
problem ze mną czy z nim
Hej dziewczyny. Poznałam sie z moim "jeszcze" chłopakiem rok temu, na początku mieszkaliśmy osobno ale pozniej postanowiliśmy żeby spróbować razem. Wprowadziłam sie do niego, gdzie mieszkał z rodzicami i miał z nimi wspólną kuchnię i łazienkę, jego rodzice a zwłaszcza jego MAMUSIA nie zaakceptowała mnie zupełnie, stwierdziła że za mało z nią rozmawiam, i jej syn nie powinien być z takim kimś jak ja. Pewnego razu gdy trochę z chłopakiem wypiliśmy wszczełam awanturę w domu, powiedziałam jego mamie to co leżało mi na sercu, min: to że gdy spotkały się z moją mamą to udawała taką miłą i szczęśliwą z naszego związku a tak naprawdę modli się żebyśmy się rozstali.. Po awanturze na nastepny dzień stwierdziłam że nie będę siedziec z jego rodzicami pod jednym dachem, wyprowadzilismy się na jakis czas do mojej babci a pozniej postanowilismy WYNAJĄĆ mieszkanie, zaznaczam to dużymi literami ponieważ od tego wszystko się zaczęło. Wynajeliśmy mieszkanie 30km od pracy mojego chłopaka, ja zaczęłam dopiero szukać pracy w nowym mieście, Płacilismy za mieszkanie 1000 zł miesiecznie i zeby starczylo jeszcze na zycie to czasami jeszcze pozyczalismy od ludzi,,było tak DO CZASU GDY WCZORAJ on powiedział że nie bedzie tak żyć że wraca do rodziców, że tam jest jego miejsce, że on tam czuje się swobodnie, ma tam znajomych i bedzie miała kase żeby móc się zabawić, a tak to nic nie miał gdy wynajmował ze mną mieszkanie. I wyprowadził się, zostawił mnie samą na mieszkaniu. Dodam, że ja tu nie mam nikogo, w ciągu tych 3 miesięcy nie poznałam nikogo, siedze w tym mieszkaniu sama jak palec, płacze mam wszystkiego dość, nie wiem co robić. Wypowiedzenie konczy mi się dopiero 24.06 .. a ja już nie daje tutaj rady. Leże tylko, nic nie jem, syf wokół....On nalega żebym wyprowadziła się z nim bo jeśli nie, to on nie widzi szans naszego związku poniewaz gdy wyprowadze sie do domu rodzinnego to bedziemy mieszkac 150 km od siebie, a ja i tak nie mam co tutaj robić sama więc wyjadę za granicę za pracą. On widzi tylko jedno rozwiazanie albo ja z nim u jego rodziców albo koniec z nami. Wczoraj na chwile do mnie przyjechał widział że płacze miałam całą spuchnietą twarz.....lezalam wtulona w poduszke,, wszedł popatrzył i zadowolony i szczesliwy zaczął sobie coś tam gadać, odbierać telefony od znajomych..rozmawiać z nimi tak jakby w jego życiu wszystko się odmieniło na lepsze, jakby fruwał....pomóżcie mi..ja tutaj leże wyrywam sobie włosy w głowy a on pewnie teraz jest szczęśliwy i zupełnie o mnie nie mysli. Jak uważacie, czy on znalazł sobie kogoś innego, czy chce teraz poswiecic czas tylko zabawie i nie BAWIĆ SIĘ W DOM....bo to mu nie odpowiada. Może czuję sie komfortowo w sytuacji gdy mamusia wszystko za niego robi? Gotuje, pierze, sprząta, robi śniadanko do pracy..kawkę.. czy on jeszcze nie dorósł na tyle ? czy to ja mam ze sobą jakiś problem ? Pomożcie. Powiedział "kocham cię ale czasami to że kochacz nie wystarcza, bo czasami trzeba miec wspólne priorytety ktorych my nie mamy"- chodziło mu tylko o to mieszkanie razem a nie o żadne priorytety Nie mam sił...nie wyjde nawet do sklepu po cos do jedzenia bo nie moge wstac..leze pale płacze i śpie...mama do mnie wydzwania boi się o mnie że mogę sobie coś zrobić. Postawcie się na moim miejscu i doradzcie, co mam robic..............dodam jeszcze że powiedziałam mu że byłam szczęśliwa bo byłam z nim, spedzalam z nim czas ..pomimo tego ze nie mielismy zbyt duzo pieniedzy, on na to że on się dusił i nie daje juz rady itp itd .......
Wcale nie jest łatwo żyć tylko z drugą osobą, bez znajomych, bez bliskich. Przeprowadziłam się do innego kraju, zostawiłam prace, rodzinę i przyjaciół. Myślałam, że poradzę sobie i "będę twarda", ale początki naprawdę są bardzo trudne. Chłopak jest młodszy ode mnie i tylko on zarabia, ale nigdy się nie poddał. A gdy okazało się, że pracodawca przelał wypłate na inne konto a nie było kasy zapłacić mieszania, nawet mi o tym nie powiedział tylko dzwonił do swojej mamy a ja dowiedziałam się o tym od niej, może @Marudziara pamięta tą sytuację bo prosiłam tu o radę. Jego mama przedstawiła mi to wszystko inaczej (uważaj na teściową, ale ją szanuj!), ale to nie jest ważne. Ważne jest to, żeby ta druga osoba nas wspierała, a nie uciekała. Powinnaś z nim poważnie porozmawiać. Wydaje mi się, że on myślał troszkę inaczej. Przeprowadził się tylko ze względu na ciebie, a później, gdy okazało się, że nie będzie łatwo -uciekł. Wróć do domu rodzinnego i przemyśl wszystko, a gdy przyjdzie czas porozmawiaj z Nim. Chyba, że uciekł z innego powodu, czasem uczucia przemijają, gdy zaczyna się normalnie żyć.
No powiedzmy sobie szczerze że rzadko który facet tak naprawdę dorasta. Ja mam 19, miałam chłopaka 10 lat starszego i to wciąż było dziecko, jak się okazało na koniec związku.
A MOIM ZDANIEM to jest problem zarówno z Tobą, jak i z nim. macie konflikt interesów, czegoś innego oczekujecie, a poza tym 1 rok to nie jest długo.. zdecydowanie za wcześnie, zwłaszcza jeśli macie tylko 20 lat.. - moi rodzice tyle mieli, bo wpadli
Z opisu wynika, że to jeszcze nie facet a jeszcze dzieciak I moim zdaniem nie powinna mieć mu tego za złe, bo to nie najlepszy czas i nie ma się co dziwić.. Po prostu musi dać mu czas, żeby mógł dojrzeć i do sytuacji się przystosować a jeśli nie to rzeczywiście, musi szukać sobie kogoś kto ma już ochotę w tym wieku bawić się w dom
Zachowujesz się trochę jak bluszcz. Nie uważacie, że każdy powinien mieć jakieś swoje życie oprócz związku? To dziwne, że zatęskni za kumplami? Ty za swoimi przyjaciółmi nie tęsknisz, leżąc w samotności na łóżku w jakimś obcym mieście? Postaw się na jego miejscu, chociaż przez chwilę i myślę, że to rozwiąże wasze problemy.
@rena442 Moim zdaniem jesteś trochę niesprawiedliwa dla tego biednego chłopaka. Podstawcie się na jego miejscu, nagle po jakiejś niepotrzebnej kłótni jego pijanej dziewczyny, musi rzucać całe swoje życie i wyprowadzać się z nią, z miejsca gdzie spędził całe swoje życie, musi zacząć utrzymywać się zupełnie sam i mieszkać z dala od znajomych i rodziny. Takich decyzji nie podejmuje się ze względu na impuls, to trzeba przemyśleć... Miłość, miłością ale nie samym związkiem człowiek żyje. Tym bardziej, że miłości są i ich nie ma a rodzina, przyjaciele zostają. No i tak w ogóle... To przecież dzieciak! Nie oszukujmy się ale faceci dorastają później a ja chociaż jestem kobietą nie wyobrażam sobie, żeby bawić się w dom w wieku 20 lat, po rocznym związku. Nigdy w życiu.
Ta awantura po pijanemu to też jakaś krzywa akcja... Żeby zrobić teściowej w jej domu, po pijanemu (?!) jakąś karczemną awanturę... Jaka by nie była a ja w tym temacie mam spore doświadczenie.. Mojej teściowej szczerze to hm... nie lubię i czasem irytuje mnie niesamowicie ale przebywając w jej domu nie wyobrażam sobie, żeby robić jej awantury... Trzeba jakoś koegzystować a nie zachowywać się jak w jakimś przybytku, mój facet jest moją wygraną na loterii, jest najcudowniejszym facetem na świecie i nie wyobrażam sobie, że miałabym z niego zrezygnować, tylko dlatego, że nie lubię jego matki. (bo któraś tu tak stwierdziła...) Bezsens, wszystko się da w życiu pogodzić a nikt nie ma niestety życia idealnego.
Moim zdaniem przesadzasz. Jesteście bardzo młodzi i macie bardzo krotki staż, nie ma co liczyć, ze po takim czasie zamieszkacie razem i stworzycie idealny dom. Mówisz, ze było ok, dopóki nie zaczęło mu brakować na melanże, no właśnie.... Może tylko dla Ciebie było okej, pomysł o nim - nagle przeprowadził się z domu, nie ma znajomych, musi diametralnie zmienić swoje życie... Moim zdaniem 20 lat to zbyt młody wiek na takie decyzje. Sama nie jestem dużo starsza i mieszkam ze swoim facetem ale z nim mam już staż prawie 5 letni... Moim zdaniem powinnaś przede wszystkim się uspokoić, postawić się na jego miejscu, pogodzić i dać sobie narazie na wstrzymanie z tym zakładaniem własnego ogniska domowego, bo to trochę za wcześnie ( i już nie chodzi o wiek a bardziej o staż w związku).
hm szczerze to jeśli miałabym być z kimś takim + mieć taką powiedzmy teściową to wolałabym nie mieć tak na prawdę nikogo, oparcie masz w nim choćby wcale i widać, że za bardzo się nie przejmuje. Jeśli jest ślepo zapatrzony i woli mieszkać u rodziców, a do tego stawiać warunek, że albo u nich albo koniec z wami to może to ciężkie, ale wybrałabym to drugie.
Mieszkanie z sobą po roku to bardzo szybka decyzja
z jednej strony mu się nie dziwie bo zarabianie na mieszkanie i życie od 1 do 1 to nic fajnego , moim zdaniem jak chce się zamieszkać na swoim to obie strony muszą zarabiać wtedy stać Cie na więcej na jego miejscu tez bym się dusiła .
Faceci to skomplikowane maszyny dla nich nie jest tak prosto jak dla nas spakować się i wyprowadzić z ,miłości ,,
Moim zdaniem jeśli facet mówi ci albo idziesz ze mną albo z nami koniec to nad czym się zastanawiasz ??
Ja bym takiego kopała w dupę i wyjechała nie ma sensu taki związek skoro on sie świetnie bawi bez Ciebie pamiętaj że wszystko w naszym życiu ma jakiś cel
Moim zdaniem obydwoje jesteście trochę winni. Ty za bardzo na niego naciskasz, oczekujesz że sam się wszystkiego domyśli. To jest facet, im trzeba mówić wszystko prosto z mostu, tłumaczyć "jak krowie na rowie". Poza tym chyba za szybko chciałaś wszystkiego. Ja jestem rok młodsza, już prawie rok jestem z moim i nie wyobrażam sobie żebyśmy mieli razem za mieszkać, jednak to poważna decyzja i ja osobiście nie jestem gotowa żeby ją podjąć, więc nie dziwię się Twojemu chłopakowi. Trochę przykre, że nie potrafi się postawić w Twojej sytuacji i zrozumieć, że nie czujesz się komfortowo w jego rodzinnym domu, skoro jego rodzice Cię nie akceptują. Według mnie powinien z nimi porozmawiać, poprosić żeby schowali uprzedzenia i zaczęli Cię traktować normalnie. Na Twoim miejscu wróciłabym do domu rodzinnego i poczekała na rozwój wydarzeń. Życzę powodzenia i trzymam kciuki
Dziękuje, właśnie prawie każda z Was radzi mi to samo. Zrobię tak jak mówicie Zobaczymy jak dalej się to potoczy ..
moim zdaniem to jeszcze za wcześnie.... na ogół faceci dojrzewają później niż kobiety ja bym na niego nie naciskała...z wynajmowanego mieszkania się wyprowadziła i wróciła do siebie, pod żadnym pozorem nie do "jego mamusi" ;P bo się wykończysz psychicznie ;P ...jak mu na serio na Tobie zależy to wszystko się ułoży, tylko NIE NACISKAJ I NIE PROŚ SIĘ ;P
powodzenia
a ja myślę, że powinnaś spadać od tego faceta jak najszybciej. Jeżeli już przy pierwszych problemach wrócił do mamusi to co będzie potem? za każdym razem jak się pokłócicie będzie się pakował? To trochę na pograniczu żenady i absurdu...
Powodzenia!
dziekuje Ci bardzo. Wiesz że mój też na początku tak mówił że to ze mną spędza się czas najlepiej, też wolał wypić piwko ze mną. Tak mówił......ale jak widać zatęsknił za melanżami z kumplami....po jakimś czasie pewnie znów mu się znudzi i zapragnie życia takiego jak ze mną dotychczas ( ale do niego już nie wróci po takim czasie, chyba że z inną) .. błędne koło .. byłam jego pierwszą dziewczyną i po tym jak mnie spotkał powiedział że zawsze marzył aby mieć tą drugą połówkę przy sobie, widocznie po roku mu się odwidziało. Dziwny człowiek..nie wiem co mam myśleć.. dziękuje za wsparcie
Myślę, że Twój chłopak jeszcze nie dorósł do samodzielności. Macie dopiero po 20 lat i z tego co zrozumiałam to nie mieliście jeszcze okazji mieszkać poza domem i liczyć dni do wypłaty, z czasem się do tego przyzwyczaja ale początki łatwe nie są Ale sam fakt tego, że stawia Ci takie ultimatum ( "albo mieszkamy z moimi rodzicami albo koniec związku"), mimo że wie że nie czujesz się najlepiej w jego rodzinnym domu i nie dogadujesz się z jego mamą, nie wróży dobrze na przyszłość... związek to kompromisy i dbanie o to aby każdy był zadowolony a nie stawianie na swoim.
Ja na Twoim miejscu po prostu zajęłabym się sobą i czekała na rozwój wypadków.
Współczuje. tego co przezywasz i tego na jakiego faceta trafiłaś. Mój tez mnie namawia żebym się do niego wprowadziła, ale jego rodzice.. Nie są najlepszą opcją. Więc Cie rozumiem i na Twoim miejscu nie rozważałabym przeprowadzenia się znów do niego. Chyba wróciłabym do domu, jeśli miałabym taką możliwość. Jeśli on zachowuje się tak teraz, to moim zdaniem się nie zmieni. Mam młodszego chłopaka i zdecydowanie woli wydawać pieniądze na nasze wspólne wypady niż na wypady z kolegami, twierdzi, ze ze mną bawi się najlepiej. I nie musi to być cos drogiego. Nawet przy piwie woli usiąść ze mną niż z kumplami. Więc to już zalezy od człowieka i mimo, ze ludzie się rozwijają i dojrzewają to niektórych nawyków już nie zmienią. Trzymaj się , kopniak motywacyjny ode mnie
Najlepsze jest też to że jesli już nie ma co robić, nie ma kolegów w pobliżu to wtedy lecą do mnie wiadomości od niego.. jak ma co robić wtedy nie odzywa się zupelnie. Myślę że chodzi też o to że on "zadaje" sie z facetami którzy mają po 30-40 lat i mają trochę kasy..są bogaci mają żony i dzieci..ale wiecie jakie to związki.. męża w domu nie ma bo pije imprezuje ch** wie co robi a żona w domu .. zdradzają sie jak leci..może patrząc na nich zamarzyło mu się tego samego.. takiego życia na lajcie..wiecie jacy to faceci..mają po 40 lat hajs jest..to bawią się ile wlezie..
Hej. Rkuferek jest tylko jeden problem, że on będzie miał teraz dla siebie ten czas, będzie się bawić szaleć..a ja muszę zmienić pracę, w Polsce nie mam gdzie mieszkać, mogę pojechać do mamy ale oczywiście nie na stałe .. nie mieszkając z nim muszę wyjechać za granicę na 2-6 miesięcy.. ale on już powiedział że gdy wyjadę to będzie oznaczało że rostajemy się już na zawsze..nie widzi tego że jak w pewnym sensie jestem zablokowana..że nie mam wyjścia..
Teraz mam 22 lata, mój narzeczony 24, a od 3 lat mieszkamy razem.
Moi rodzice wyjechali za granicę, ja byłam strasznie przygnębiona.
Teraz jest to o czym mówiła @monawerona zaadoptowaliśmy psa, chociaż zmywarka już była Jesteśmy małą, szczęśliwą rodzinką.
Raz jest lepiej, raz jest gorzej. Jak mój partner ma ochot wyjść z kumplami, to niech idzie, mam tyle fajnych filmów do obejrzenia, tyle plotek z przyjaciółką do wymienienia, że nawet nie zauważam, ze go nie ma, ha ha
Więc myślę, że to jest bardziej kwestia dojrzałości faceta. Nie był gotowy, w głowie mu jeszcze imprezy, szaleństwa, a nie ustatkowanie się. Pewnie myślał, że będzie to zwykłe imprezowe życie studenta, a rzeczywistość go przytłoczyła.
Nie masz co czepiać się mamusi chłopaka. KAŻDY facet to po części maminsynek, to nomalne. Każda mamusia dba o swojego synusia i to ich oczka w głowie. 100% normy, trzeba złapać do tego dystans i patrzeć na to z uśmiechem, tego nie zmienisz. A kiedy on dojrzeje, sam odetnie pępowinę i będzie myślał o zamieszkaniu z Tobą, poczekaj na inicjatywę z jego strony, daj mu się wyszumieć, bo to normalne w tym wieku, że chce się bawić.
My kobiety już tak mamy, że chcemy szybko stabilizacji, domu, poczucia bezpieczeństwa, jest to wpisane w naszą psychikę i osobowość.
Faceci też to mają... 10 lat później niż my Nie rycz, daj mu czas, ochłońcie i porozmawiajcie za jakiś czas na ten temat. Ustalcie coś wspólnie. Płacz tu nic nie zdziała, rozmowa i owszem