Dresscloud Café
Strona 1012 / 2277
Jeśli któraś z Was jest ciekawa tematu nielegalności jutrzejszej godziny policyjnej, to polecam kanał na YT Pole karne. Wlasnie leci live z analizą. Prowadzi go wykładowca z UJ.
Pracuję w korporacji i u nas rozliczanie godzin jest bardzo mocno pilnowane, jeżeli koordynator pozwoli to raz na jakiś czas możemy wyjść trochę wcześniej z pracy (u mnie to np. wizyta u ortodonty gdzie szkoda na clay dzień brać urlop, pierwszy dzień okresu kiedy bardzo boli mnie brzuch) ale powinniśmy to odrobić w przeciągu okresu rozliczeniowego czyli 3 miesięcy. Więc mamy możliwość wybierania godzin i odrabiania, raczej nie mogą zostać nierozliczone. Współczuję Ci bo podejrzewam, że ktoś wychodzi wcześniej ze świadomością, że zarobi trochę mniej pieniędzy, a reszta musi pracować więcej, żeby nadrobić zaległości po tej osobie która wyszła
U nas też jest taka opcja wyjścia, na różne sytuacje losowe (co prawda można to potem odpracować, ale nie zawsze jest jak), , a tez mamy dziewczynę, która to nagminnie wykorzystuje. Bo nie ma co robić, bo ona do znajomych jedzie, bo ją coś boli... Strasznie mnie to irytuje, bo przecież w handlu jest zawsze co robić i każdy powinien się w tym czasie zaangażować. Nikt inny tak nie robi, ja sama skorzystałam z tej opcji kilka razy w nagłym przypadku, ale wychodzenie sobie kiedy się chce jest niekoleżeńskie i nie powinno mieć miejsca.
Tak sobie siedzę przed nocką i się zastanawiam, bo mnie denerwuje jedna rzecz w regulaminie mojej pracy. Jest u nas coś takiego jak potrącenie z wynagrodzenia za nieprzepracowane godziny (pewnie jest wszędzie), ale u nas to jest traktowane na zasadzie "szybszego zwolnienia się z pracy". Nie można odrobić szybszego wyjścia, a wiadomo, że są nieraz sytuacje nagłe, kiedy tą pracę trzeba opuścić. Ja w ciągu dwóch lat wypisałam taki wniosek dwa razy - raz, jak jechałam ze zwierzęciem do wety na szybką pomoc, drugim razem, kiedy K zadzwonił, że trzeba go zawieźć na SOR. Ale są u nas przypadki, kiedy ludzie conajmniej raz w miesiącu wypisują sobie taki wniosek, bo nie chce im się siedzieć w pracy. Odgórnie nikt tego im nie zabroni, bo przecież nieprzepracowane godziny mają pociągnięte od wypłaty, ale mam wrażenie, że u nas w pracy to zaczęło być traktowane jak zwolnienie w szkole - chcę to mam, złoże tylko podpis i mogę sobie iść. A najbardziej mnie denerwuje, jak ktoś jedzie ze świadomością do pracy, że jedzie na 2h, bo "wypisze sobie wniosek, bo chce się jej spać".
Przewinęłam się przez kilka prac, siedziałam za biurkiem i zaiwaniałam z towarem po sklepie - nigdy się nie spotkałam z takim czymś. Czy u Was się stosuje taką zasadę zwolnienia się szybszego z pracy?
Ja się bardzo angażuję w pracę i zawsze uważałam, że płacone mam za swój wkład w firmę, nie za przyjście i uśmiechanie się. Nie wiem, czy to może moja silna przynależność do pracy sprawia, że mi się to wydaje niewłaściwe, bo odzywa się mój wewnętrzny pracoholik, czy serio raczej nie powinno to tak wyglądać.
Jutro przyjedzie moja ciocia, żona mojego przyszywanego Wuja fryzjera z prezentem dla mnie. Ogromnie się cieszę.
Ten drugi jest bardziej różnorodny, ale jest tam trochę kapsułek czy perełek do kąpieli, wiec bez wanny nie wszystko się przyda
Kurczę to mam pecha, ten w takim razie z kolorówką, a drugi z dostępnych był z hasłem "bath" a my tylko prysznic. No nic, dzięki. Widać muszę sobie zrobić inny prezent.
Widziałam w Rossmanie przecenione kalendarze adwentowe, np. Marrionaud ze 130 na 30. Obmyślam czy by nie kupić i nie otwierać po okienku od 1 stycznia. Czy wiecie czego mogę się spodziewać po Marrionaud? Czy to pielęgnacja czy kolorówka? Bo z kolorówki to mogę przygarnąć może puder, ale nic poza tym, więc pytanie czy warto...
Co jak co, ale z biegiem czasu z uśmiechem się takie rzeczy wspomina. Ja jak dziś pamiętam, kiedy u mojego byłam raptem chyba 5 raz, poprzednie 4 siedziałam tylko z nim, a jego mama wpadała na chwilę zostawić nam ciastko, jego siostry kojarzyłam ze szkoły- jedna jest ode mnie 3 lata starsza, druga 3 młodsza, jednak nigdy z nimi nie gadałam, jedynie co młodszy brat, mający wtedy 6 lat przychodził mi się pochwalić jak już ładnie czyta i tylko przy nim nie miałam spięcia, bo to dziecko. W każdym razie tego '5' odebrał telefon od wujka, że musi pilnie do niego przyjechać, miało go nie być raptem 20 minut i zostałam skazana na czekanie z jego siostrami i mamą, byłam przerażona, z 20 minut zrobiło się 4 godziny, a teraz nie mam obiekcji wpadać do nich samej na kawę
Sama nie korzystałam, ale widziałam, że dużo celebrytek ją reklamuje i używa.
Dziewczyny czy któraś z was sprzedaje na ubrania na Less? Chciałbym się dowiedzieć czy jest to bezpieczne?
No ja znam jego siostrę dłużej niż mojego partnera... Z kolei u nas te 14 lat też ledwo widoczne. Już minęło mi to spięcie przy zostawaniu samej z reszta rodziny. Sytuacja jest inna, wiadomo, zwłaszcza że teraz w święta to mój Stary jest dzikusem, nie lubi świąt, siedział tak, jakby miał zaraz wyjśc A ja się dobrze bawiłam. Rozumiesz, siedzimy u JEGO RODZINY a on co chwilę pytał mnie, czy już jedziemy
Byłoby co wspominać "babcia niech sobie teraz usiądzie i odpocznie"
Ja z K mam różnicę dosłownie 3 miesięcy, ale jego brat ma narzeczoną młodszą o 10 lat, mimo wszystko jakoś różnica wieku u nich się zaciera, bo on to wieczny dzieciak, chociaż 35 lat na karku, a ona mocno ogarnięta jak na swój wiek.
Nie zmienia to faktu, że poznawanie rodziny to według mnie stresujące doświadczenie - obserwuje teraz to u mojego młodszego brata, który powoli zapoznaje swoją dziewczynę z nami wszystkimi, a on poznaje jej rodzinę. No i sama czułam się nieraz jak rzucona lwom na pożarcie, kiedy byliśmy na jakiejś rodzinnej imprezce w ogródku a K nagle znikał - teraz to normalka po 5 latach związku, ale pierwsze takie sytuacje sprawiały, że się spinałam, chociaż jestem zazwyczaj mega otwartą i towarzyską osobą.
Zawsze lepiej, jak są to rówieśnicy... Ja przez różnicę wieku z moim partnerem, mam szwagierkę, która uczyła mnie w technikum - jej mąż jest z roku mojego ojca. Rodzice mojego partnera są z wieku moich dziadków i kilka razy mało brakowało, a do jego mamy powiedziałabym "babciu"
O Biedronce nic nie wiem, ale za to wiem o Rossmanie. Są fajne ceny na dekoracje świąteczne, oraz na zestawy kosmetyków