Mam problem :(
Strona 2 / 2
Tutaj macie zabezpieczenie w postaci mieszkania, pracę (która nie zawsze jest pewna), znajomych, rodzinę a tam niestety pewne nie jest nic więc jak dla mnie postąpiłaś słusznie odmawiając pracy za granicą. Gdybyście taki wyjazd planowali razem kilka miesięcy w celach zarobkowych bo np. brakuje do wesela czy na budowe domu to jak najbardziej, ale jeśli to wszystko jest nie pewne to moim zdaniem postąpiłaś słusznie
Dokładnie tylko żeby ktoś mojemu też przedstawił takie argumenty nie tylko ja
Właśnie tego teraz potrzebuję zrozumienia i potwierdzenia, że dobrze robię. Tak zarabiamy dobrze, powoli wszystko robimy. Nasze rodziny nam pomagają. Mój K strasznie narzeka na swoją pracę , zarabiać zarabia dobrze. Ja wiem że on sam nie pojedzie jestem mu za to ogromnie wdzięczna, tylko strasznie się sama ze sobą czuję, że to przeze mnie nie jedziemy. Wiem że on mi tego nie powie ale ma żal do mnie na tą chwilę za to. A ja nie chcę potem wracać do domu rodzinnego kiedy już się usamodzielniłam i coś mam. Kurde za bardzo też to przeżywam i biorę do siebie jestem straszną histeryczką i beksą.
Jeżeli macie tutaj stałą pracę to ja bym nie wyjeżdżała. Nie wiadomo na jakich warunkach jest tamta praca i jak długo będziecie ją w ogóle mieli.
Nie wypowiem się powiem tylko UP ! Ale uspokoję z referendum, że nawet jak przejdzie to przynajmniej 3 lata potrzebują na to aby je zatwierdzić... Wiem bo przyjaciółka na studia jedzie do Anglii i dowiadywałam się dla niej tego Więc to nie jest takie hop siup
Twoje rozumowanie jest dobre. Jeżeli tu się już urządziliście, macie plany, znajomych to tylko za samymi pieniędzmi nie ma co wyjeżdżać, tym bardziej, ze na miejscu też macie pracę i stać was na dom i jego urządzenie, raczej dobrze wam razem, skoro planujecie ślub. Poczekaj, aż narzeczony ochłonie, przejdzie mu entuzjazm i jeszcze raz wytłumacz mu swój punkt widzenia.
Nie warto porzucać wszystkiego, na co pracowaliście tylko dlatego, że nagle pojawiła się jakaś okazja. Trzymaj się swoich priorytetów. Na twoim miejscu bym nie wyjeżdżała.