
Strach przed starością - boicie się jej?
Daleka nam droga do niej, ale może którąś z Was nadchodziły refleksję związane ze starością? Jest ona nieuchronna, tak samo jak śmierć. Oczywiście nikogo nie chcę zasmucać! Zastanawiałyście się czy odnajdziemy się w dzisiejszym świecie za te 60 lat? Albo że nie będziecie sprawne umysłowo lub fizycznie i będziecie ciężarem dla swoich dzieci? Widzicie siebie jako stare babcie z siwymi włosami i zmarszczkami? Ja najbardziej boję się samotnej i bolesnej śmierci bo to chyba najgorsze co może być...
ja najbardziej się boje nie samej starości, ale utraty bliskich mi osób.
ja się nie tyle boję starości, co samotności na starość - tego, że osoba, bez której teraz nie wyobrażam sobie życia odejdzie, a ja będę zmuszona dalej żyć.
nic mnie tak nie przeraża jak to...
Boje się, większość starych ludzi w tym kraju jest chamska, zwlaszcza w większych miastach. W komunikacji miejskiej to im się wszystko należy a to ja place za bilet i kultura osobista obowiązuje nie tylko mnie może to chamskie ale przez ich chamstwo i nie wdzięczność przestałam im ustępować miejsce w autobusie, a najlepiej zrobiłam prawko i staram się korzystać z komunikacji jak najmniej. Pewnie ja też wyrosne na taka chamska staruszke co mnie boli dlatego nie chce być stara.
Samej starości nie Raczej tego, że zostanę sama na starośc, będę potrzebowała stałej opieki albo będę po prostu ciężarem dla bliskich. Dlatego gdy będę babcią chce mieć przy sobie dziadka abyśmy wzajemnie się sobą opiekowali i chodzili na spacerki.
A i szczerze pisząc-bardziej boje się polskich szpitali niż samej śmierci. Tak samo jak bardziej przeraża mnie poród w polskim szpitalu niż poród sam w sobie.
Hmm szczerze mówiąc zdarza mi się o tym myśleć i owszem,mam obawy. Po pierwsze boje się,że mój partner opuści mnie wcześniej. Z jednej strony to egoizm,ale nie potrafiłabym bez niego żyć. Po drugie boje się,że moje problemy zdrowotne się uwydatnią i przeszkodzą mi w życiu. Po trzecie obawiam się,że nie zrealizuje swoich wszystkich marzeń a mój wiek nie pozwoli mi na takie życie jakie prowadzę teraz i dążenie do celu.
Myślę,że śmiarć sama w sobie nie jest zła ,bo to jedynie przejście... Natomiast świadomość przy umieraniu ,ze moglo się coś lepiej zrobić w swoim życiu może być przygnębiająca.
Ostatnie zdanie w samo sedno Tylko mogliby się trochę z tą technologią pośpiechać ,bo mi się czoło zaczyna marszczyć hahahah na szczęście mama i ciocie mojej mamy mają takie geny ,że mimo sędziwego wieku (najmłodsza 72 lata ,najstarsza po 80tce) mają buzie gładkie! Jedynie Skóra jest cieńka także...przy dobrych wiatrach dotrwam do czasów, które zapewnią nam wieczną młodość
Jeśli chodzi o kwestię śmierci to jeśli znajdę już swojego jedynego to chciałabym umrzeć przed nim bo nie chciałabym cierpieć. No i przede wszystkim nie chce umierać samotnie i boleśnie.
Ogólnie mam nadzieję, że już będzie tak doskonała technologia, że nie będę mieć zmarszczek.
Bolesnej śmierci boje się niesamowicie. Natomiast sam wiek, dajmy na to 80tka, to dla mnie żaden problem. Patrząc na moje prababcie, które radzą sobie idealnie
Ja nie boję się starości, tylko powolnej, bolesnej śmierci. Sama starość nie jest taka zła, jeśli ktoś nie siedzi całe dnie w domu, tylko aktywniej spędza czas, bo według mnie starsi ludzie mają go więcej Jedyne co, to będę żałowała, że nie będę wyglądała młodo, nie będę miała dużo siły, nie będę cieszyła się z tych rzeczy, z których cieszę się teraz... Gdyby było to możliwe chciałabym mieć przez całe życie ok. 20 lat Ale starość czeka każdego i trzeba się z nią pogodzić.
Ja z kolei boję się, że nie będę wystarczająco bogata. Pewnie zaraz polecą obelgi w moją stronę, że nie pieniądze najważniejsze, ale nie oszukujmy sie teraz takie czasy, że pieniądz jest królem świata. Boję się, że zachoruję i nie będę mogła leczyć się prywatnie, a patrząc co się dzieje teraz w szpitalach, przychodniach itp. to nie ma szans przeżycia na ''państwowym''. Obawiam się, że nie starczy mi pieniędzy na botoksy. Przywiązuję dużo wagę do swojej twarzy... Jeśli starość mi to zabierze to odbierze mi też szczęście i pasję (wizaż). Na starej twarzy nie oszukujmy się, ale kosmetyki nie wyglądają tak ładnie jak na młodej cerze. Niby takie banalne problemy, ale składają się na poważną całość.
Ja zdecydowanie bardziej boję się chorób niż starości. Ogólnie mam coś z hipochondryczki i często wmawiam sobie różne choroby. A jak coś mnie naprawdę zaboli to odliczam dni do swojego pogrzebu. To trochę śmieszne, ale i zarazem straszne.
Po tym jak moja babcia umarła przy mnie w szpitalu na pewno nie chciałabym umrzeć w szpitalu....
Mi się marzy spokojna starość. Nie chcę być babuleńką, która 3 razy w tygodniu siedzi w kolejce do lekarza po recepty na torbę leków bo tam strzyka, tu strzyka. Chciałabym móc poruszać się o własnych siłach i widzieć do końca, bo po przykładzie mojej babci, która od kilku lat już nie wstaje z łóżka zatraciła wzrok widzę, że to coś strasznego. Nie może zobaczyć prawnuka, który niedawno jej się urodził i nas jak się zmieniliśmy przez te lata.
Miałam do niedawna sąsiadkę, która miała niemalże 90 lat, do samego końca śmigała o własnych siłach, wszystko było ok i pewnego dnia po prostu zmarła, to chyba lepsze niż kilka lat cierpień
ja się tylko boję tego, że mogę chorować tak ciężko jak moja mama i męczyć się na stare lata ....a tak ogólnie starości to nie ;P byle było zdrowie, inne rzeczy mi nie przeszkadzają
To chyba jedna z tych rzeczy, której boję się najbardziej.. Często zdarza mi się o tym myśleć i boję się po prostu o to, w jakim będę stanie. Nie chciałabym się męczyć, ale przeraża mnie sam fakt, tych ostatnich dni, które mogą być dla mnie najgorsze. Chciałabym dożyć do słusznego wieku, jednak nie chciałabym być dla nikogo problemem, nie chciałabym robić przykrości swoim bliskim i nie chciałabym też być sama. Strasznie trudny temat, ale fajnie, że go poruszyłaś Boję się tej starości dlatego, że byłam bardzo związana z moimi pradziadkami, w rodzinie mam dużą ilość osób starszych i każdy przechodzi starość na inny sposób.. Byłam też przy śmierci moich pradziadków dobrych kilka lat temu i chyba to skłoniło mnie to wielu przemyśleń, które teraz (rok po roku) mam..
Znam jedną taką Panią, po 80tce (w sumie bardziej przed 90tką) która do tej pory jeździ samochodem, podróżuje, spotyka się z koleżankami, umawia na spotkania i działa aktywnie - taka właśnie chciałabym być :-)