
Kłótnie - umacniają czy niszczą związek?
Co o tym myślicie dziewczyny? Chyba nikt nie lubi kłótni, ale może jednak są one potrzebne, aby dwie strony mogły powiedzieć to co czują? Jak wyglądają kłótnie w Waszych związkach? Przekłada się to na wasze relacje? Dochodzicie do wspólnych wniosków czy każde z Was idzie w końcu w swoją stronę?
Podobno facet, który nie kłóci się ze swoją wybranką nie myśli o niej poważnie, kłótnie są potrzebne nie może być wszystko z górki bo szybko by się to rozpadło. No i godzenie
Mi się wydaje, że to zależy... My się kłócimy raczej o drobnostki i za chwilę się godzimy. Ale np. moja znajoma kłóciła się ze swoim facetem non stop. O pierdoły. I to zniszczyło ich związek...
U nas nigdy nie ma ostrych kłótni, w zasadzie prawie nigdy nie ma żadnych Bo kłócić się o brudny kubek czy skarpetki pod łóżkiem... Naprawdę warto? Ale czasem wydaje mi się, że to zależy też od tego co przeszła razem para. Powiem ze swojego doświadczenia, że na początku były u nas sytuacje i problemy życiowe które po prostu powodowały kłótnie na każdym kroku. Był płacz, trzaskanie drzwiami, zastanawianie się nad przyszłością. Ale ja mam charakter że zawsze wszystko muszę doprowadzić do końca i tak długo męczę aż sytuacja zostanie całkowicie wyjaśniona. I to były kłótnie które i niszczyły i umacniały związek, ale tylko od nas zależało w którą to pójdzie stronę, czy złą czy dobrą. A teraz po prostu patrzę na wszystko z tamtej perspektywy, mieliśmy takie problemy że teraz dziękuję że jedynym problemem są skarpetki pod łóżkiem (przepraszam jeśli się za bardzo wywnętrzniam )
u nas na początku było ostro - dwa uparciuchy się zebrały, każdy bronił swoich racji teraz po 1,5 roku wygląda to zupełnie inaczej - można powiedzieli .. w ogóle się nie kłócimy jeśli coś nam przeszkadza to najzwyczajniej o tym rozmawiamy. Wiadomo , czasem wynikają spontaniczne nerwowe akcje ale szybko mijają
Jestem z moim obecnym chłopakiem ponad półtora roku i jeszcze nigdy się nie pokłóciliśmy Ja czasami się denerwuję, obrażam na niego, ale on jest bardzo tolerancyjny i spokojnie podchodzi do tego. Myślicie, że to źle, że tak jest??
W poprzednim związku wiecznie się kłóciłam z moim ex. Z upływem czasu okazało się, że mieliśmy inne podejścia do życia, nie pasujące do siebie charaktery, więc kłótnie pokazywały to, że do siebie nie pasujemy i nie dogadamy się nigdy.
A teraz jest zupełnie inaczej. Więc nie wiem, co by mogła jakakolwiek kłótnia wnieść w nasz związek.
u mnie też różnie to bywa
z reguły ja zaczynam kłótnie bo to mi "coś" nie pasuje
są kłótnie "lekkie" tzn. każdy mówi swoje "żale" i dochodzimy (lub nie) do jakiegoś wniosku.
albo zbiera mi się kilka dni aż wybucham i wtedy jest "ostro"
ostra wymiana zdań, przeważnie kończą się moim fochem aż mąż mnie przeprosi.. czasem w trakcie kłótni wychodzi na jaw, że jedno źle zrozumiało drugie, albo, że po prostu wystarczyło pogadać, ale podobnie jak @sailor mam trudny charakter (po mamusi ) i czasem mnie ponosi
U moim związku kłótnie na prawdę umacniają nasze relacje. A kłótnie mamy bardzo drastyczne ze względu na trudne charaktery...
Moim zdaniem kłótnie bardzo niszczą związek. Widzę to po swoim, który w sumie rozpada się i przez to wszystko nie chcę w nim trwać.
Ja się staram nie kłócić...w zasadzie jesteśmy mało konfliktowi - ja i mój chłopak wiec w ciągu 4 lat związku się nie kłóciliśmy jakoś bardzo. Były to po prostu wymiany zdan bardziej lub mniej porywczo. Jednak wiem,ze nie umiemy wytrzymac bez siebie ani chwili wiec takie ,,fochy'' itd nie są dla nas.
Jeśli coś nas gryzie powinniśmy mówić, a nie dusić tego w sobie, bo to boli.. Po co cierpieć? Jeśli jest się o co kłócić, a do porozumienia nie da się dojść i trwa ciągłe cierpienie to tez istotne, bo to syganł, że związek nie ma przyszłości. JEśli nie potrafimy ustępować, to po co cierpieć? Widocznie aż tak nie zależy nam na partnerze, trzeba najpierw poznać siebie, potem jego, a potem wiedzieć o co warto się kłócić, a co nie jest warte życia w bólu.
Zdecydowanie niszczą.
Oczywiście czasami można się pokłócić, ale należy ich unikać i znaleźć inny język..
Polecam https://www.facebook.com/robertmarchel?fref=ts <-----fanpage Roberta Marchela. Jego filmiki są bardzo przydatne... Dają dużo do myślenia.
Wydaje mi się, że kłótnie umacniają, bo właśnie przy nich wypowiadamy co nas boli, co nam nie pasuje - co za tym idzie, staramy się być lepsi dla partnera i eliminujemy to co przeszkadza, a sami tego nie zauważaliśmy
Jednak ciągłe kłótnie i sceny zazdrości trochę psują związek bo wychodzi na jaw brak zaufania, lub nadmierna chęć rządzenia drugą osobą
Są kłótnie po których jest lepiej, a są kłótnie które swoją częstotliwością pogarszają relacje między partnerami. Np. małe sprzeczki mogą trochę budować, ale kłótnie dotyczące np. podejrzeń drugiego partnera o zdrady, kłamstwa itp. wiadomo, że do niczego dobrego nie doprowadzą.
U mnie bywa różnie, czasami po sprzeczkach jest dobrze, a czasami siedzi we mnie złość i do końca dnia nie jest wstanie mnie nikt rozbawić ;d
Ja często chcę porozmawiać, wytłumaczyć, dojść do porozumienia i nadaje jak katarynka, a mój facet z chamskim, cwaniackim uśmiechem się na mnie patrzy albo patrzy w komórkę. To najbardiej doprowadza mnie do szału.
oczywiscie ze sprzeczki są, jak w kazdym zwiazku mysle ze właśnie w zwiazku takie kłotnie czasami są potrzebne, to oznacza ze nam na sobie zalezy a nie wszystko olewamy
żyję w baaardzo luźnym związku, sprzeczki są, kłótnie i awantury też, ale nie trwają długo bo oboje potrafimy przyznać, że zawiniliśmy. Zawsze kończy się na przepraszaniu i przytulaniu Zresztą nawet jak wściekam się bardzo to i tak zaraz jest mi przykro i sama pierwsza wyciągam rękę na zgodę
Kłótnie są dobre ale bez przesady, że tylko przez to funkcjonowałby związek. Jeśli nie mamy np odwagi na powiedzenie czegoś może się druga osoba dowiedzieć o tym podczas kłótni. I tak samo na odwrót. U mnie są kłótnie tylko o pierdoły i w sumie sama nie wiem czy lepsze są takie czy o jakieś poważne sprawy. Ale myślę, że o pierdoły jest lepiej bo szybko przechodzi i nie ma jakiejś wielkiej urazy. No i na koniec, co do ostatniego pytania jest to różnie, raz mamy wspólne zdanie a czasami uparcie jesteśmy przy swoim