Konkurs na Dzień Dziecka 🧸🎈 (WYNIKI)
Strona 2 / 2
Moje najpiękniejsze wspomnienie z dzieciństwa to czas spędzany z mamą. Była nas trójka (ja i rodzeństwo) i zawsze szykowała nas wszystkich i jeździliśmy do Poznania. Zapewniała nam wiele atrakcji a w tym wizyty w starym zoo.
Najbardziej w pamięci utkwiła mi karuzela- mogłabym jeździć na niej w kółko a na koniec dostawałam jakiś mały prezencik (były to naklejki czy inne notesiki). To było coś pięknego 🫶🏻
Muszę przyznać, że nie jest mi łatwo wybrać tylko jeden moment, czy nawet cały dzień, ponieważ dzięki moim rodzicom z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że razem z bratem mieliśmy naprawdę udane dzieciństwo. I choć rodzice nie zawsze mogli dać nam to, o czym marzyliśmy, to starali się żebyśmy zawsze byli zadowoleni. Na pewno do jednych z najpiękniejszych dni mogę zaliczyć ten, w którym pierwszy raz zobaczyłam nasze Polskie morze. Miałam wtedy 7 lat i całą rodziną pojechaliśmy na wakacje. Pamiętam, że towarzyszyło mi wtedy mnóstwo emocji. Ekscytacja, ciekawość, radość, ale też nieco strach, bo przecież morze było taaakie ogrooomne. 😅 Do dzisiaj pamiętam piękny zachód słońca, wieczorne spacery z rodzicami brzegiem morza, ale też szaleństwo na plaży w ciągu dnia i pyszne lody. Ten wyjazd był dla mnie wtedy, jako małego dziecka, ogromną przygodą, przeżyciem, które cały czas bardzo dobrze pamiętam, chce pamiętać i często do niego wracam wspomnieniami. ❤️
Cudownych dni w dzieciństwie miałam sporo ale nigdy nie zapomnę jak z przyjaciółką zrobiłyśmy przedstawienie.
Nie było telefonów a całe dni spędzało się na podwórku. Zabawy w chowanego czy inne popularne zabawy nam się znudziły i chciałyśmy zrobić coś oryginalnego.
Same wszystko przygotowałyśmy, od sceny którą budowaliśmy z tatą po stroje pożyczone z szafy mamy.
Nawet zrobiłyśmy zaproszenia i rozniosłyśmy wszystkim sąsiadom w bloku.
W dni przedstawia miałyśmy tremę bo przyszło dużo zaproszonych osób ale podołałyśmy zadaniu. Znałyśmy dużo piosenek i wierszyków a nawet stworzyłyśmy własną piosenkę.
Do dziś pamiętam układ taneczny do "wyrósł pomidorek" 😅.
Mój najpiękniejszy moment to zielona szkoła. Nigdy nie zapomnę listów pisanych ręcznie gdzie mama opisywała mi co dzieje się w naszym ulubionym serialu czyli ,,M jak miłość", a siostra obiecała mi, że przyjdzie z moim kilkutygodniowym siostrzencem po mnie gdy przyjadę. Jakie było moje rozczarowanie gdy się rozchorował i nie widziałam się z nim w dniu powrotu do domu. To były piękne czasy. Listy to nieliczne pamiątki, które zostały mi po siostrze. ❤😣
Łąka pełna stokrotek. Słońce delikatnie muskające moją skórę. Unoszący się w powietrzu zapach wiosny na wsi. Dzień, który ma niewyobrażalnie dużo godzin. Ja, siedząca na trawie i zajadająca się zrobionym przez moją babcię białym serkiem. Jej uśmiech i miłość, którą przekazała mi tym drobnym gestem. Moment w którym moje myśli nie są zajęte żadnym problemem. To wspomnienie przynosi mi radość i spokój zamknięty w myślach z tamtych czasów. Na moment wracam do nich, aby uświadomić sobie, że choć takie piękne chwile trwają krótko, to jednak są warte przeżycia i zapamiętania, bo najważniejsze dla mnie są właśnie te magiczne chwile spędzone z bliskimi ✨️
Mój najpiękniejszy moment dzieciństwa to moja pierwsza pasterka! Miałam wtedy trochę ponad trzy lata i tata trzymał mnie na barana żebym mogła widzieć księdza. Jednak nie wytrzymałam zbyt długo i zasnęłam z rączkami na głowie taty. To moje pierwsze tak wyraźne wspomnienie w życiu! Nawet pamiętam że miałam grube białe rajstopki i czerwoną spódnicę 😍
Za górami, za lasami, w małej wiosce obok lasu, przyszło na świat drobne dziecię, oj narobi tam hałasu. Domiś nie był uśmiechnięty, wręcz przeciwnie - przygnębiony, najprawdziwsza pesymistka, już od pierwszych minut życia. Przerażenie wywołała, jak tu takie coś zabawić, a gdy trwoga... to do dziadków, problem będzie rozwiązany! Poświęcili się tej małej, w 100%, daję słowo, by przez życie uśmiechnięta szła dziś z głową podniesioną. Ułatwiłam im tę sprawę, byłam grzeczna, cicha, mądra, w ramach czego nauczyli mnie wszystkiego. Myśl o szkole zła nie była, ba, entuzjazm jej wzbudzała, bo trzylatka przez zabawę czytać księgi już umiała. Gotowanie? Żaden problem! Najpierw z piachu, winogrona, a rok później, pierwsza strawa z babcią wspólnie przyrządzona. Dziadek zerkał pobłażliwie, bo kiepska była to pomoc domowa, więc z Domisiem na swych rękach wyruszał w drogę na pola. Tam nauczył mechaniki, brał i do lasu na grzyby, budził sportowego ducha, biegając dumnie za piłką. Wszystko było takie dobre, kogle mogle i kompoty, mimo, że ten niejadek nie miał na to ochoty. Z cierpliwością i uśmiechem do wszystkiego podchodzili, krzyków, klapsów nie pamiętam, to nie standard tej rodziny.
Dzisiaj Domiś to już Domka, chociaż nadal niezbyt duża, problem ma z jednym wspomnieniem, bo była ich cała burza. Każdy dzień w domu u dziadków przepełniony był mocą zabawy, nawet, gdy już po latach, dorobili się tam niezłej gromady. Nie zmienili zaś podejścia, czas każdemu poświęcili, dobre słowo, obiad, uśmiech, zawsze dobrze nam życzyli... no i życzą do tej pory, ciągle troszcząc się jak mogąc, chociaż wnuki dziś w podzięce "dzień dziecka" robią im wszędzie.
Najpiękniejszy moment mojego dzieciństwa? 🧸 Od razu na myśl mi przychodzi dzień, który kojarzy mi się z taką pełnią szczęścia, beztroską i byciem w 100% dzieckiem. Było to pewnego, sierpniowego dnia, gdy mój tata z pomocą wujka remontował nasz dom, więc cały dzień wraz z rodzeństwem spędziliśmy na dworzu, na zabawie od rana do wieczora, by im nie przeszkadzać. Była nas czwórka i mimo że często spędzaliśmy czas na zewnątrz, to wtedy było o wiele intensywniej niż zawsze. Przez pół dnia bawiliśmy się w naszej bazie w krzakach, gdzie mieliśmy swój własny sklep i bank, sprzedawaliśmy i kupowaliśmy między sobą jedzenie, uprzednio zrobione z błota, a za pieniądze robiły nam liście bzu. Jak już się na znudziło, to poszliśmy podwędzić naszemu tacie taczkę, żeby się w niej wozić. 😂 Pomimo wielu wywrotek każdy miał ubaw po pachy. Byłam jedyną dziewczyną, więc praktycznie to ja byłam przez większość czasu wożona, ale nikt nie narzekał, a ja nie protestowałam. 🙈 Zabawę musieliśmy przerwać, bo dostaliśmy "misję" od rodziców, by iść do sąsiadów po mleko. Wpadliśmy na głupi pomysł, by podjechać do nich tą taczką. Mimo że mieliśmy do nich kawałek, bo zaledwie 4 minuty spacerkiem przez pole, to w połowie drogi koło od taczki utknęło w ziemi i nie mogliśmy dać rady go wyjąć, więc tę taczkę tam zostawiliśmy. Po odebraniu mleka, zamiast wrócić polem, to zdecydowaliśmy się iść polną drogą, zapominając o tej taczce na polu. No cóż, było zabawnie, gdy zorientowaliśmy się, że jest ona poszukiwana, a tata wraz z wujkiem już brali opcję, że może ktoś podjechał samochodem z przyczepką i "pożyczył" sobie taczkę, jak stała na widoku na podwórku. Na szczęście prawda nie była tak mroczna i taczka szybko się znalazła. 😂 Wieczorem już tak na maxa wymęczyliśmy się skakaniem ze snopków. Ktoś wpadł na pomysł ułożenia z nich piramidy i nałożenie na nie foli, żeby po nich zjeżdżać. Zrobiliśmy to. Na początku zjeżdżalnia była kanciasta, ale po kilkunastu minutach się wyrobiła i wtedy był szał, mnóstwo krzyków zadowolenia, pisków i śmiechu. W kilku miejscach na nogach byliśmy delikatnie poranieni od ostrych kawałków słomy, ale jakże wymęczeni i szczęśliwi, więc wszelkie zadrapania się zupełnie nie liczyły. ❤️
Mam to szczęście, że moje dzieciństwo było wspaniałe i tak pięknych dni było wiele, ale jest to na pewno dzień, który najbardziej mi zapadł w pamięć. Był pełen emocji tak dobrych i szalonych, że zawsze na samą myśl o nim, czuję szczęście, choćbym miała najgorszy humor. Zawsze każda rzecz związana z tym dniem, gdy ją widzę obecnie, jak już jestem dorosła, to na myśl mi od razu przywodzi tamte chwile - bez, snopki na polach, czy ta taczka. Wiem, że te wspomnienia i emocje im towarzyszące pozostaną ze mną na zawsze. ❤️
Najpiękniejszy dzień z mojego dzieciństwa jest też jednym z najwcześniejszych wspomnień jakie pamiętam. Miałam wtedy 6 lat i mój Tato zrobił mi jeden prezent z okazji moich urodzin i Dnia Dziecka, ponieważ te dni są blisko siebie: 27 maj i 1 czerwca. To był dokładnie 31.05.1997, kiedy z okazji moich 6 urodzin, mój Tato zabrał mnie na całodniową wycieczkę do sąsiedniego miasta na wesołe miasteczko. Od rana, do późnych godzin wieczornych szalałam na wszystkich karuzelach i rollercoasterach, które dopuszczały mnie wiekowo. Objadłam się lodami i watą cukrową. Ten dzień był i jest dla mnie bardzo ważny, ponieważ Tato mimo ogromnej ilości pracy i innych zajęć, znalazł czas aby cały jeden dzień poświęcić tylko mi. Pamiętam, że wtedy ledwo zdążyliśmy na ostatni pociąg do domu. Byłam bardzo zmęczona ale jeszcze bardziej szczęśliwa.
W ten sposób narodziła się też moja miłość do wesołych miasteczek i waty cukrowej.
W moim dzieciństwie było wiele pięknych chwil i dni, ale ten dzień najbardziej utkwił mi w pamięci. I zawsze jak go sobie przypominam to niesamowicie się wzruszam.
Najpiękniejszy dzień/ moment z mojego dzieciństwa? Trudno wybrać mi jeden, bo na myśl przychodzi mi dużo pięknych wspomnień ❤️. Wiążą się one z czasem spędzonym z moją rodziną. Z dziadkami od strony taty, których już niestety przy nas nie ma Dziadek potrafił przejść z nami pół miasta żebyśmy z bratem mogli pobawić się na ulubionym placu zabaw. Babcia jak to babcia, od niej nigdy nie można było wyjść głodnym. Pamiętam kiedy praktycznie toczyłam się do domu z przejedzenia pysznymi obiadami i słodkościami 😁 Pamiętam też kiedy babcia zabrała mnie na targ żeby kupić mi pierwsze wymarzone jeansy i utargowała konkretną zniżkę Druga babcia zawsze opowiadała nam cudowne bajki, do tej pory je pamiętam a minęło 30 lat 😮. Drugi dziadek miał pięknego konia na którym mogliśmy pojeździć i codziennie kiedy chodził po chleb przy okazji kupował nam Grześki albo lody Big Milk. Z rodzicami i rodzeństwem spędzaliśmy co roku cudowne wakacje nad jeziorem. Z sentymentem wracam do Sławy, Radzynia czy Boszkowa ❤️. Moje dzieciństwo to też zabawy z przyjaciółmi. Uwielbiałam zabawę w chowanego po ciemku, podchody, spacery do lasu i nocowanie w namiocie. Zabrzmi to banalnie, ale to naprawdę były inne czasy. Brak komórek, internetu, wieczorynkę mieliśmy tylko o 19, czasami rano puszczali jakieś bajki. Pamiętam słuchowiska w radiu, na które czekałam. Praktycznie każdą wolną chwilę spędzaliśmy na dworze, z rodziną albo dzieciakami z sąsiedztwa. I to właśnie było cudowne❤️ Moje dzieciństwo było piękne i niczego bym nie zmieniła ❤️ Pisanie tego wszystkiego niesamowicie mnie wzruszyło i poleciało kilka łez🥹.
Najpiękniejszy moment z mojego dzieciństwa? Napewno było ich wiele. Jednak pamiętam, gdy mój tata kupił mi i mojej siostrze nasz pierwszy telefon. 😅
Był to sierpień czas żniw, odpustów i festynów. W naszej rodzinie była tradycja, że zawsze wybieraliśmy się całą rodzinką na odpust do rodzinnej miejscowości mojego taty, a potem jechaliśmy na cały dzień do babci.
Gdy zobaczyłam ten telefon bardzo go chciałam, więc niewiele myśląc tata mi go kupił, a ja dumnie chodziłam i wciskałam kolejne cyferki słuchając muzyczki i udając, że dzwonię do bliskich.
Byłam wtedy taka szczęśliwa. 😅
Pierwsza myśl jaka nasunęła mi się po przeczytaniu konkursowego zadania to wakacje z dziadkami na działce! Nigdy nie wyjeżdżałam na wakacje z rodzicami, większość wakacji spędzałam w domu. Jednak zawsze czekałam na momenty gdy raz na jakiś czas dziadek z babcią przyjeżdżali po mnie i po brata i zabierali na cały dzień na działkę, która jest niedaleko, bo ok 15km za miastem. Babcia robiła nam kajzerki z szynką i serem i co chwile wołała nas abyśmy je jedli. Na obiad kopaliśmy z dziadkiem ziemniaczki na grządkach, a później je gotowaliśmy na przenośnym palniku, tak samo ogórek i pomidorki, musiały być świeżo zerwane z działki, mięsko panierowała babcia dzień wcześniej i smażyła zaraz po tym jak na palniku ugotowały się ziemniaczki. Na świeżym powietrzu wszystko smakowało tak dobrze. 🥹🥹♥️ Raz nawet dziadkowie zrobili nam nocowanie w altance. 🙈
Czasem wspominam te czasy gdy dziadkowie byli w pełni sił, było w nich tyle radości pomimo wielkiego zmęczenia codziennością.
Aktualnie działka jest mojego brata, czasem tam jeżdżę, ale to już nie to samo.. teraz to rozumiem, ja nie lubiałam tej działki jako miejsca… nie chodziło o działkę, lecz ludzi, dziadków, którzy robili dla nas tak wiele. ♥️🥹
Nie mam dużo zdjęć z działki, ale to jest chyba moje ulubione, jak szłam po ziemniaczki do dziadka. 😅🥔
Mój najpiękniejszy moment z dzieciństwa, a właściwie kilka momentów wiąże się głównie z moim rodzeństwem i dużą rodziną. Pomimo, że czasem się na siebie złościliśmy, to zawsze stawaliśmy za sobą murem, nie kłóciliśmy się, nie biegaliśmy do mamy z płaczem czy skargą, zawsze potrafiliśmy rozwiązać wszystko między sobą i zebrać się w grupkę żeby przeskrobać coś niewinnego. Jedną z tych sytuacji była zima i śnieg po pas, zaczailiśmy się wspólnie na tatę z przygotowanymi śnieżkami. Biedny niczego się nie spodziewał i jedyną rzeczą do obrony była łopata do śniegu z której najpierw robił tarczę, a później gdy zabrakło nam ' amunicji ', to wykorzystał ją żeby masą śniegu przysypać każdego z nas po kolei. Zdecydowanie brakuje mi tej beztroski. 😁💖
Najpiękniejszy moment z mojego dzieciństwa który pierwszy nasuwa mi się na myśl to kiedy w przedszkolu pani stwierdziła, że na dzień matki zrobi przedstawienie typu "Mini playback show". Wynajęła salę i zaprosiła wszystkie mamy. Każdy z dzieci miał do "zaśpiewania" inną piosenkę o mamie 🙂. Ja miałam do nauczenia się piosenkę Violetty Villas, już nawet nie pamiętam którą bo miała ich o tej tematyce kilka, moja mama ubrała mnie w czerwoną sukienkę i znalazła mi jakieś boa z piórami. Przyznaję, że strasznie się wczułam w ten występ. Wszystkie mamy były mega wzruszone i ryczały jak ją wykonywałam 🤣.
Wykonanie tej piosenki było dla mnie na prawdę przyjemnością a, że sprawiło innym radość było dla mnie na prawdę szczęśliwą chwilą. Dodatkowo dziś nie wiem czy potrafiłabym tak po prostu wyjść i odgrywać taką scenę, a wtedy tylko nauczyłam się tekstu i po prostu wyszłam z plastikowym mikrofonem, beztrosko się bawiąc.