Yonelle
Roses Anti-Redness Night Ultra Serum, Serum do twarzy, Do cery naczynkowej, Na noc
0 na 1 Użytkowniczek poleca ten produkt
Opis produktu
Jeszcze nie ma opisu tego produktu :(
Produkt dodany w dniu 07.05.2024 przez gilgotka
Przeczytaj prawdziwe i sprawdzone opinie o Yonelle - Roses Anti-Redness Night Ultra Serum, Serum do twarzy, Do cery naczynkowej, Na noc
Próbka serum do cery naczynkowej na noc Anti-Redness Night Ultra Serum z linii Roses marki Yonelle, którą dostałam do ostatnich zakupów w Douglas. Bardzo lubię typ kosmetyków, którym jest właśnie serum, więc chętnie testuję nowości, a te na które wiem, że nie będę mogła sobie pozwolić, a przynajmniej nie prędko, czyli z wyższej półki zawsze są jeszcze bardziej ekscytujące. Tutaj w ładnym opakowaniu mamy 1 ml serum przeznaczonego do każdego rodzaju skóry, ale zwłaszcza tej nadwrażliwej czy z problemami naczynkowymi do używania na noc. Do stworzenia linii Roses wykorzystano kilka gatunków róż i to właśnie ich mieszanką pachnie serum. Czuć faktycznie różaną nutę, za którą ja nie przepadam chociaż jak dla mnie to nie jest taki oczywisty różany zapach. Jest w nim pewna nutka słodyczy i tajemniczości i choć moim ulubionym nie zostanie, to w pielęgnacji na te kilka użyć mi nie przeszkadzał. Saszetka starczyła mi na 3 użycia i pewnie byłaby na 4, ale za pierwszym razem wylało mi się dość sporo produktu, bo nie przewidziałam tak płynnej, wręcz wodnej konsystencji. Głównie to serum ma działać odmładzająco i upiększająco, a wt ym celu zostało wzbogacone kwasami takimi jak traneksamowy czy bursztynowy. Ma ono spłycać zmarszczki i niwelować oznaki zmęczenia, a w efekcie nasza skóra dzięki niemu powinna być promienna o otoczona ochronną anti-aging. Producent obiecuje również komfortowe wykończenie typu welwet, którego ja osobiście byłam bardzo ciekawa. Nie mam problemu z naczynkami na buzi, ani również z nadwrażliwością skóry i mało co mnie uczula, ale zainteresowało mnie to działanie upiększające, bo lubię kiedy buzia wygląda promiennie. Tak jak wspomniałam wyżej serum miało wodną konsystencję i z saszetki było ciężko je dozować. Niemniej jednak w samym nakładaniu już na skórę było bardzo przyjemne i komfortowe. Kosmetyk dość szybko wchłania się w skórę i automatycznie ją wygładza, jednak co do tego wykończenia welwet mam małe obiekcje. Z jednej strony ta buzia jest gładka i przyjemna, a z drugiej jednak póki nie nałożyłam kremu była jeszcze lekko lepka. Często spotykam się z takim efektem po nałożeniu serum, ale tutaj nawet kiedy czekałam dłuższą chwilę lepkość się utrzymywała mimo, że produkt wydawał się już wchłonąć na 100%. Oczywiście kolejnym krokiem jest nałożenie kremu, który to niwelował, ale jednak mam wrażenie, że tu obietnica producenta nie została do końca spełniona. Czuć po nim delikatne nawilżenie skóry i jej napięcie, ale nie jest to niekomfortowe. Nie czuć nieprzyjemnego ściągania, a bardziej właśnie takie uczucie, że ta skóra jest lepiej naciągnięta, co po nałożeniu kremu nie jest już tak bardzo odczuwalne. Głównym polem działania serum jest noc i w tym czasie, kiedy my śpimy ono ma wykonywać swoją pracę. Przyznam, że po 3 użyciach nie zauważyłam specjalnie rano jakiś niesamowitych efektów jeśli chodzi o rozświetlenie skóry czy typowe działanie upiększające, aczkolwiek kilka dni wcześniej wyskoczyła mi mała krostka i tam gdzie skóra była zaczerwieniona, już po jednym użyciu widziałam znaczne jej zmniejszenie. Nie wiem czy to zbieg okoliczności, ale tutaj na zaczarwienieniu ta zmiana była faktycznie widoczna gołym okiem, więc po tym względem jestem zadowolona. Ogólnie podsumowując serum wypada naprawdę w porządku, ale ja osobiście nie zdecydowałabym się na zakup pełnowymiarowego opakowania. Nie czuję, żeby współgrał z moją cerą w pełni, a po za tym pełnowymiarowe serum 30 ml kosztuje w cenie regularnej aż 325 zł. Produkt w moim odczuciu wypada co prawda dość wydajnie, ale jednak próbka nie zachęciła mnie na tyle żeby na niego odkładać. Ogólnie w stosowaniu jest przyjemne, myślę że zapach idealny dla fanek różanych nut, którą ja nie jestem, delikatnie nawilża, ale brakowało mi tego typowo welwetowego wykończenia czy blasku choć najmniejszego widocznego po użyciu. Dodatkowym plusem na pewno jest to napinanie skóry i wygładzanie, bo nawilżenie jest tutaj odczuwalne bardzo delikatnie, ale wspomnieć też trzeba o likwidowaniu zaczerwień, do których ja z reguły nie mam tendencji, więc u mnie ten kosmetyk nie do końca znalazłby zastosowanie, bo jednak szukam czegoś innego. Niemniej jednak cieszę się, że miałam okazję go spróbować. Mnie próbka nie zachęciła do zakupu, bo biorąc pod uwagę bardzo wysoką cenę, nie zrobiła na mnie wrażenia wow. Ja osobiście nie kupię i mimo wszystko nie polecam.
Zobacz post
Moje małe zamówienie w Douglas, które ostatnio poczyniłam. Kończył mi się żel do mycia twarzy, a że nie miałam nic w zapasie to trzeba było zrobić zakupy. Zdecydowałam się na Galaretkę do mycia twarzy Wake Up Beautiful marki Pacifica. Kosmetyki tej marki miałam okazję poznać, dzięki kalendarzom adwentowym z Douglas i nie ukrywam, że bardzo mnie zaciekawiła. Tę galaretkę znalazłam akurat na fajnej promocji, więc postanowiłam spróbować. W cenie regularnej kosztuje 64 zł, a przy na przecenie za 45 zł. Niesamowicie spodobało mi się opakowanie, które okazało się być szklane, co wygląda obłędnie zwłaszcza, że jest w kolorze błękitnego nieba, a na dole mamy delikatne zdobienie w postaci chmurek i księżyca. Mamy tutaj pojemność 140 ml i produkt można używać codziennie, zarówno rano, jak i wieczorem choć bardziej do wieczornej pielęgnacji jest dedykowany. Galaretka pod wpływem wody ma zamieniać się w piankę i myć skórę bez naruszania jej warstwy ochronnej, a dodatkowo nawilżać i energetyzować. Wśród składników pochodzenia naturalnego znajdziemy między innymi hibiskusa, różę czy komosę ryżową. Kosmetyk ma bardzo ładny, subtelny zapach i ja czuję tutaj głównie kwiatową mieszankę w takiej słodkiej odsłonie. Czuć różę choć nie jest ona dominująca, ale można rozpoznać też hibiskus. Świeży, lekki i bardzo przyjemny dla nosa zapach. Dodatkowo skusiłam się też na nowość od marki Sunewmed + a mianowicie balsam do ust Bunny kiss w opakowaniu w kształcie króliczka! Jak go zobaczyłam to przepadłam. Kiedyś uwielbiałam kuleczkowe balsamy EOS i była to dla mnie wygodna forma, a że kocham królisie to nie mogłam przejść obojętnie obok tego cuda. W cenie regularnej kosztuje 19,50 zł i mamy tutaj 6 g produktu. Użyłam go od razu jak tylko rozpakowałam paczuszkę i muszę przyznać, że ładnie nawilża i wygładza, choć samym opakowaniem jestem mocno zawiedziona. To moje pierwsze spotkanie z tą marką, ale miałam ją za dość wysokiej jakości, a opakowanie jest z bardzo słabego plastiku. No nie wygląda to najlepiej mówiąc szczerze, bo jakość wykonania jest naprawdę na niskim poziomie co kompletnie mnie zaskoczyło. Niemniej jednak balsam sam w sobie zapowiada się super, więc planuję nosić go w torebce żeby zawsze mieć pod ręką poza domem. I ostatni produkt to płatki pod oczy marki Efektima. Testowałam już wiele płatków, ale z tej marki jeszcze nie miałam choć czytałam wiele dobrych opinii. Zdecydowałam się na wersję Jarmuż i Pomarańcza, które mają działanie przeciwzmarszczkowe i rewitalizujące. Oczywiście są to płatki hydrożelowe i zachwycił mnie ich połyskujący, turkusowy kolor. W cenie regularnej w Douglas kosztowały 8 zł. Za całe zamówienie zapłaciłam jednak tylko 52,50 zł bo miałam jeszcze do wykorzystania zaległy bon 20 zł z czego bardzo się cieszę, bo balsam króliczek wyszedł mi praktycznie gratis. Dodatkowo do zamówienia dostałam dwie próbeczki, z których bardzo się cieszę. Pierwsza to próbka serum marki Yonelle z serii Roses do cery naczynkowej przeznaczonej do używania na noc, czyli Roses Anti-Redness Night Ultra Serum. Jest to serum nawilżającej mające za zadanie zapewnić nam porcelanową gładkość, rozświetlenie, ujednolicenie czy rozjaśnienie zaczerwień, a dodatkowo ma spłycać zmarszczki i poprawiać elastyczność. Mam tutaj saszetkę o pojemności 1 ml, gdzie pełnowymiarowy produkt 30 ml kosztuje w cenie regularnej aż 325 zł. Jestem go więc szalenie ciekawa. A druga próbka to zapach, a dokładniej perfumy marki Givenchy w wersji Iressistible Very Floral, który jak powąchałam po raz pierwszy stwierdziłam, że gdzieś już podobną kompozycję wąchałam. I jak dla mnie to bardziej eskluzywna wersja perfum Bubble Gum od Moschino i faktycznie niektóre nuty jak na przykład drzewo cedrowe czy piżmo w bazie się pokrywają czy porzeczka w głowie. Bardzo ciekawy zapach, który zafascynował mnie od samego początku, bo jest słodki, ale też lekko pikantny i jest w nim nutka elegancji i niesamowitej ekskluzywności. Mamy tutaj 1 ml z atomizerem, więc idealna opcja do testów. Zapach jest dość drogi, bo najmniejsza pojemności 35 ml to koszt aż 439 zł! Cieszę się, że będę miała okazję go przetestować chociaż w takiej formie. Z zakupów jestem bardzo zadowolona, bo choć skromne to sprawiły radość, zwłaszcza, że wszystko od razu poszło w użycie.
Zobacz postPodobne produkty
