
Trudna sytuacja
Piszę ten post, bo sprawa dotyczy mojej znajomej, która jest na skraju wytrzymałości psychicznej. W jej rodzinie dzieją się rzeczy, o których nie potrafi już dłużej milczeć, a każda próba szukania pomocy kończy się u niej bagatelizowaniem problemu przez najbliższych.
Jej brat od dłuższego czasu stosuje wobec niej przemoc fizyczną. Była szarpana pod blokiem, a ostatnio sytuacja powtórzyła się w obecności osób trzecich, gdy brat próbował ją siłą wyrzucić z domu. Ma widoczne ślady na ciele, które pokazała rodzicom. Reakcja? Ojciec stwierdził, że „tylko ją uszczypnął”, a matka udaje, że problem nie istnieje – brat nadal przyjeżdża do domu, a rodzice zachowują się, jakby nic się nie stało.
Kiedyś poszła do lekarza, który potwierdził jej obrażenia na piśmie, ale matka zniszczyła ten dokument. Znajoma czuje się osaczona. Brat manipuluje: najpierw mówił, że nie zaprosi jej na swój ślub, potem przywiózł zaproszenia, jednocześnie grożąc, że zniszczy dzień przymiarki ślubnej swojej narzeczonej. Do tego ciągle do niej wydzwania, mimo że wyraźnie nie chce z nim rozmawiać.
Ona boi się wracać do własnego domu. Planuje ucieczkę, szuka noclegu gdziekolwiek indziej, bo panicznie boi się kolejnej konfrontacji, gdy brat znów przyjedzie. Czuje się całkowicie sama – rodzice bagatelizują wszystko, wspierają agresora i utrudniają jej jakiekolwiek szukanie sprawiedliwości.
Znajoma zastanawia się nad całkowitym zerwaniem kontaktu z rodziną i ucieczką jak najdalej, aby w końcu odzyskać spokój i bezpieczeństwo. Czy to przesada prawo tak postąpić, skoro rodzina wmawia jej, że to tylko "rodzinne przepychanki"? Jest wyczerpana traumą i tym, że nikt w jej otoczeniu nie chce jej uwierzyć.
Co o tym sądzicie? Jak ona może sobie pomóc w tej sytuacji, skoro czuje się tak bardzo bezradna