Przeczytaj prawdziwe i sprawdzone opinie o Masque Bar - Maska do twarzy w płacie, Pretty Animalz, Pig
Piękne opakowanie, które kryje maskę w płachcie z serii Pretty Animalz firmy Masque BAR. Dostałam ją w paczuszce od kochanej @cynamonek i kiedy ją zobaczyłam ogromnie się ucieszyłam. Nie dość, że kocham maseczki to jeszcze te w płachcie najbardziej. W dodatku ta ma nadrukowaną świnkę co absolutnie mnie urzekło i sprawiło, że musiałam jej użyć jak najszybciej. Firma nie była mi dotąd znana, ale chętnie testuję nowości, zwłaszcza takie które wyglądają pięknie. Seria Pretty Animalz liczy wiele zwierzątek, które mają różne funkcje. Do mnie trafiła świnka o właściwościach nawilżający. Esencja, którą została nasączona zawiera między innymi ekstrakty z: kokosa, owoców leśnych czy miodu. Oczywiście maska jest jednorazowego użytku, a po jej zastosowaniu nasza skóra powinna być bardzo dobrze nawilżona. Firma posiada głównego dystrybutora na Polskę co wiążę się z polską instrukcją obsługi. Z tyłu oczywiście znalazłam charakterystyczną naklejkę, a na niej informację, że maskę należy nałożyć na oczyszczoną skórę twarzy i trzymać około 10-20 minut. Wyciągnęłam maskę i pojawił się problem natury technicznej. Maska okazała się być w wyjątkowo dziwnym kształcie, ponieważ była szersza niż dłuższa. Zazwyczaj maski są długie i po odpowiednim wygładzeniu idealnie dopasowują się do twarzy. Tutaj miałam jednak spory problem żeby ją dobrze nałożyć. Zawsze gdy gdzieś ją naciągnęłam to z drugiej strony jej brakowało, albo zaczynała odstawać. W końcu udało mi się ją nałożyć najlepiej jak się dało, ale pierwszy raz sprawiło mi to taką trudność, a robię tego typu maski dość często i robię to już mechanicznie. Na płachcie została nadrukowana urocza świnka, która miała odstające uszka. Mimo, że w żaden sposób nie nawilżają one skóry, to moim zdaniem jest to słodki element i wygląda zdecydowanie bardziej realistycznie. Zapach maseczki był naprawdę bardzo przyjemny, słodki i lekko kwiatowy. Po około 10 minutach poczułam jednak mrowienie skóry, lekkie pieczenie głównie na policzkach. Nie było to jednak bolesne i dałam masce dodatkowe minuty. Po około 15 minutach zdjęłam maskę i mimo obaw, buzia nie była czerwona. W instrukcji w języku polskim znalazłam informację o tym, aby po użyciu dokładnie umyć twarz. Tutaj popełniłam błąd. Co prawda zastanowiło mnie to trochę, ponieważ zawsze spotkałam się z informacją, aby pozostałości wklepać lub wmasować. Bez namysłu więc zmyłam resztki maski i osuszyłam skórę ręcznikiem. Coś nie dawało mi jednak spokoju i sięgnęłam po fakcie dopiero do instrukcji w języku angielskim. Oczywiście ostatni punkt głosił, aby maskę jak w większości przypadków wmasować. Nie wiem dlaczego został popełniony taki błąd w tłumaczeniu, ale moje zaufanie do polskiej naklejki pozbyło mnie resztek, które spokojnie mogły się jeszcze wchłonąć i podziałać. W każdym razie, mimo to moja skóra była po użycia miękka i miła w dotyku. Nawilżenie jakie zyskała było na dobrym, zdrowym poziomie, bez zbędnego świecenia się skóry. W dodatku piękny zapach cały czas towarzyszył mi kiedy miałam ją na twarzy. Efekt długo utrzymał się na skórze, a sama esencja nie spowodowała żadnych podrażnień, mimo wrażenia pieczenia podczas trzymania jej na skórze. Z chęcią przetestuję kolejne zwierzątka z tej serii, bo widziałam, że jest ich całkiem sporo, a wśród nich urocza panda. Oprócz trochę nieudanego wykroju nie mam jej jako kosmetykowi nic do zarzucenia i mogę polecić, bo działanie jest widoczne i przyjemne.
Zobacz postPodobne produkty
