Kulturalne narzekanie na rzeczywistość! Uwaga - zawiera offtopy!
Strona 2910 / 2910
Ja wtedy tak samo miałam, godzinę gadała takie głupoty że masakra, do tego no jestem u fryzjerki i nie jestem po to żeby ją sprawdzać i kontrolować tylko ona robi swoje i tyle 🤪🙈
Po mocnym przeziębieniu, katarze i kaszlu przyszła pora na gigantyczną opryszczkę na ustach 🙈
Też tak raz miałam. Chodziłam długi czas do jednej fryzjerki i najpierw dość mocno ścinałam włosy. To też był czas, że dużo osób miało fryzury jak Rihanna, że trochę dłużej z przodu a z tyłu wygolone.
Ale w pewnym momencie powiedziałam jej, że chce już zapuścić. Miałam już włosy do ramion i chciałam żeby mi jakoś fajnie je ułożyła na rozpoczęcie roku...
Nim się zorientowałam to ona znowu mi tył ścięła 🙈. Czułam się fatalnie na tym rozpoczęciu. Jeszcze przód ułożyła mi na wałki, i wyglądałam jak taka Karen 😭. Na pewno nie jak nastolatka tylko starsza pani...
A za to innym razem miałam zielone końcówki po farbowaniu włosów, chciałam się ich pozbyć. To fryzjerka zostawiła mi dłuższe bo stwierdziła, że krótszych szkoda 🥲. Gdzie mi włosy rosną w miarę szybko, i chodziłam z taką wyblakłą zieloną końcówką długości 2 cm. Nie wiadomo po co, na co... 🙈.
Innym razem babka mi ścięła przód tak, że miał imitować "zapuszczoną grzywkę" i generalnie wyglądało to fajnie... Ale ja w pracy musiałam mieć kitka, więc strasznie mnie ten przód irytował bo go w ogóle zebrać nie mogłam 😭.
Później się dziwić, że ludzie się bardziej boją chodzić do fryzjera niż dentysty...
Z jednej strony może miałaś jakoś mocno zniszczone? Oni czasami jak są zniszczone to wolą obciąć, żeby włosy rosły później zdrowiej. Aczkolwiek uważam, że to powinno być mimo wszystko z tobą skonsultowane i wytłumaczone czemu tak robi 🙈.
Na pewno to tylko dla Ciebie wygląda strasznie ❤️, inni ludzie stwierdzą, że tak miało być. Aczkolwiek wiem, że fryzura, której się nie chciało mocno się odbija na pewności siebie.
Ale ze mnie żona... zapomniałam o urodzinach męża, ma dzisiaj 🙈 I chyba w ogóle bym sobie nie przypomniała, gdyby nie moja mama, która wczoraj o tym wspomniała...
Jakoś tak dziwnie się czuję. Od poniedziałku planowo przez rok będę pracowała zdalnie w Warszawie, ale mam wrażenie jakbym dzisiaj odeszła z mojej pracy i trochę mi smutno 😆
Minęło półtora roku leczenia glp-1, moja frustracja jest jak stąd od księżyca… wydałam 20 tysięcy złotych, żeby schudnąć 5 kg i dowiedzieć się, że zaburzenia metaboliczne uniemożliwiają mi jakiekolwiek działania w tym kierunku. W lipcu będę mieć pierwszą w życiu operację. W związku z tym i jeszcze mianowaniem w prący jestem tak okropnie zalatana, że zapominam, jak się nazywam… przeszłam taką drogę, żeby ostatecznie i tak zrobić operację, że jestem zła na tych, co nawet nie próbują liczyć kalorii, a po znajomości robią operację…
Musiałam zadzwonić na 112 i zgłosić zaginięcie mojej mamy.. nie mam słów po prostu..
Znalazła się zguba.. czyli moja mama. Sama przyszła bo burza jest u mnie w mieście. Ignoruje mnie, ale przynajmniej żyję.