2 na 2 Użytkowniczek poleca ten produkt


Opis produktu

Jeszcze nie ma opisu tego produktu :(

Produkt dodany w dniu 11.10.2020 przez LadyFlower

Przeczytaj prawdziwe i sprawdzone opinie o The Saem - Pore Cover, Puder sypki, Disney Where Is Nemo x The Saem

Denko drugi tydzień październik 2020

Denko drugiego tygodnia października.
Udało mi się zużyć 4 pełnowymiarowe produkty, 1 miniaturkę i dwie maseczki. Cieszy mnie bardzo fakt, że kolejny kolorowy kosmetyk znalazł się w tym zestawieniu.

Garść mini recenzji:
1. The Saem, Pore Cover - puder prasowany, Disney where is Nemo x The Saem.
Biały, matujący puder koreańskiej marki. Uwielbiam kolorówkę tej marki, bo to już kolejny produkt, który zużyłam, a wśród tak wielu kosmetyków jakie mam to spory komplement. Ładnie i na długo matuje cerę, a przy tym nie zapycha.

2. Miya Cosmetics, mySKINhero, Naturalny peeling All-in-one.
Peeling, którym obdarowała mnie kochana @alicja166. Z racji tego, że jego poprzednik, czyli scrub do ciała marki Soraya Plante, z wyciągiem z owsa, postanowił się skończyć, peeling ten od razu trafił do testowania. Po pierwsze obłędnie, cytrusowo pachnie i chętnie sięgam po niego rano, by pobudzić się do życia. Drobinki są dość ostre i dobrze zdzierają martwy naskórek. Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to konsystencja. Jak dla mnie jest trochę zbyt "sypki". Producent mógłby pomyśleć o jakimś spoiwie, by moment przenoszenia go z opakowania na skórę nie marnował aż tyle produktu. Może po prostu muszę się nieco "oswoić" z jego teksturą. Ogólnie bardzo jestem na plus, bo swoje główne zadanie spełnia w stu procentach.

3. Żel pod prysznic marki I love... o zapachu Raspberry Ripple. Pięknie pachnący, owocowy żel w różowym kolorze. Urozmaica zarówno kąpiel jak i prysznic. Bardzo dobrze się pieni i zapach na kilka godzin zostaje z nami. Jestem fanką owocowych zapachów, więc ten zakup był moim strzałem w 10. Nie pachnie chemiczna maliną, której nie znoszę. Jeżeli chodzi o wydajność to oceniam ją jako średnią, bo już po kilku dniach intensywnego używania widać spory ubytek.

4. Kostka do kąpieli marki Accentra, którą znalazłam w paczuszce od kochanej @icecold.
Po pierwsze nie przeczytałam jak tego używać, po drugie to moja pierwsza kostka do kąpieli i człowiek podobno uczy się na błędach. Oczywiście ja jak to ja, zmęczona odrobinę po pracy wróciłam, zaczęłam lać wodę do wanny i jak na filmiku wrzuciłam ją po prostu do wody dziwiąc się, że nie działa tak samo jak kula do kąpieli. Popatrzyłam na opakowanie i dopiero po chwili zobaczyłam, że narysowany jest strumień wody, więc tam też ją dałam. Kostka starcza na kilka kąpieli, więc po chwili miałam wylewającą się niemalże pianę z wanny. Uwielbiam mnóstwo piany, ale nie spodziewałam się jej aż tyle, ale tak dzieje się jak nie oczytasz o kosmetyku, którego używasz pierwszy raz. Podsumowując kąpiel była bardzo przyjemna, dużo bąbelków, woda zabarwiona na pomarańczowy i przyjemny owocowy zapach, który nawet po kąpieli utrzymuje się na skórze. Nie zauważyłam olejków czy innych pielęgnacyjnych właściwości, ale z pewnością nie wysusza skóry. Bardzo fajny gadżet.

5. Tołpa Botanic, Amarantus, Mleczko-nektar, Nawilżające.
Miniatura balsamu do ciała, którą znalazłam w paczuszce od cudownej @hangled. Balsam jest zamknięty w ładnym, estetycznym opakowaniu w kształcie tuby z niebieskim kwiatem na pierwszym planie. Kosmetyk ma formę mleczka i jest białego koloru. Ma lekką konsystencję, a przy tym bardzo dobrze nawilża skórę. Odnoszę wrażenie, że po nałożeniu specyfiku skóra wręcz wypija cały "nektar" błyskawicznie. Idealny specyfik na rano, gdy spieszymy się, by wyjść z domu. Nie pozostawia ciężkiej warstwy na skórze i bardzo delikatnie, lekko kwiatowo pachnie. Zapach o dziwo utrzymuje się przez kilka godzin. Jak tylko trochę odkopię się z zapasów chętnie sięgnę po pełnowymiarowe opakowanie.

6. Mascot Europe, Cuticle Mask, Maseczka na skórki przy paznokciach, Cucumber.
Na początku podchodziłam sceptycznie do tego rodzaju maseczek, ale po cudzie jakie znalazłam w Asian Box i po pierwszych testach zakochałam się w tego rodzaju produktach. Po pierwsze skórki wokół paznokci są bardziej nawilżone, po drugie usunięcie nieestetycznych skórek z płytki paznokcia jest banalnie proste. Ogórkowa maseczka jest wykonana z solidnej tkaniny. W paczce znajdują się dwa pliki lekko połączonych ze sobą 5 mini maseczek, każdą nakładamy na osobny palec, odrywając ją od reszty. Ta niestety nie rwała się estetycznie, bo zostawały po przerwaniu włoski, ale w żaden sposób nie przeszkadza to w wykonywaniu zabiegu. W środku każdej znajduje się dość spora ilość esencji o przyjemnym, rześkim, ogórkowym zapachu. Uwielbiam takie aromaty, więc dla mnie bomba. Cały zabieg sprawił, że moje dłonie zdecydowanie lepiej się prezentują.
Maseczkę kupiłam w Action.

7.A'pieu, Icing Sweet Bar, Maska do twarzy w płacie, Mandarynka Hanrabong.
Kolejna maseczka w płacie z tej serii, tym razem wariant mandarynkowy. Płat maseczki wykonany z bardzo cienkiej tkaniny. Odnoszę wrażenie, że esencji było nieco mniej niż w tej melonowej, bo poza maseczką nie było jej wcale w opakowaniu. Jednak sama maseczka była bardzo mocno nasączona tak, że po nałożeniu na twarz kilka kropel się z niej wydostało i kapnęło z mojej brody.

Zobacz post

Denko pierwszy tydzień październik 2020

Denko 1. tydzień października.
Dobra, drugie podejście do tematu, bo za pierwszym razem pomysł był dobry, a realizacja kiepska, bo nie dysponowałam zbyt dużą ilością czasu.
Z tego denka tygodniowego jestem dość zadowolona i co najważniejsze kolejne również zapowiada się całkiem fajnie. Cieszy mnie to, ponieważ moje ostatnie szaleństwa zakupowe oraz paczuszki od Was sprawiły, że kosmetyków mam całą masę, ale tyle nowości na raz jeszcze bardziej motywuje do zużywania pootwieranych cudeniek i zastępowania ich nowymi.
Udało mi się zużyć 7 pełnowymiarowych kosmetyków, jedną miniaturkę, 3 maseczki i 2 próbki. Najbardziej cieszy mnie zużycie kosmetyku z kategorii kolorówka, bo ostatnio rzadko się malowałam i pomału to zmieniam.

Garść mini recenzji:
1. The Saem, Pore Cover - puder sypki, Disney where is Nemo x The Saem.
Biały sypki puder, który idealnie nadaje się do zmatowania skóry i ujednolicenia makijażu. Bardzo lubię tego typu pudru i ten był moim hitem. Zaraz po zakupie tego zdecydowałam się na ten droższy wariant od hudy, ale ze względu na mniejsze opakowanie ten trafił do mojej podręcznej kosmetyczki i dlatego zdenkowałam go jako pierwszego.

2. Isana, Tonik do twarzy, Glow & Shine.
Tonik zamknięty jest w buteleczce w kształcie tuby i samo opakowanie bardzo mi się podoba wizualnie. Produkt pachnie grejpfrutowo, świeżo, cytrusowo, czyli zdecydowanie moje klimaty zapachowe. Tonik bardzo dobrze oczyszcza twarz i pozostawia świeżą i pachnącą cerę. Nie sądziłam, że polubię się aż tak z tym produktem, bo zwykle kupując kosmetyki ze względu na opakowanie to oprócz faktu, że cieszą oko w łazience to często, gęsto ich zawartość okazuje się totalnym bublem kosmetycznym. Ten tonik miło, pozytywnie mnie zaskoczył.

3. AA, Super Fruits & Herbs, Mgiełka nawilżająca, Detox + Odświeżenie, Malina & szafran.
Mgiełka już od dawna kusiła mnie swoim opakowaniem. Przy małych zakupach w Rossmannie w końcu trafiła do mojego koszyka. Zdecydowanie był to dobry zakup. Delikatnie pachnie, ale jest to bardziej zapach szafranu niż maliny. Szkoda, bo miałam nadzieję na bardziej owocowy zapach. Jednak jako mgiełka oczyszczająco, odświeżająca sprawdza się na prawdę dobrze. Zamknięta jest w małej, plastikowej buteleczce z atomizerem. Stosuję ją rano i wieczorem. Czasami również w trakcie upalnego dnia przynosiła ukojenie. Zwykle jest to ostatni etap mojej pielęgnacji. Po aplikacji czuć efekt odświeżenia. Rano lubię od niej zaczynać dzień, by trochę się pobudzić.

4. Luksja, Mydło w płynie, Rainbow Cotton Candy, Limited Edition.
Mydełko kupione podczas jednej z wyprzedaży w Rossmannie. Skusiła mnie urocza grafika na opakowaniu oraz borówkowy zapach. Kosmetyk zamknięty jest w opakowaniu z solidną pompką i łatwo się go dozuje. Nie jest zbyt wydajne, bo po tygodniu sporo go ubyło mimo faktu, że często ostatnio mnie nie ma w domu. Ma lekko kremową konsystencję. Pachnie dość sztucznie i zapach mnie nieco zniechęcił. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego.

5. Eveline, I Love Vegan Food, Peeling do ciała, Cukrowy, Kawa waniliowa.
Peeling znalazłam w paczuszce od kochanej @PatrycjaW. Już od dawna miałam zamiar kupić sobie, któreś z tych saszetkowych cudeniek. Wariant z wanilią pachnie obłędnie! Zapach świeżo palonej kawy połączony jest z subtelnym zapachem laski wanilii. Po pokryciu całego ciała i szorowaniu nie mogłam się nawąchać. Po zabiegu nasza skóra jeszcze delikatnie, kawowo pachnie. W peelingu znajdziemy dość szorstkie ziarenka kawy oraz cukier, co tworzy idealnego "zdzieraka". Całość połączona jest w lekkiej galarecie co umożliwia łatwe i przyjemne rozprowadzenie produktu na całe ciało. Myślałam, że starczy na więcej, ale stosowałam go raptem trzy razy i produkt już się skończył, a szkoda, bo peeling nim był czystą przyjemnością.

6. L'biotica, Milk Therapy, Maska do włosów w formie czepka, Regenerująca, Mleko kokosowe, malina, jedwab.
Maseczkę znalazłam w paczuszce od kochanej @Animozja. Czepek jest solidnie wykonany i jest w kolorach bieli i różu. W środku czepka znajduje się gęsta maska na głosy białego koloru o delikatnym zapachu. Spodziewałam się bardziej egzotycznego zapachu, ale ten był bardzo subtelny, lekko kokosowy. Na mokre, umyte włosy zakładamy czepek i mieszamy nieco włosy z maseczką. Ja trzymałam ją około 20 min. Po zmyciu kosmetyku włosy są delikatne, ale mocno puszące. Widać, że są w lepszej kondycji, ale efekt nie jest spektakularny, ale może zbyt wiele wyobrażałam sobie jak na specyfik tego rodzaju.

7. Patchology, Moodpatch, Maska w płachcie na usta..
8. MISSHA, Pure Source, Maska do twarzy w płacie, Cytryna..
9. The Saem, Krem do rąk, Disney Frozen x The Saem, Apricot.
10. MISSHA, Time Revolution, Ampułka do twarzy, Na noc, Bakterie kwasu mlekowego - miniaturka.
11. Mokosh, Serum pod oczy, Liposomowe, Ogórek - próbka.
12. Płatek złuszczający połączony z płatkiem z esencją z cytryny i zielonego kawioru - próbka.

Zobacz post
1