Przeczytaj prawdziwe i sprawdzone opinie o Manhattan - Soft Mat Lipcream, Pomadka do ust, Matowa, nr 95G
Jedną z moich ulubionych ostatnio pomadek stała się ta z firmy Manhattan, z serii Soft Mat, o numerze 95G. Dostałam ją od @Reina w wymianie kosmetycznej, i w sumie od razu ją polubiłam, ale ostatnio podbiła moje serce ogromnie. Po pierwsze ma bardzo ładny odcień ciepłego karmelu, który wygląda na ustach naturalnie i delikatnie. Jest świetna i na co dzień, i na większe wyjścia, świetnie współgra zarówno z delikatnym, jak i mocnym czy kolorowym makijażem. Nie wyglądamy w nim trupio, dodaje naszej twarzy delikatnego koloru. Lubię ją też za formułę - na ustach wygląda matowo, ale nie jest bardzo wysuszająca, więc moje usta nawet w mroźniejsze dni się z nią lubią. Nie podkreśla suchych skórek, utrzymuje się długo i ładnie zjada. Nie powstają nieestetyczne plamy ani obwódka wokół ust. Fajnie wygląda, utrzymuje się długo, nic więcej mi do szczęścia nie potrzeba.
Matowe kosmetyki do ust. Większość mam z Golden Rose, a to dlatego że dla mnie są najlepsze spośród tych tańszych. Najbardziej z nich lubię pomadki w kredce Matte Lipstick Crayon – ja mam je w odcieniach 08 i 10. Przyjemnie się rozprowadzają na ustach, ładnie na nich wyglądają i mają ładne odcienie. Ja bardziej lubię 10. Mam też pomadki Golden Rose, Velvet Matte Lipstick w odcieniach 07, 09 i 10. 07 jest bladym różem, 09 dość intensywnym, a 10 neutralnym. Pomadki te dość równomiernie się zjadają, ale niestety troszkę wchodzą w załamania ust. Ładnie wyglądają te ich bordowe opakowania, ale do czasu aż zaczynają się ścierać złote napisy. Ostatnio jednak chętniej używam płynnych matowych pomadek. Moja pierwsza płynna matową pomadka jest Manhattan, Soft Mat, Lipcream w odcieniu 95G. Jest to dość ciepły, pomarańczowy, lekko brązowy odcień. Ma ładny, słodki zapach i przyjemna konsystencję. Dość długo zasycha na mat. Druga jest Bourjois, Rouge Edition Velvet, 09 Happy Nude Year. Ma on raczej dziwny i niezbyt przyjemny zapach. Nie czuć go jednak po nałożeniu na usta. Również ma bardzo przyjemną, lekko musowa konsystencję. Ma lepsze krycie niż ta z Manhattan. Jej odcień jest dość intensywnie koralowy. Nieco szybciej zasycha na mat i jest zdecydowanie trwalsza. Pomadka Kobo, Matte Liquid Lipstick 405 passiflora tea niestety okazała się być błyszcząca nie matowa, a szkoda bo bardzo spodobał mi się jej odcień. Konturówka do ust Catrice Longlasting Lip Pencil 070 I Got You Babe!, ma ładny kolor i ładnie wygląd na ustach. Jednak nie przepadam za sama kredka i jej słaba trwałością. Dużo lepsze okazały się konturówki z Golden Rose. Wybrałam dwa piękne róże z serii Dream Lips Lipliner, jaśniejsza to 507, a ciemniejsza o bardzo intensywnym różowym odcieniu to 509. Jestem z nich zadowolona, więc na pewno kupię jeszcze w innych odcieniach. Pomadka Kobo Colour Trends, nr 311 Rose Petal nie do końca jest matowa, ale pojawiła się w tym zestawieniu dlatego, że nałożona w niewielkiej ilości jest satynowa i trochę przypomina te Velvet Matte Lipstick. Jednak ona bardzo brzydko się ściera.
Zobacz post
Pomadka matowa w płynie Manhattan, Soft Mat, Lipcream w odcieniu 95G. Ma ona dość ciepły, pomarańczowy, lekko brązowy odcień. Ma ładny, słodki zapach, taki trochę budyń waniliowy i przyjemna konsystencję. Przyjemnie się ją rozprowadza, ale dość długo zasycha na ustach. To była moja pierwsza płynna matowa pomadka i obecnie najbardziej lubię właśnie taki ty pomadek.
Zobacz post
Ostatnio zostałam nominowana przez @kociku do zabawy TOP 5, i dzisiaj przychodzę z moimi faworytami. Te kosmetyki najlepiej się u mnie sprawdziły i chętnie do nich wracałam. W większości są to znane mi dobrze produkty, ale czasami warto odświeżyć kosmetyczkę i sięgnąć po produkty zapomniane.
1. Próbka perfum Just Gold, które dostałam już na wakacjach, ale teraz zdobyły moje serce na dobre. Piękny, słodko-owocowy zapach, który zarazem jest troszkę cięższy i świetnie nadaje się na wieczór. Nie jest duszący, czuję się w nim dobrze i kobieco, a sam zapach świetnie się utrzymuje na skórze, dzięki czemu to uczucie trwa i trwa.
2. Duraline Inglota to produkt nowy w moim kuferku, ale już zdążyłam go polubić i sądzę, że dalsza współpraca będzie jeszcze bardziej owocna. Na razie używałam go tylko do uratowania mojej zasychającej pomady do brwi i poradził sobie świetnie, znowu bez przeszkód mogę z niej korzystać. Wiem że ma o wiele więcej zastosowań, więc jeszcze wiele eksperymentów przed nami. Jednak na początek zaprezentował się świetnie.
3. Pomadka Manhattan Soft Mat, numer 95G. Ten produkt królował u mnie na ustach przez praktycznie cały ostatni miesiąc. Bardzo ładnie wygląda, nie przesusza ust. Kolor to taki delikatny karmel w ciepłym odcieniu. Dobrze utrzymuje się na ustach i pasuje mi do zdecydowanej większości makijaży, bardzo żałuję że już mi się kończy, bo nie wiem czy można ją gdzieś jeszcze dostać.
4. W ciągu ubiegłych dni trochę więcej podróżowałam, nie tylko komunikacją publiczną, ale również autem. Później zawsze czuję, że moje ręce są pełne zarazków, więc po antybakteryjny żel Bath&Body Works Mad About You sięgałam częściej. Produkt pachnie uroczo, bardzo kwiatowo, ale nie jest to mdły zapach i nie czuć alkoholu. Zostawia też malutkie drobinki brokatu na skórze. Mam nadzieję, że faktycznie skóra po nim jest odkażona i bezpieczna.
5. W ostatnich dniach we Wrocławiu było trochę cieplej i miałam ochotę zrzucić trochę ubrań. A jak wiadomo, do tego potrzebna jest piękna, gładka skóra. Żel do golenia Balea jest moim odwiecznym ulubieńcem, bo pomaga prowadzić maszynkę po skórze i zostawia ją nawilżoną, a przy okazji pięknie pachnie. A ponieważ zaczął się sezon depilacji, to teraz warto poświęcić mu chwilę, bo jest świetnym i niedrogim produktem. Pozostawia nogi gładkie i bez zacięć, a do tego włoski odrastają odrobinę wolniej.
Tak prezentują się moi ulubieńcy z ostatnich dni. Nikogo nie taguję, bo nie wiem kto w zabawie uczestniczył i ile razy, ale jeżeli macie ochotę na przedstawienie swoich niezbędników, czujcie się zaproszone.
Moje denko w obszarze kolorówki - nie ma tego dużo, ale i tak jestem z siebie dumna, że poszłam po rozum do głowy i pozbyłam się produktów, które już mi zalegały. Wszystkie trzy pomadki należą do moich ulubieńców, ale już są praktycznie pusta, a do tego dosyć stare.
Pomadka Manhattan Soft Lips, numer 95G. Piękny, ciepły, karmelowy odcień, idealny na każdą okazję. Świetnie sprawdzał się na co dzień, przy delikatnym makijażu, jak i przy mocniejszym, dla równowagi. Nie dawała efektu mocnego matu, raczej satynowy, przez co usta były nawilżone. Utrzymywała się bardzo ładnie, bo 4-5 godzin.
Lovely Extra Lasting nr 1 i nr 3. Obie są cudowne pod względem jakości, świetnie się utrzymują, nie rolują, nie zjadają, mają intensywne kolory. Bez odpowiedniego przygotowania ust mogą je trochę wysuszać, ale i na to znalazłam sposób. Uwielbiam te kolory, idealnie trafiły w moje gusta. Zazwyczaj gdy miałam którąś z nich na sobie, i mówiłam że to 'Lovely za dyszkę', nikt nie chciał uwierzyć, że tak tanie pomadki wyglądają tak dobrze. Ogromny plus ode mnie.
Korektor Eveline Art Scenic odcień 04 Light. Kiedyś bardzo go lubiłam, ale coraz mniej mi się podoba. Ma ciemniejszy kolor niż kiedyś, do tego szybko oksyduje na twarzy. Do tego po jego nałożeniu trochę piecze mnie okolica oczu (i mówię tu o świeżutkim produkcie). Mimo to, trwałość i pigmentacja na plus.
Pomada do brwi z Inglota nr 12. Idealny dla mnie chłodny kolor, do tego odpowiednia konsystencja i ogromna trwałość. Malowanie z nią brwi było przyjemnością, pędzelek sunął gładko. Do tego jest ogromnie wydajna, bo 2g starczyły mi na jakieś 15 miesięcy.
Gąbeczka do makijażu, bodajże z Primarka. Bardzo fajnie mi się nią pracowało, ale trochę już przeszła i zaczęła się sypać. Pewnie w środku tez już ma trochę bakterii, więc czas ją pożegnać.
Moje matowe kosmetyki do ust. Są to dwie płynne pomadki i trzy konturówki. Moja pierwsza płynna matową pomadka jest Manhattan, Soft Mat, Lipcream w odcieniu 95G. Jest to dość ciepły, pomarańczowy, lekko brązowy odcień. Ma ładny, słodki zapach i przyjemna konsystencję. Dość długo zasycha na mat. Druga jest Bourjois, Rouge Edition Velvet, 09 Happy Nude Year. Ma on raczej dziwny i niezbyt przyjemny zapach. Nie czuć go jednak po nałożeniu na usta. Również ma bardzo przyjemną, lekko musowa konsystencję. Ma lepsze krycie niż ta z Manhattan. Jej odcień jest dość intensywnie koralowy. Nieco szybciej zasycha na mat i jest zdecydowanie trwalsza. Konturówkę do ust Catrice Longlasting Lip Pencil 070 I Got You Babe!, wybrałam właśnie do tej pomadki z Bourjois. Niestety nie pasują do siebie. To moja pierwsza w życiu konturówka. Ma ładny kolor i ładnie wygląd na ustach. Jednak nie przepadam za sama kredka i jej słaba trwałością. Dużo lepsze okazały się konturówki z Golden Rose. Wybrałam dwa piękne róże z serii Dream Lips Lipliner, jaśniejsza to 507, a ciemniejsza o bardzo intensywnym różowym odcieniu to 509. Jestem z nich zadowolona, więc na pewno kupię jeszcze w innych odcieniach.
Zobacz postPodobne produkty

