Dresscloud Café
Strona 1827 / 2277
Miałam to samo do czasu przeprowadzki do miasta. Bez samochodu jak bez ręki. Nawet do liceum jak chodziłam to jeden jedyny autobus o 6;30 a ja czasem zajęcia miałam na 11, więc wybawieniem było wówczas zdanie prawka i kupienie pierwszego auta.
Wiem o czym mówisz, też mieszkam w małym miasteczku i to jeszcze od samego centrum spory kawałek.
Na początku to nawet gorzej, ja miałam tak że cały czas chciałam jeździć, nie ważne gdzie, byleby jeździć
Oczywiście, nie sam samochód miałam na myśli tylko ogólnie fakt jego posiadania wiąże się z dużymi kosztami. Ja jednak mieszkam w malutkim mieście, żeby dojechać do najbliższej biedronki mam 6 km, nie mowiac o jakichś sklepach z konkretnymi ciuchami - 25 km. Więc niestety samochód jest mi niezbędny, gdybym mieszkala w wiekszym miescie jak wczesniej w Białymstoku to nie kupowałabym samochodu bo mpki mi wystarczyły, dojeżdżały wszędzie i nie w takim długim czasie
Zgadza się. Ja swoje sprzedałam chwilę po przeprowadzce, bo stwierdziliśmy z chłopakiem, że zostawimy tylko jego skoro i tak razem mieszkamy. Przegląd i OC do mojego by Nas przerosło, a samochód i tak by stał i tak..
Samo kupno samochodu to duży wydatek, ale później dochodzą jeszcze różne opłaty, naprawy, konserwacje a nawet samo paliwo.
Kupiłam swoje pierwsze autko, jestem mega podekscytowana. Nie jest to nic nowego, ani żaden demon prędkości, ale własne
Mi z kolei tata najchętniej nie pozwalałby wychodzić spod koca, co w sumie też jest wkurzające, bo ile można leżeć ;/
to ja kiedyś przy grypie żołądkowej musialam sama iść sobie szukać bułek do sklepach i wyjsc z psem, bo mój tata sie nie zorientował, ze mógłby mnie wyręczyc skoro co chwile latam do lazienki ;C