechałabym gdzieś dalej,
ale teraz juz się nie opłaca. Gdyby nie to wszystko dawno już bym pracowała. 🙄
Dobrze, że już to za nami ale cały maj mieliśmy wyjątku z życia i pracy a w sierpniu ślub....
@Ametystova @oewelina W pierwszej chwili myślałam, że to pewnie jakiś błąd czy coś, ale wchodzę z ciekawości na dział męski i dokładnie to samo... Kocham mocno ten okres bożonarodzeniowy, ale jak mi go pakują z takim wyprzedzeniem, to kiedy przychodzi co do czego, traci całą magię
Te święta już nie są tak wyczekiwane jak kiedyś. W dawnych czasach internet nie był tak popularny, do tak zwanego "miasta" jeździło się raz w tygodniu i zazwyczaj w sobotę. Nie było tylu galerii co teraz... Gdzie się nie obejrzysz to w sierpniu są już święta Bożego Narodzenia a w grudniu to już najlepiej się przygotować na Wielkanoc.
Całe szczęście moja noga w galeriach staje bardzo rzadko, mimo, że mam je pod nosem, przez co to wszystko mnie aż tak nie uderza
Ochronę zdrowia* Polska Rzeczpospolita Ludowa nie istnieje od 1989, skąd te naleciałości. Myślałam, że wszechobecny Covid w mediach wypleni tę komunistyczną nomenklaturę.
Jak przeczytałam Twoją historię to się przeraziłam Gdyby nie upór rodziny to zdrowy facet by się przekręcił, trzeba mieć oczy dookoła głowy ciągle... Mój kuzyn (17 lat) miał taką sytuację, że jakaś maszyna urwała mu palec tak, że wisiał na samej skórze prawie, pojechali z ciotką na SOR po kilku godzinach zostali przyjęci i lekarz zerknął i od razu że trzeba amputować... jak się ciotka zagotowała to mu wykrzyczała w twarz, że chyba oszalał, przecież ludzie w worku części ciała przywożą i da się doszyć a on młodemu chłopakowi odetnie, bo tak najłatwiej... lekarz się speszył, wziął kuzyna na sale zabiegową, doszył palec... teraz mija pół roku od tej sytuacji i kuzyn już rusza tym palcem... a mógł go nie mieć...
to już się tak przyjęło, że ciężko się odzwyczaić, ja też na to zwracam uwagę, ale czasem z rozpędu sama tak powiem