Selfie Project
Maska do twarzy w płacie, Na tkaninie, #BravePanda
19 na 22 Użytkowniczek poleca ten produkt
Opis produktu
Maska oczyszczająca na tkaninie #BravePanda błyskawicznie poprawia kondycję skóry. Delikatna tkanina z naturalnej bawełny doskonale dopasowuje się do kształtu twarzy, zapewniając przedłużony efekt działania. Botaniczne składniki aktywne równomiernie wnikają w skórę. Stop nudzie! Baw się pielęgnacją z wesołą maską #BravePanda! Ściąga i odblokowuje pory oraz ogranicza nadprodukcję sebum, zapewniając ...
Maska oczyszczająca na tkaninie #BravePanda błyskawicznie poprawia kondycję skóry. Delikatna tkanina z naturalnej bawełny doskonale dopasowuje się do kształtu twarzy, zapewniając przedłużony efekt dzi ...
Rozwiń opisProdukt dodany w dniu 20.03.2018 przez gilgotka
Przeczytaj prawdziwe i sprawdzone opinie o Selfie Project - Maska do twarzy w płacie, Na tkaninie, #BravePanda
Produkty jakie kupiłam na promocji 2+2 w Rossman
Są to produkty z działu pielęgnacja twarzy.
Kupiłam:
Oczyszczającą maskę na tkaninie SelfieProject
Łagodzącą maskę na tkaninie SelfieProject.
Mleczko do demakijaży mocnego makijażu Ziaja.
Detoksykujący Tonik Jaogody Acai.
Część produktów już używałam, a pozostałe są dla mnie nowością, nie używałam jeszcze tego mleczka do demakijażu, a obecne mi się kończyć, a mleczka do demakijażu ZIAJA używałam już w różnych wariantach i najczęściej byłam zadowolona, więc myślę, ze tym razem będzie podobnie.
Kolejną nowością jest dla mnie maska łagodząca, miałam już inne z tej serii, jednak tą wybrałam po raz pierwszy, na razie będzie czekała na swoją kolej do zużycia
Tonik Jagody Acai już używałam i to jest chyba moje już 3 opakowanie, jestem zadowolona z jego działania, ale też z opakowania w sprayu, który świetnie rozprowadza się na twarzy.
Kolejnym starym znajomym jest maska oczyszczająca, którą już używałam kilkakrotnie i zawsze byłam zadowolona z jej efektów.
Za wszystko zapłaciłam troszkę ponad 20 zł.
Maseczke dostałam w prezencie. Zachęcona jej ładnym opakowaniem i właściwościami nałożyłam ją na twarz. Maseczka imituje pande. Jest bawełniana i bardzo nasączona. Zapach ma bardzo fajny. Na twarzy powinna być przez 10-15 min. Ponadto dobrze się przykleja do buzi. Po jej nałożeniu czuć przyjemne chłodzenie. Jednak po 2-3 minutach zaczęła mnie piec cera dlatego szybko ją ściągnęłam. Na szczęście skończyło się na zwykłym zaczerwienieniu.
Wg danych producenta maseczka ma za zadanie oczyszczanie cery, usuwanie sebum, redukcję niedoskonałości, ściąganie porów. Czy wypełnia te zadania? Nie wiem. Ponadto nie zawiera: parabenów, SLS i SLES, oleju parafinowego. Została przebadana dermatologicznie.
Kiedy w Rossmannie pojawiły się zwierzaczkowe maski z Selfie Project oczywiście kupiłam wszystkie. Od tego momentu minęło sporo czasu, a dopiero teraz wykopałam z zapasów maskę #BravePanda. W saszetce umieszczony jest dobrze nasączony materiał z nadrukiem pandy. Otwory są odpowiednio wycięte, maska dobrze przylega do twarzy. Po zdjęciu trochę esencji zostaje na skórze ale szybko się wchłania. Buzia jest po niej wygładzona, odświeżona i delikatnie oczyszczona. Niestety po kilku minutach od zdjęcia poczułam nieprzyjemne uczucie ściągnięcia i musiałam sięgnąć po krem nawilżający. 😉
Zobacz post
Maseczki selfie project mają cudne grafiki. Za każdym razem mnie rozbawiają. Jeśli chodzi o działanie to muszę powiedzieć, że podczas noszenia odczuwałam delikatne pieczenie. Jednak po zdjęciu płachty, skóra nie była zaczerwieniona. Czułam pod palcami gładką, jędrną i nawilżoną twarz. Trochę nieprzyjemne jest to pieczenie w trakcie noszenia i dlatego mam trochę dystans do tych maseczek.
Zobacz post
Ostatnio maseczki na tkaninie zaczęły być bardzo lubiane. Na rynku są teraz przeróżne, najczęściej z rysunkiem zwierzątek. Niestety zazwyczaj jedna taka maska kosztuje około 10 zł, co według mnie jest stanowczo za dużo. Ja skusiłam się na te z Selfie Project, które kupiłam w Rossmannie. Każde zwierzątko ma inne składniki i inaczej działa. Są do wyboru:
#CoolKoala - łagodząca
#BravePanda - oczyszczająca
#LuckySeal - nawilżająca
#WildTiger - wygładzająca
Każda z tych masek mi podpasowała. Nadruki są wyraźne i kolorowe, a każda pojedyncza maska ma swój własny, ładny zapach. Nie mają dużo płynu w saszetce, ale dzięki temu nie spływał po twarzy, płaty są idealnie zwilżone. Nie zsuwają się i przylegają do twarzy. Efekty każdej maski są widoczne i myślę, że to jest najważniejsze. Spełniają swoją rolę.
Moją ulubioną jest zdecydowanie #BravePanda. Jest przeznaczona dla skóry z niedoskonałościami i zawiera węgiel BioAktywny i zielony bambus. Moja skóra była wyjątkowo oczyszczona i do tego byłam odważną pandą Po jej założeniu czuć delikatne mrowienie, ale nie jest to jakoś mega dokuczliwe. Moja skóra dobrze na nią zareagowała więc ode mnie wielki plus.
Na drugim miejscu według mnie jest #CoolKoala czyli maska łagodząca. Zawiera wyciąg z ogórka, a jeśli ktoś kiedyś bawił się w domowe SPA i kładł ogórki na buzie, ten wie, że są one idealne jeśli chodzi o łagodzenie podrażnień i nadanie skórze świeżości. Ale muszę przyznać, że koala wygląda przerażająco na twarzy.
#LuckySeal to maska nawilżająca, od której wymagałam w sumie najwięcej. Po jej założeniu czuć mrowienie, ale jest to napisane z tyłu na opakowaniu, więc się nie czepiałam. Czuć delikatne nawilżenie, ale szału nie ma. Mam atopową skórę, więc produkty do nawilżenia są niezbędne w mojej codziennej pielęgnacji, jednak po foczkę ponownie nie sięgnę raczej.
Maska wygładzająca #WildTiger jakoś najmniej mi podpasowała. Tygrysek na twarzy wygląda uroczo i ciężko się nie uśmiechnąć do odbicia w lustrze. Ma piękny zapach, nie zsuwa się z buzi, ale czuć delikatne mrowienie. Pozostałości szybko wchłonęły po jej zdjęciu, co jest fajne. Jedyne co mogę powiedzieć to to, że działanie jest średnie. Delikatnie koi i nawilża, ale wygładzenia nie zauważyłam.
Maska oczyszczająca na tkaninie #BravePanda
Wygląd opakowania jest bardzo uroczy i kuszący. W końcu kto by nie chciał zostać pandą? Mimo tego, że maska z tygryskiem mi za bardzo nie podeszła to nie zniechęciłam się do tej. W końcu ile raz było tak, że różne warianty jakiegoś produktu są gorsze, albo lepsze. Po otwarciu i wyciągnięciu maseczki czujemy przyjemny, delikatny zapach. Można w nim wyczuć nutkę takiej świeżości. Maseczka ma dość dużo esencji. Miałam wrażenie, że ma jej odrobinę mniej niż wersja tygryskowa. Po nałożeniu na twarz i odpowiednim dopasowaniu - chyba nigdy nie trafię na maskę idealnie dopasowaną do mnie - nie miałam wrażenia, że zaraz cała zacznie ze mnie ściekać, za co ogromny plus. Co prawda miałam lekki problem z dopasowaniem jej do nosa - powinno być tam tyci więcej materiału. Wygląda ona dość ciekawie na twarzy, ale jak dla mnie słabo przypomina pandę. #BravePanda
Na opakowaniu jesteśmy uprzedzone o tym, że maska może wywołać 'delikatne mrowienie'. Jest to uczucie bardzo zbliżone do tego, jakie było przy tygryskowej, ale odczuwałam to szczypanie trochę słabiej - może po prostu skóra się powoli przyzwyczaiła. Jednak dało się to wytrzymać bez problemu. Po zdjęciu maseczki resztki esencji pozostały na twarzy, ale jak zwykle nawet po wmasowaniu nie chciało się wchłonąć, więc przemyłam twarz.
Tym razem nie było takiego zaczerwienienia. Może minimalne, ale szybko zniknęło, więc z tego jestem zadowolona. Maska ładnie nawilżyła skórę, dzięki czemu była bardzo miękka i delikatna w dotyku. Dodatkowo skóra się nie świeciła, a wręcz przeciwnie - była lekko zmatowiona - także na nosie Co do redukcji niedoskonałości i ściągania porów już tak pięknie nie jest. Niedoskonałości pozostały takie jak były, a pory, z którymi największy problem mam na nosie nadal były w takim samym stanie jak przed użyciem maseczki.
Ta maseczka wypadła u mnie lepiej niż tygrysek. Brak ściekania, ładne nawilżenie skóry oraz lekki mat to spory plus. Wiele maseczek na tkaninie się u mnie nie sprawdza, więc ta jak na razie jest jedną z lepszych
Maseczka w płacie w kształcie pandy, która ostatnio kupiłam w Rossmannie za 7 zł. Przyznam szczerze, że jak otworzyłam opakowanie to pięknie pachnialo, maseczka jest urocza w kształcie pandy i to chyba na tyle tych plusów. Po nałożeniu maseczki skóra strasznie zaczęła piec, ale wytrzymałam te 10 minut, zdjelam i skórę miałam, aż gorąca. To był pierwszy i ostatni raz jeśli chodzi o te maseczki, niestety nie jest ona dla mnie. Poza tym ten skład też nie jest zbyt ciekawy.
Zobacz post
Maseczka do twarzy Selfie Project Panda w tkaninie. Zobaczyłam te maseczki na promocji 2+2 w Rossmannie i od razu wzięłam 2. Oczywiście skusiły mnie wyglądem. Ta zawiera węgiel bioaktywny i przede wszystkim ma za zadanie oczyszczać skórę. Jeśli chodzi o działanie, to tak jak pisał producent - po nałożeniu czułam delikatne mrowienie na skórze. Tkanina bardzo dobrze przylegała do twarzy, była idealnie powycinana, a przez to że była mocno nasączona substancją - nie zsuwała się. Bardzo ładnie pachniała, a w lusterku zobaczyłam, jakże słodką pandę. Kiedy ją zdjęłam, skóra była gładka, pachnąca, miękka i czułam że jest oczyszczona. Mimo, że maseczka kosztuje 10 zł, na pewno jeszcze do niej wrócę.
Zobacz post
Selfie Project, Maska oczyszczająca na tkaninie, #BravePanda
Uwielbiam maski w płacie z rysunkami zwierząt. Tym razem padło na maskę oczyszczającą Selfie Project z wzorem pandy. Tkanina jest dobrze wycięta, nie zsuwa się z twarzy i idealnie się do niej dopasowuje. Jest bardzo dobrze nasączona, lecz formuła z niej nie skapuje. Po nałożeniu maski czułam dość mocne pieczenie skóry. Po ściągnięciu płatu na mojej twarzy zostało trochę płynu z maseczki, który w nią wmasowałam. Moja twarz zrobiła się gładsza oraz oczyszczona. Uważam, że maska jest świetna i spełnia swoją rolę, lecz ze względu na pieczenie nie sięgnę po nią kolejny raz.
Denko #14 - MAJ
Niewielka ilość produktów, ale za to ich jakość jest zadowalająca.
perfumy Today, Tommorow, Always Avon opisywałam całkiem niedawno w osobnej chmurce i jestem w nich zakochana, kolejny piękny zapach, który znalazł się w moim posiadaniu.
absolutnie perfekcyjna woda micelarna SVR do demakijażu. Jeśli nie znajdę jej zamiennika to na 100% sięgnę po nią po raz kolejny, bo świetnie zmywa makijaż bez jakiegokolwiek trudu.
wielofunkcyjny kremik Balea o słodkim zapachu wiśni. Przydał się do smarowania rąk, do twarzy przed makijażem oraz kilka razy przy nawilżeniu ust. Do rąk był trochę za tłusty, ale do buźki i ust nadał się świetnie.
ogórkowo-kolagenowa maseczka w płacie Skin Recovery, która również bardzo dobrze się spisała, nawilżyła i oczyściła moją skórę, a przy okazji nadała jej zdrowy blask.
i druga maska oczyszczająca w płacie, tym razem od Selfie Project. A jest to fenomenalna #BravePanda I efekt i sam wizerunek pandzioszki po prostu mnie zachwycił!
pasta do zębów Colgate Max White, do której na początku nie miałam zastrzeżeń - tania, dobrze czyściła ząbki, pieniła się i miała ładny zapach, ale po dłuższym stosowaniu bardzo nie podobało mi się jej zamknięcie, które wiecznie było ubrudzone przez ciągnącą się pastę.
płatki kosmetyczne Cleanic, o wiele lepsze niż te z Isany, ale wciąż nie tak dobre jak te z Poezji szukam dalej.
I jak to mam w zwyczaju, dodaję kolejny zużyty płyn do płukania -tym razem Silan Aromatherapy+ o zapachu piwonii i białej herbaty - jest w porządku, zawsze sięgam po tę firmę, gdy nie ma Coccolino i zapach jest wyczuwalny, ale nie tak bardzo jakbym chciała.
Dzięki kochanej @bow90 mogłam stać się Pandą na 15 minut.
A to wszystko przy pomocy oczyszczającej maski na tkaninie #BravePanda firmy Selfie Project. Płat jest delikatny, wykonany z naturalnej bawełny. Zawiera węgiel bioaktywny mający na celu oczyścić skórę i działać antybakteryjnie oraz Green Bamboo, matujące i regulujące wydzielanie sebum. Z produktu jestem bardzo zadowolona, bo nie dość, że Elizka wybrała dla mnie pandę z serii tych masek, to jeszcze efekty są bardzo zadowalające. Moja skóra była świetnie nawilżona, nie musiałam nakładać kremu pod fluid. Puder też pojawił się przy makijażu w minimalnych ilościach, ponieważ moja twarz była dobrze zmatowiona. Podoba mi się naturalny skład, korzystny dla skóry, czyli brak parabenów, SLS'ów i oleju parafinowego. Do gustu przypadła mi również szata graficzna, która jest oryginalna, nowoczesna i wydaje mi się, że także przemawiająca do młodych osób, dzięki wielu hasztagom, pojawiającym się na opakowaniu.
Kolejna maseczka Selfie Project. tym razem oczyszczająca panda #BravePanda z węglem bioaktywnym i wyciągiem z bambusa. Przeznaczona jest do cery z niedoskonałościami. Płachta jest bardzo mocno nasączona, podobnie jak w przypadku Koali dość cienka, ale nie ma żadnego problemu z jej nałożeniem a wycięcia idealnie pasują. Ma bardzo ładny zapach - słodkawy, lekko kwiatowy. Po nałożeniu można poczuć uczucie chłodu i delikatne mrowienie, które było całkiem przyjemne. Po zdjęciu maseczki, skóra była bardzo promienna, świeża, pełna zdrowego blasku, bardzo delikatna i miła w dotyku. Dodatkowo złagodziła "niespodzianki", które pojawiły się na mojej twarzy. A to co najważniejsze na koniec - przepiękny nadruk, zakochałam się w tych maseczkach!
Zobacz post
Maseczka oczyszczająca #BravePanda od Selfie Project, którą mąż kupił dla mnie w Rossmannie. Mówiłam mu o niej kiedyś, ale gdy poszedł akurat tej nie było. Pewnego dnia wraca z pracy z zakupami, ja tu sobie spokojnie rozpakowuję i wyciągam z siatki to szczęście. Maska przeznaczona jest do skóry z niedoskonałościami i zawiera między innymi bioaktywny węgiel i wyciągi z bambusa. Jej zadaniem jest głównie oczyszczać, ale również ściągać pory i kontrolować nadmiar sebum. Maseczka była nasączona esencją w ilości 15 ml. Jej forma to bawełniana płachta czyli najbardziej przeze mnie uwielbiona maska. W dodatku ta z uroczym nadrukiem pandy. Miałam już kilka pandowych masek i ta jest jedną z najfajniejszych, a bez względem ostatecznego działania jest najlepszą maseczką oczyszczającą jaką miałam okazję testować. Po pierwsze po otwarciu uwalnia się cudowny zapach. jest on przyjemnie słodki, lekko kwiatowy. Płachta jest dobrze ponacinana, a jej grubość na tyle odpowiednia, że bez obaw o rozdarcie łatwo daje nałożyć się na skórę. Na początku czujemy delikatny chłód i przyjemne mrowienie. Nie jest to mrowienie mocne jak, np. w maseczkach bąbelkujących, ale da się poczuć. Czas trzymania na skórze to około 10-15 minut. U mnie było to 15 minut z haczykiem, ponieważ maska była jeszcze całkowicie mokra. Kiedy ściągnęłam ją ze skóry należało wmasować resztki. Już podczas tej czynności całkowicie się wchłonęła. Nie pozostawiła nawet na minutę lepkiej warstwy czy uczucia tłustości. Moja skóra wyglądała promiennie, niemal jak po maseczkach rozświetlających. W dodatku była przyjemnie miękka i miła w dotyku, ale nie błyszczała się. Miałam ostatnio kilku nieprzyjaciół na twarzy, a maseczka świetnie sobie z nimi poradziła i na drugi dzień od użycia stany zapalne znacznie zmalały. Koszt maski to 9,99 zł i moim zdaniem naprawdę warto, bo jest genialna. Koniecznie muszę przetestować pozostałe wersje z tej serii.
Zobacz postPodobne produkty












