YOPE
Maska do włosów, Boost my Hair, Do włosów zniszczonych, Z bioceramidami
1 na 2 Użytkowniczek poleca ten produkt
Opis produktu
Intensywnie odbudowuje włosy zniszczone. To kuracja regenerująca, po której włosy są gładkie i lśniące, jak nowe.
Bioceramidy z oliwy
Naprawiają strukturę włosaAdaptogen: grzyb reishi
Wspomaga ochronę przed uszkodzeniami
Z odżywczymi bioceramidami wzbogaconymi olejem rycynowym. Zawiera kompleks naprawczy składający się z protein soi oraz ekstraktów z alg, który zastępuje bi ...
Intensywnie odbudowuje włosy zniszczone. To kuracja regenerująca, po której włosy są gładkie i lśniące, jak nowe.
Bioceramidy z oliwy
Naprawiają strukturę włosaAdaptogen: grzyb reishi
Produkt dodany w dniu 31.05.2022 przez gilgotka
Przeczytaj prawdziwe i sprawdzone opinie o YOPE - Maska do włosów, Boost my Hair, Do włosów zniszczonych, Z bioceramidami
YOPE - Maska do włosów, Boost my Hair, Do włosów zniszczonych, Z bioceramidami.
Szampon już miałam, odżywkę już miałam więc przyszedł czas na maskę. Zastanawiałam się długo czy tez jest tak wspaniała jak wszystkie produkty z tej serii i faktycznie jest. Opakowanie wystarcza na długo, maska ma genialną konsystencje dzięki czemu bez problemu jest rozprowadzić mała ilość na włosach nawet takich jak moje czyli do pasa. Odżywka świetnie nawilża włosy. Doskonale je również odżywia. Bez problemu idzie je rozczesac. Są mięciutkie, gładkie i przede wszystkim proste. Po użyciu jej nie musiałabym prostować włosów jednak robię to z przyzwyczajenia. Uwielbiam tą maske!
Maska do włosów z bioceramidami z serii Boost my hair marki Yope, którą kupiłam jakiś czas temu na Krem de la krem. Jak tylko Yope wypuściło tę serię do włosów zaciekawiłam się nią i najbardziej zależało mi na przetestowaniu maski, więc jak tylko skończyłam wcześniejszą, zamówiłam tę w nadziei na super efekty. W składzie znajdziemy między innymi bioceramidy z oliwy odpowiedzialne za naprawę struktury włosa czy grzyb Reishi zapewniający im ochronę przed uszkodzeniami. Oprócz tego maska ma przywracać równowagę skórze głowy choć tutaj nie do końca wiem w jaki sposób, bo maski nie nakłada się na skalp, a także siłę włosom. Oczywiście 99% składu jest pochodzenia naturalnego i jest odpowiedni dla wegan. Nigdzie nie znalazłam opisu dotyczące czym pachnie maska, bo pewnie gdybym wiedziała bym jej nie kupiła. Zapach jest bardzo ciężki, na początku myślałam, że jest taki orientalny, ale on jest typowo męski, drzewny z jakąś cytrusową nutą. Powiem szczerze, że trochę mnie powalił, bo nie spodziewałam się czegoś tak mocnego. Zapach totalnie nie jest w moim guście, więc niesamowicie się z nim męczyłam. Niestety dość długo pozostaje na włosach, czuję go nawet na trzeci dzień po myciu, a jego intensywność niewiele maleje. Osobiście lubię jak kosmetyki mają zapach, ale w przypadku tego typu kosmetyków spodziewałam się czegoś bardziej subtelnego, kwiatowego, słodkiego, może owocowego. Mnie osobiście już sam zapach drażnił i przyprawiał o ból głowy. Nie lubię kiedy coś się marnuje, więc zagryzłam zęby i używałam maski w oczekiwaniu, ze chociaż wizualne efekty trochę wynagrodzą zapach. Producent podaje dwie możliwości stosowania maski i ja używałam pierwszego z nich, czyli nakładałam ją na mokre włosy i o ile producent mówi o 5 minutach, ja trzymałam ją zawsze koło 10 minut. Drugim sposobem, z którego nie skorzystałam było nakładanie maski na włosy, zawinięcie ich i trzymanie całą noc. Maska miała wygodne opakowanie o pojemności 250 ml, a jej konsystencja była dość kremowa i dobrze się nakładała. Włosy podczas spłukiwania nie były charakterystycznie lejące czy bardziej miękkie, a w zasadzie w dotyku niczym się nie różniły między miejscami gdzie ją nałożyłam, a wyższą partią, gdzie jej nie było. Po osuszeniu włosów nie poczułam, żeby jakoś bardziej ułatwiła rozczesywanie. Zadaniem tej kuracji regenerującej jest sprawienie, że włosy będą gładkie i lśniące. Jak dla mnie efektów w tym zakresie brak. Nie zauważyłam, żeby były bardziej wygładzone, ani żeby zdrowo lśniły. Nie były też bardziej miękkie i w zasadzie oprócz tego, że przeszedł na nie zapach maski, nie zauważyłam nic, a jeśli efekt był to bardzo minimalny i moim zdaniem absolutnie produkt nie jest wart zakupu. Mam długie włosy, które są bardzo podatne na działanie tego typu produktów i zazwyczaj widzę efekty między tym jak używam jakiejś maski, a inną, ale tutaj nie zauważyłam nic specjalnego. Może ewentualnie mniej się puszyły i to wszystko. Koszt to 29,90 zł i zdecydowanie nie polecam. Tutaj zostawiam Wam chmurkę do porównania z maską w podobnej cenie, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie i absolutnie jest warta zakupu: https://dresscloud.pl/cloud/kosmetyki/odzywki-maski-olejki-do-wlosow/971801-trust-my-sister-maska-do-wlosow-emolientowa-wlosy-srednioporowate/ . Tej z Yope niestety nie polecam. Osobiście strasznie się z nią męczyłam.
Zobacz post
Tak się prezentuje moje ostatnie zamówienie z Krem de la krem. Akurat skończył mi się puder, a w sklepie pojawił się nowy rozświetlacz, który mnie zachwycił, więc nie mogłam oprzeć się zakupom. Początkowo chciałam kupić puder Kolorove, ale niestety kiedy weszłam na stronę był niedostępny, a że poprzedni się skończył, więc postanowiłam zamówić inny. Wybrałam Sypki puder satynowy All Set Powder Satin marki Lumileve. Ta marka również bardzo mnie ciekawiła, więc wskoczył do koszyka. Jego regularna cena to 67,90 zł i jest to najdroższy puder jaki będę miała okazję testować, a w dodatku naturalny. Nie ukrywam, że pokładam w nim duże nadzieje. Kolejny produkt, któemu absolutnie nie mogłam się oprzeć to nowość marki Dolina Czeremchy i rozświetlacz w kremie. Zakochałam się w tym słodkim opakowaniu, a rozświetlacz to jest istna petarda, jeśli chodzi o kolor i drobinki! Kosztował 32 zł za 15 ml i już spotykam się z opiniami, że jest bardzo podobny do dość drogiego rozświetlacza marki Fridge, więc jestem bardzo ciekawa. Produkt, który również był na mojej zakupowej liście maska do włosów zniszczonych z linii Boost myhair od Yope. Ta seria podbija szybko internety, ale przyznam szczerze, że zapachem jestem niesamowicie zawiedziona. Pachnie bardzo męsko i ciężko i przyznam, że liczę, że nie będzie się trzymał długo na włosach, bo o ile lubię jak mężczyzna pachnie pięknymi perfumami, tak ja męskich zapachów na sobie nie lubię. Maska kosztowała 29,90 zł. Kupiłam jeszcze szpatułkę do nakładania kremów i tym razem zdecydowałam się na markę Easy Livin. Wybrałam wersję z kwarcem różowym do masażu okolic oczu. Niestety poprzednia szklana szpatułka mi się roztrzaskała, więc postanowiłam zainwestować 35 zł w coś bardziej trwałego. Akurat była akcja, która polegała na tym, że do dowolnego zakupu tej marki w gratisie był masażer w kształcie bańki do twarzy tej marki i udało mi się załapać. Do koszyka wpadły też kremowe, wakacyjne naklejki! Dostałam również dwie próbki do testowania i pierwsza to krem BB z serii Glow marki Resibo. Co prawda dostałam w kolorze Light Beige i boję się, że będzie za jasny, ale spróbuję. Druga próbka, to marka, którą co raz bardziej zaczynam się interesować, a mianowicie Eeny Meeny i krem wygładzająco-napinający pod oczy. Pomijając zapach maski z zakupów jestem bardzo zadowolona. Wszystko jak zwykle przyszło pięknie zapakowane z pysznymi kremowymi krówkami.
Zobacz postPodobne produkty


